Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kentin route. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kentin route. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 maja 2023

[AL: Kentin] Odcinek 6, ślubny

Oto i ja! W być może ostatnim streszczeniu wesołych przygód Kentina, Su, Muffina, Siski i Jokera, którzy żyli razem w absolutnie klaustrofobicznych warunkach w maleńkim wehikule tajemnic, bo twórcy nawet nie pomyśleli, by komuś, kto prowadzi nomadzki tryb życia dać porządnego kampera z prawdziwego zdarzenia. A co nas czeka w tym odcinku? Zgodnie z zapowiedzią:

Przygotowanie ślubu nie jest łatwym zadaniem! Ale na szczęście Kentin jest gotowy do wszelkich poświęceń, abyś miała najpiękniejszy ślub na świecie.


Z pewnością nie jest, gdy ma się do dyspozycji dziesięć metrów kwadratowych, które trzeba dzielić między pięć istot, a jeszcze pewnie by się gości chciało zaprosić. I już wiemy, czemu Suśka nie ma w tej wersji sukni ślubnej wersja księżniczkobeza — zajęłaby po prostu całą przestrzeń życiową i nawet pół psa by się nie zmieściło, nie mówiąc o Kentinie. No ale! Zapowiedź zapowiedzią, przechodzimy do odcinka. Przeżyjmy to razem!

 

Zaczynamy psami śpiącymi na łóżku, bo gdzie w sumie mają spać, tam nie ma miejsca. Zrywają się na równe nogi, bo Kentin wraca. Z pracy wraca, o dziwo. I klienci go męczyli. Czy dowiemy się co robił nasz ex-pomocnik szamana z Drezna i ofiara wyzysku Darmojanusza? Oczywiście, że się nie dowiemy. Dowiadujemy się za to, że nasi nomadzi stacjonują w Słodkoflirtowie, bo Kentin wracając z pracy zajrzał do rodziców. A, możecie spytać, co robiła Su, gdy Kentin był w pracy. Otóż szlajała się z Alexym i Rozą, ale zostało nam to litościwie pominięte. I była z Thią na lodach, co zostało perfidnie pominięte, bo Thia to jedna z niewielu wartościowych tu postaci. Suśka pyta co u nich, Kentin odpowiada że świetnie i że są podekscytowani

(Odkąd obwieściliśmy im, że zamierzamy się pobrać. Nie tylko Manon, ale nawet Giles są zachwyceni.)


Myślę, że Giles to ofiarę całopalną w intencji złożył, że jakaś kobieta chciała jego bezrobotnego, de facto bezdomnego i w zasadzie pozbawionego wykształcenia syna.

Hehehe, teraz Kentin robi miny w stylu “weźsiętato” bo rodzice śmieli pytać o to, czy już mają listę gości, katering, suknię, garnitur, zaproszenia i ogólnie wiedzą, gdzie chcą zrobić wesele i z kim, bo do wesela zostało kilka tygodni.

Podkreślam: KILKA TYGODNI. A nasze gołąbki mają… Eeee… Siebie mają. Bo sama Suśka monologuje wewnętrznie, że mają zaległości w przygotowaniach. Oni wszyscy tam serio robią wesela metodą borejkowską. Z tym, że na Jeżycach to chociaż lokum mieli, a tu, co? Upchną wszystkich do vana? A nie, ponoć miejsce już mają. Nadal nie powiedzieli nam jakie, więc ciągle obstawiam, że miejsce mają, bo parking przy parku duży.

Dowiadujemy się natomiast, że przez dwa ostatnie miesiące Kentin upierał się, by chodzić do kilku prac, bo trzeba na ślub zarobić. Suśka po dwóch miesiącach obserwowania jak jej luby zasuwa jak mały samochodzik w kilku pracach dziennie (nadal nie wiemy, co to za prace) łaskawie zauważa, że Kentin “chyba zaczyna czuć zmęczenie”. Łaskawa pani!

Czy mam z tym kawałkiem problem? Owszem, mam. Kentin zasuwa na kilka etatów. Nie wiemy przy czym, ale zakładam, że to niewymagające kwalifikacji prace fizyczne z niskim progiem wejścia. Bo przecież wszystko, co wiemy o dotychczasowych pracach Kentina do tego się sprowadza — sprzątanie basenu, koszenie trawy, usługiwanie klientom w hotelu Darmojanusza, oszukiwanie ludzi z szamanem z Drezna, praca na targu, na magazynie, rozdawanie gratisów z samochodu.

Twórcy wbrew bajkowo-słodkoflirtowej otoczce postanowili w tym AL sportretować Kentina i Su jako ludzi ubogich, pozbawionych mieszkania, czy nawet porządnego “domu na kółkach”, bez żadnego zabezpieczenia finansowego, którzy ledwo wiążą koniec z końcem i muszą łapać się dosłownie czegokolwiek, by zarobić cokolwiek - do Indonezji pojechali w ciemno, bez umowy i ustalonych zasad współpracy czy opieki nad psami, co pokazuje nam ludzi, którzy nie mają prawa wybrzydzać i muszą brać to, co jest.

No i taka para bierze ślub. Kentin w imię tego zasuwa na kilka etatów, bo kasa się nie zgadza, a powinna zacząć zgadzać. I co robi w tym czasie Suśka? No w tym czasie Suśka zbija bąki z Rozą-mamą na pełen etat, która żyje na utrzymaniu swojego faceta i równie bezrobotnym Alexym. Uroczo!

No i kończąc tę długą dygresję chcę powiedzieć, że zmęczenie Kentina, które łaskawie zauważyła kwituje tymi słowy:

Głowa do góry, kochanie! Zrobiłam zapiekankę!


No i teraz idą jeść na zewnątrz, a ja mam assety vana widzianego z zewnątrz i ja wiedziałam, że to jest malutkie, ale z tej perspektywy to wygląda po prostu jak van,który ma na pace łóżko. Nawet nie pytam, gdzie w tym wszystkim jest łazienka, bo wydaje mi się oczywiste, że łazienki tam nie ma, nie na takim metrażu. Za to przed vanem stoi mnóstwo pierdół - dwa duże doniczkowe kwiatki, dwa olbrzymie ratanowe krzesła, poduszki, dekoracje, mata większa od vana wewnątrz na której to wszystko stoi. Iiii… Jako, że nie ma opcji, by to się zmieściło do vana, no bo nie ma opcji, żeby to się zmieściło do vana to mam taki headcanon, że oni to po prostu wynieśli od starych Kentina z domu, a jak będą wyjeżdżać to oddadzą.

Teraz Suśka mówi, że pojutrze trzeba iść wybrać obrączki, na co Kentin mówi, że ma wolne z samego rana, bo potem do wieczora pracuje. Potem Suśka mówi, że jutro trzeba iść do kucharza, na co Kentin mówi, że nie ma opcji, bo cały dzień pracuje. Na co Suśka się irytuje, że trzeba iść i załatwić, a jej się nie chce samej i Kentin tylko odwleka w nieskończoność i tak nie można.

To nie wiem, laska, wiesz, może jakbyś też poszła do pracy, chociażby kelnerować w Cosy Bear Cafe, to Twój facet nie musiałby pracować po 18 godzin dziennie? Taka szalona myśl mi wpadła do głowy.

Kentin patrząc w bok mówi, że jak pójdzie do pracy w piątek zamiast załatwiać z nią catering to będzie ich stać na ten catering. I no… fair point. Dla mnie, nie dla naszej protagonistki. Suśka się jednak upiera, że chce iść z nim, Kentin próbuje nam wepchnąć Rozę na swoje miejsce, Suśka nie chce, bo nie bierze ślubu z Rozą. A Kentin odwraca wzrok zażenowany. I tak, dosłownie pada takie stwierdzenie. I co twórcy mają z tym “zażenowany”? Bo już ktoś (wybaczcie, nie pamiętam kto!), wskazał na użycie tego słowa u Lysandra w totalnie niewłaściwy sposób. Tutaj, jasne, Kentin mógł być zażenowany postawą swojej leniwej i roszczeniowej, bezrobotnej wkrótce-żony, ale pewnie jednak grze chodziło o to, że był “zawstydzony”. Jedno słowo, a tyle zmienia!

SU JESTEŚ BEZCZELNA. 

 


 Guilt trip działa, Kentin ma stanąć na głowie i zamienić harmonogramy, by z nią iść, po czym z zamkniętymi oczami mówi, że okej, ustalone, a teraz jest wykończony więc posprząta ze stołu i idzie spać. Na co Su odpowiada, że tez się kładzie, bo też jest wykończona. I właśnie to uważam za bezczelne. Wiecie, jak już facet robi całymi dniami na kilka etatów, a laska siedzi w do… w vanie, to mogłaby chociaż posprzątać ze stołu, nie? Ale nope. Do stołu nakrywał Kentin, po kolacji sprzątał też Kentin, a zmęczona zrobieniem obiadu królowa poszła spać.


Teraz Su leży w ciemności i angstuje, że nie tak sobie wyobrażała organizację ślubu, bo powinni wszystko robić razem, a on chodzi do pracy sam, mijają się w drzwiach do vana i jest ciągle zmęczony i że to takie niesprawiedliwie i w ogóle, że to ich od siebie oddala.


No i tak. No… To jest ten moment, kiedy musiałam zrobić sobie przerwę od streszczenia, ale powracam. Ja rozumiem, że problem mijania się w drzwiach jest istotny. Ja nawet rozumiem, że związek, w którym jedna osoba pracuje po osiemnaście godzin dziennie, a ja wraca to wali się na łóżko i zasypia w locie nie jest właściwy. Ale no… Mówimy tu o parze bezdomnych, którzy koczują w samochodzie w parku. Potrafię zrozumieć, że pieniądze są dla Kentina istotne, bo ich po prostu nie ma, a powinny być. Jest proste rozwiązanie problemów z brakiem czasu Kentina — NIECH SU IDZIE DO PRACY. Jak pensje będą przynosić dwie osoby, to Kentin będzie mógł pracować mniej! A jak będzie mógł pracować mniej to będą mogli spędzać ze sobą czas! To aż takie proste!

W dodatku w dalszej części angsta dostajemy przepiękny wykwit, że Su się jeszcze słowem nie zająknęła, że jej przeszkadza ta sytuacja. Ale odgraża się w myślach, że to zrobi, jak tak dalej będzie i “zobaczymy czy uda mu się zmienić harmonogram”.

Okej, teraz mamy przeskok do kolejnego dnia i ponoć Su dorywczo pracuje w Cosy Bear. Zaaaaaawsze coś! Ale nie cofam swojego rantu na nią, nadal jest roszczeniową bułą! Po niedługim czasie wraca do vana a tam patrzący z niepokojem Kentin, który pokłócił się z szefem o harmonogram godzin. Nie wiem jeszcze na tym etapie, czy kłótnia poszła tak, że Kentin wyleciał na zbity pysk. Ale widzę za to, że planuje chłop wziąć kredyt na wesele.

Słodki Flircie, weź przyhamuj! Granie w grę o dwójce ubogich ludzi, którzy wpadają w spiralę zadłużenia z powodu ślubu niekoniecznie jest tym, na co mamy ochotę wchodząc na twoją stronę!

Kentin najwidoczniej hołduje polskiej zasadzie “zastaw się, a postaw się”, bo chce ślub na bogato, wiecie, fajerwerki, wodotryski, w roli kelnerów przystojni umięśnieni i półnadzy mężczyźni roznoszący srebrne tace pełne koka… wrrrrrrróć, coca coli oczywiście, te klimaty. Bo chce dla Su tego, co najlepsze.

I ma dość… specyficzne podejście do “tego co najlepsze”. Bo to, co najlepsze dla Kentina oznacza to samo, co “to co najdroższe” i ślub w klimatach cygańskich. Wiecie, że tysiąc kwiatów dekorujących ścieżkę, po której będzie stąpać Su, najbardziej strojna suknia, obrączka z milionem karatów i w ogóle cały sklep jubilerski, bo po co wybierać, skoro można mieć wszystko. On chce nawet tort pokryty diamentami. I ja nawet nie żartuję, a chciałabym.

Teraz Su mówi, że no wszystko fajnie, ale za ciebie to nawet w gieźle, nago, w worze pokutnym, w kinie w Lublinie i na tyłach furgonetki bym wyszła, na co nam goście i fajerwerki. Co jest w zasadzie urocze. I jest też - po raz kolejny - pewnym odwróceniem ról. Najpierw w końcu to Suśka oświadczyła się Kentinowi (klasycznie z pierścionkiem i przyklękiem) a teraz też dochodzi do odwrócenia ról, bo to Suśka pociesza Kentina, że suknie i biżuteria nie są najważniejsze, bo ona go weźmie ubranego jakkolwiek i ubrana jakkolwiek.


Nie dostaję decyzji czy chcę przyjąć nazwisko Kentina. “Decyzji” - nasza Su nigdy nie dostała nazwiska, ale no, w odcinku ślubnym LL chociaż udawali, że jest opcja zostania przy swoim albo posiadania dwóch. Tutaj nope, Suśka oświadcza, że zdecydowała za gracza i bierze nazwisko faceta, handluj z tym. Kentin jest wniebowzięty i obtańcowuje Su z radości. No i w końcu dochodzimy do planszy OBRĄCZKI. Jedziemy!


Kentin: Co myślisz o tej? Jest gruba, rusykalna i nowoczesna
Su: Tak! To cały ty!


Su, nieładnie tak dissować faceta przy wyborze obrączek image/forum/smilies/big_smile.png


Dobra, wybór kto niesie obrączki. Oczywiście Kentin upiera się, że muszą to zrobić psy - Cookie i Muffin konkretnie. I rozmowa jest tak prowadzona, że już myślałam, że nie dostanę wyboru, jak przy nazwisku. Ale jednak jest wybór! Psy, Thia albo Alexy.

Kentin coś tam marudził wcześniej, że to muszą być psy, bo z nimi mają do czynienia więcej niż z dziećmi, więc oczywiście wybieram Thię.

Wybieram grube obrączki, te podobne do Kentina, bo może jakoś przeboleje, że wybrałam jednak dziecko nad psy.

Teraz idziemy do miejsca na mapie opisanego jako “ceremonia na górze” gdzie towarzyszą nam nasi rodzice z krwi i kości i dwie zjawy z krainy cieni, bo czemu nie. A teraz jest całkiem urocza scenka, gdzie nasi rodzice i dwie zjawy wspominają swoje śluby i wskazują na to, że ślub to taka piękna ceremonia, miłość, wierność, romantyzm i korzyści podatkowe. To ostatnie wskazał nasz ojciec, lubię go image/forum/smilies/big_smile.png!


Teraz mama pyta o świadków. Kentin oczywiście wybrał Alexego, bo na tym etapie nikt już nie pamięta o istnieniu Evana, w dodatku Kentin mówi, że “nie zmienia się zwycięskiej drużyny”, cokolwiek to znaczy w tym kontekście. Za to my mamy wybór. I popatrzcie, bo trochę umarłam. I zaraz zrozumiecie dlaczego!

A. Poprosiłam Armina!
B. Poprosiłam Priyę!
C. Poprosiłam Rozę!
D. Poprosiłam Melanię. wiesz, kto to?
E. Poprosiłam Kim !


No właśnie. Właśnie dlatego. Odpowiedź D mnie absolutnie rozwaliła. I nie wiem, co w tym zestawieniu robi Armin, który w tym AL powinien hakować w Waszyngtonie zdaje się, nooooale. Biorę Priyę, moją bratnią duszę z innej rzeczywistości. Kusiłoby mnie wzięcie Melanii, laski, której nikt nie zna tak bardzo, że trzeba im tłumaczyć kim jest, ale jednak biorę Priyę i wtedy mój headcanon będzie wyglądał tak, że świadek się ślini do pana młodego, a świadkowa do panny młodej. Idealnie!


Teraz się pytają o zdanie w kwestii animacji między ceremonią a posiłkiem. Nasz taton odpowiedział, że myślał, że “animacją” między ceremonia a posiłkiem będzie alkohol. Mówiłam już, że go lubię?


Mama proponuje, by rodziny wspólnie obgadywały młodych, to taki weselny klasyk, by towarzystwo się wymieszało. Znaczy, ona to sprzedaje w formie “zadamy im pytania dotyczące drugiej strony i będą musieli poznać odpowiedzi”, ale umówmy się, chodzi o klasyczne plotkowanie. Młodzi dokładają swoje pomysły:


A. Ja lubię grę w Mölkky.
B. Osobiście, uwielbiam quiz.
C. Mi też się to podoba!


Nie wiem, czym jest odpowiedź A, nie wiem o jaki quiz chodzi - BO NIKT NIE UZNAŁ ZA STOSOWNE TEGO WYJAŚNIĆ, więc idę za pomysłem mamy, bo przynajmniej go rozumiem. Nie ma nic złego w soczytych rodzinnych plotach i dramach! Może wujkowie się pobiją, będzie śmiesznie.
Spytacie gdzie w tym czasie, tych wszystkich ustaleń były psy? Otóż zamknięte w vanie, a gdzieżby indziej. Czy ktoś może już wezwać TOZ? Nie może najwyraźniej, idziemy do planszy SUKIENKA :<


EJ CZUJĘ SIĘ POSZKODOWANA. W AL Lysandra dostawało się suknię za darmo, jak się miało już jakąś suknię ślubną w szafie. JA MAM SUKNIĘ ŚLUBNĄ W SZAFIE, A I TAK MUSZĘ WYWALIĆ PIERDYLIARD CEBULIONÓW NA NOWĄ. GRO! OSZUKUJESZ!

I am not amused, ale gra ma to gdzieś, idziemy do planszy z napisem KATERING. A tam na początek mamy wybór przystawek!


A. Pucharki z zapomnianymi warzywami!
B. Talerz z czterema łososiami!
C. Ravioli z homarem i chorizo!


Czym jest opcja A? Bo brzmi jak pucharki z warzywami, które leżały gdzieś z tyłu lodówki i ktoś o nich zapomniał, więc zdążyły się zrobić miękkie, pomarszczone i porośnięte pleśnią. Naturalnie więc wybieram właśnie je.


A teraz jemy rzeczy i na buzi Kentina pojawia się szeroki uśmiech. NA BUZI! NA TWARZY NA LITOŚĆ BOSKĄ, GRO, MÓWIMY O DOROSŁYM MĘŻCZYŹNIE, A NIE O TRZYLATKU! DOROŚLI MĘŻCZYŹNI MAJĄ TWARZE!


Teraz mamy planszę Wieczór Panieński, ale zanim do wieczoru panieńskiego dojdzie, Kentin chce omówić plany podróży poślubnej, bo, jak sam twierdzi:


Tak, ale... Wiesz, że lubię planować z wyprzedzeniem…

 


Co za tłuste, perfidne kłamstwo. Doskonale wiemy, jak to wyglądało w Indonezji i że nie zaplanowaliście absolutnie nic i nie dopilnowaliście absolutnie niczego. Kentin proponuje Kubę, Suśka Kanadę, ale po chwili namysłu mówi, że wolałaby duże łóżko i ciepłą wodę bez ograniczeń, więc może nie będą jeździć, może znajdą sobie SPA i w końcu sobie przypomną jak to jest nie być bezdomnymi, którzy koczują w samochodzie. I właśnie za tą opcją idę, niech coś mają od życia. No i się żegnamy, ja idę na wieczór panieński z Rozą, a Kentin na taki z Leo, z jakiegoś powodu. Sami wcześniej mówili, że organizacją powinien zajmować się świadek, Leo nie jest świadkiem… Ale jest nim Alexy, więc w sumie rozumiem, dlaczego nie pozwolili mu niczego zorganizować. Gdyby Alexy to organizował to impreza w najlepszym wypadku wyglądałaby tak:

 

Błękitna Ostryga co prawda na zawsze w moim sercu, ale Alexy w wersji postlicealnej to zdecydowanie najgorsza osoba do organizowania czegoś.

Oczywiście wieczór panieński to czarna dziura, bo grafik Zbyszek nie będzie walił nadgodzin. Penthouse-masaże-picie na plaży-gra w podchody-picie na jachcie-penthouse


Następna plansza. WIELKI DZIEŃ


Przysięgi, trochę dziwne w sumie. Kentin mówi, że kochał Su od zawsze i na zawsze, a ona że dopiero musiała zmienić punkt widzenia, by do tego dojrzeć i zrozumieć głębie jego miłości, ale się udało i jest szczęśliwa. W ogóle miejsce, w którym siedzą goście, znaczy, no te ławki ustawione przed ołtarzem ciągle w tej sekwencji nazywają “belwederem” z jakiegoś powodu. Podam wam jeden przykład, bo więcej nie przekopiowałam:
(Na belwederze rozległa się nowa fala oklasków.)

Czuję się tak, jakby para prezydencka ich oklaskiwała z całym personelem.
Niby wiem, że to się może odnosić do tej definicji: 1. budowla ogrodowa (np. pałacyk, pawilon, altana) na wzniesieniu, z tarasem, z którego roztacza się rozległy widok;
Ale oni siedzą na ławkach ustawionych na trawie, nie ma żadnej budowli ogrodowej, więc no. Ale oj tam, oj tam, zmierzamy do końca. Thia w scenie kopiuj-wklej z AL Lysandra przynosi obrączki, jeszcze tylko przegapiam ilustrację i koniec.

I tak oto dotarliśmy do happy endu, w którym to para bezdomnych bez perspektyw, pieniędzy, pomysłu na siebie i planów na przyszłość dalej może wegetowac na skraju ubóstwa, ale już z ulgami podatkowymi!

piątek, 17 lutego 2023

[AL: Kentin] Odcinek 5

Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś to zrobię, ale skoro pojawił się nowy odcinek to witam wszystkich bardzo serdecznie w kolejnej części streszczenia!

Zacznijmy od zapowiedzi, bo już widzę, że to coś, od czego chcę zacząć! Otóż zapowiedź powiada nam, że:

Kontynuujesz podróż z Kentinem. Tym razem zatrzymujecie się w hotelu Altingia Grand Lodge... To dobra okazja, aby podreperować finanse dzięki pracy na pół etatu, ale przede wszystkim na podziwianie niesamowitych krajobrazów podczas długich wędrówek z całą paczką. Miłość między tobą i Kentinem tylko rośnie w siłę z każdym etapem waszej podróży, ale jednak wygląda na to, że wciąż macie przed sobą kilka tajemnic…

No i to podreperowanie funduszy mnie ciekawi. No bo ponoć Kentin jest influencerem, jest rozpoznawalny i w ogóle odniósł ogromny sukces w Sieci, nie? A jednocześnie musi podreperować finanse pracą na pół etatu. Jak zwykle Pszczółki stoją w rozkroku i najwyraźniej mamy tu do czynienia z rozpoznawalnym, słynnym influencerem, co bieduje. Noooo ale okej. Zobaczymy jak to będzie wytłumaczone, to tylko zapowiedź.

Ale jest jeszcze druga część! Ta o tajemnicach! Ja wiem, wiem, że jak się mieszka razem w dwie osoby i trzy psy na jakichś dziesięciu metrach kwadratowych to prywatność jest konceptem odległym i egzotycznym, ale to trochę brzmi tak, jakby dwie osoby w związku miały obowiązek stać się jednym blobem bez własnego życia. Choć ponownie — zobaczymy. Bo ho-ho, ciekawi mnie jakieś to tajemne tajemnice wyjdą.

No i tyle z zapowiedzi, lecimy!

Są nowe assety, jednak komuś się chciało. Może temu nowemu stażyście, co jeszcze nie wie, gdzie trafił. Zaczynamy tym, że zza drzew wyłania się hotel. Kentin oświadcza nam, że:

Mam wrażenie, że dotarliśmy na miejsce! W końcu szybko minęło…

Na co Suśka odpowiada:

(Zdusiłam chichot. Nie posunęłabym się tak daleko, nie...)

Olejmy krzywą polszczyznę, to norma w tej produkcji. Skupmy się na dwóch sprawach. Po pierwsze to trochę brzmi, jakby Suśka miała wstęp do załamania nerwowego po życiu na jakichś dziesięciu metrach kwadratowych z trzema psami i facetem. Nie, żeby mnie to dziwiło. Dziwi mnie to, że ta dwójka się nie pozabijała w takich warunkach. A po drugie - skoro, zgodnie z tym, co nam tu insynuuje Suśka, wcale tak szybko ta podróż nie minęła to… Przepraszam bardzo, oni do Indonezji poginali vanem? Jak?
Dobra,  Google Maps nie chce mi pokazać trasy samochodem, ale pokazuje trasę… Pieszą. Nie wiem, nie pytajcie. Ale zgodnie z tym, co udało mi się ustalić, faktycznie da się dostać z Francji przez Czechy, Polskę, Ukrainę, Rosję, Uzbekistan, Afganistan, Pakistan, Indie, Nepal, Birmę, Tajlandię i Malezję do Indonezji, z koniecznością przeprawy promem tylko z Malezji do Indonezji. No kto by pomyślał! Czyli oni FAKTYCZNIE mogli zrobić te kilkanaście tysięcy kilometrów vanem. Przedzierając się przez Łódź i inne dzikie pola. I nikt im vana nie ukradł! Ja chcę odcinek o ich drodze!

No dobra, dalej faktycznie Suśka mówi, że musieli wejść na prom by przeprawić vana. Więc moja trasa może być akuratna. Ale mówi też, że przez pierwsze kilka godzin się dobrze bawiła, bo ruszała ku przygodzie

  

A potem jej się znudziło! Ogarniacie? Podróż ze Słodkoflirtowa (które wiem, że jest w Nibylandii, ale że od czasu Dana operuje się tam euro, to jednak na potrzeby streszczeń zakładam, że we Francji) do Indonezji znudziła jej się po KILKU godzinach. Hehe, to musiała być upojna podróż!

Hehe, Suśka marudzi, że podróż była koszmarem (powodzenia w mieszkaniu w vanie przez całe twoje życie, Su!), Kentin wypuszcza psy, chce zanieść bagaże i spotkać się z “kierownikiem” (tu w mojej głowie pojawia się myśl “chyba administracyjnym”) A Suśka… Wraca do vana! Wraca, żeby…

Ja... chcę poukładać dekoracje. Chcę, żeby to znowu wyglądało jak nasz dom…


Poukładać dekoracje. Mój Boże. Tej dziewczynie naprawdę życie w wehikule tajemnic nie służy. Ja po takiej podróży do obcego kraju chciałabym najpierw się rozpakować i wziąć prysznic, a potem zwiedzać, a nie układać dekoracje w samochodzie, no ale to ja. Może zwyczajni ludzie jednak zaczęliby od dekoracji.

Kentin najwyraźniej podziela moje zdanie, bo ma zszokowane sprajty, a Su zauważa, że jest zaskoczony jej deklaracją. Po chwili jednak chłop wzrusza ramionami i zajmuje się tym, co istotne w życiu, czyli nakarmieniem psów, sztuk trzy. I tak, nowy pies ma swój asset. A Suśka w tym czasie…

(Sprawdziłam szybko, czy Kentin mnie nie obserwuje i otworzyłam szufladę komody.)
(Dobrze, nie przesunęło się wraz z podróżą i wstrząsami. Nadal tam jest i jest schowane.)


Su, jechaliście razem przez kilkanaście tysięcy kilometrów, żyjąc w pięć istot w ciasnej, ograniczonej przestrzeni bez grama prywatności. Cokolwiek jest w tej komodzie, Kentin jest świadomy obecności tego albo ma na to kompletnie wywalone i nie musisz tajniaczyć. Ale wbijamy jednak w tryb agenta specjalnego, bo Kentin z porozumiewawczym uśmieszkiem zagaduje, czy Su właśnie “dekoruje” szufladę z bielizną.

No. Więc Kentin wie, co jest w tej komodzie. Chyba że przez te tygodnie podróży nie zaglądał do szuflady z bielizną ergo nie zmieniał bielizny. Su, przestań tajnia…

(Zastygłam. [Su], szybko wymyśl jakąś wymówkę!)

Dobra, jednak nie przestawaj. Dawaj wymówkę!


Ale! Jestem już dużą dziewczynką, nie musisz mnie pilnować!
W zasadzie pomyślałam, że moglibyśmy powiesić jeden z moich staników na ścianie...
Hmm? No tak, nie. Nie wiem, dlaczego…


Uprzedzam, gram bez kodów, bo nie chcę czitować w służbie publicznej pisania streszczeń, więc nie wiem, która odpowiedź jest poprawna. Wszystkie są bezsensowne, ale jedna jest też absurdalna, więc oczywiście, że wybieram bramkę numer 2!

  Su: Rozweseliłoby to nieco nasze wnętrze, nie uważasz?
Kentin: Wybierz który i gdzie chcesz go powiesić.


To musiała być ciężka podróż dla wszystkich zaangażowanych! Zwłaszcza, że po wszystkim podbiło mi lovometr. Kentin jednak uważa, że koniec tego dobrego i dekorowanie jednak może poczekać, trzeba się spieszyć. Po czym zamyka psy w vanie i dostajemy to:

Kentin: Wybaczcie, przyjaciele, ale jeszcze nie wiem, czy ten teren jest dla was bezpieczny…
Su: Myślisz, że pozwolą wpuścić je do hotelu?
Kentin: Nie sądzę, zobaczymy.


Nie sądzę, Kentinie? Nie sądzę?! Przewiozłeś trzy psy przez kilkanaście tysięcy kilometrów, naraziłeś je na wszystkie możliwe trudy podróży i jeszcze wizję ewentualnej, nieprzyjemnej kwarantanny… I NAWET NIE SĄDZISZ, ŻE W OGÓLE SĄ MILE WIDZIANE I ZOSTANĄ WPUSZCZONE DO HOTELU, W KTÓRYM BĘDZIECIE MIESZKAĆ? CO JEST Z TOBĄ NIE TAK, TYPIE?! A to jeszcze nie koniec!

W najgorszym wypadku jedno z nas może się nimi zająć, jeśli będziemy na zewnątrz albo jeśli będziemy mogli się zmieniać.


Czyyyyli… Psy będą zamknięte w wehikule tajemnic albo będą biegały samopas, podczas gdy wy będziecie w hotelu? Zakładasz w ogóle, że taka opcja może wystąpić i to legit opcja? Ta podróż musiała wam NAPRAWDĘ zaszkodzić. Muffin, Siska, Joker, przemyślcie schronisko. Będzie wam lepiej, tam pracują odpowiedzialni ludzie.

(Podeszliśmy do hotelu. Byłam prawie trochę onieśmielona.)


A tu w sumie nic nie ma. Podziwiajcie konstrukcję drugiego zdania. Po prostu.


(Spojrzałam na Kentina. Wyglądał na zaciekawionego, ale nie był pod szczególnym wrażeniem.)

Hoho, mamy tu samca alfa! Oraz, ponownie: Jaki jest status finansowy Kentina? Albo luksusowe hotele nie robią na nim wrażenia, albo musi tyrać na pół etatu, zamiast odpoczywać na wakacjach, żeby reperować budżet.

Suśka zachwyca się, że na miejscu jest stylowo, co Kentin ripostuje słowami:

Tak... Potwierdzam ci, że psy nie zobaczą wnętrza…


Toooo… Dlaczego tu przyjechałeś z psami? Dlaczego tego nie ustaliłeś wcześniej? Dlaczego w ogóle wziąłeś psy, skoro z góry zakładałeś, że nie wejdą do hotelu i będą problemem i narazisz je na niebezpieczeństwo? Dlaczego ogarniając sobie ten wyjazd tego nie uzgodniliście? Nie, serio, pieski. Schronisko. Przemyślcie schronisko.

Potem okazuje się, że Su i Kentin są za biedni, żeby przyjechać na wakacje i przyjechali do pracy. Pytania o psy stają się w tym momencie jeszcze bardziej palące. Co macie z nimi zamiar robić, gdy będziecie pracować?

Pojawia się nowy człowiek, Darma. I tak, ma asset. Przywitania, kurtuazje i nagle to pytanie:

Zainstalowaliście się już? Lokalizacja wam odpowiada?

“Zainstalowaliście się”. Taaa… A co do lokalizacji to nie, Darmo, nie odpowiada nam, dlatego zrobiliśmy kilkanaście tysięcy kilometrów. Logiczne. Aaaa więc oni będą pracować w hotelu, a mieszkać w vanie! Szef brzmi jak skąpiradło, pracownicy w takich miejscach mają z reguły ogarnięty nocleg w tym samym hotelu, jeśli nie są lokalsami. Ale Darma okazuje się łaskawym panem, bo jakby im miejsce parkingowe nie odpowiadało to mogą wybrać sobie inne. Ludzki pan!

Jeśli ci to odpowiada, Kentin, będziesz naszym wszechstronnym człowiekiem od zadań na zewnątrz!

…Kim? Bo tu się mieści cały szereg prac. Od ogrodnika i ratownika przez czyściciela basenów po klauna dla dzieci i typa, który rozdaje ulotki w stroju hot-doga!

Głównym zadaniem jest dbanie o utrzymanie roślin i terenu basenu.
I ewentualnie pomaganie przy obsłudze klientów przy basenie...
Zapewnianie im ręczników, pokazywanie ich miejsca, odpowiadanie na pytania...


A, czyli ogrodnik i czyściciel basenu, okej. I jeszcze przynieś-podaj-pozamiataj dla klientów. Pszczółki już zapomniały, że Ken jest słynnym influencerem, nie?

Będzie z wami ratownik, nie będziecie musieli wchodzić do wody.
Jeśli jednak tuż obok ciebie zaczęłoby się topić dziecko, oczywiście zachęcam cię do udzielenia mu pomocy!

Ale tylko zachęcam! image/forum/smilies/big_smile.png Wiesz, dziecko rzecz nabyta, my ci za akcję ratowniczą nie zapłacimy, a jak coś pójdzie nie tak to wszystko ustawimy tak, żebyś był winny.

Wreszcie, po zamknięciu basenu, twoim obowiązkiem jest jego utrzymanie.

No, to już mówiłe… Aaaa nie, mówiłeś o sprzątaniu terenu basenu, a teraz jeszcze o sprzątaniu basenu… Czy ja tu widze co najmniej kilka etatów? Podsumujmy:

Kentin ma dbać o rośliny, sprzątać teren basenu, być na każde skinienie klientów, żeby im pokazywać drogę do toalety, przynosić ręczniki i spełniać ich zachcianki, a jak już basen będzie zamknięty - co w takich hotelach oznacza jednak głęboką noc, a przynajmniej późny wieczór - to jeszcze sprzątać basen, dbać o wodę i takie tam. I NAWET NIE MOŻE MIESZKAĆ W TYM HOTELU. Ale może sobie wybrać miejsce parkingowe.

(Zmrużyłam oczy. Mam wrażenie, że część pracy Kentina będzie polegała na korzystaniu ze słońca.)

Tylko tyle z tego wyciągnęłaś dziewczyno? Typ dostał właśnie zakres zadań dla kilku osób, okraszony uroczo januszowskim “koledzy ci wszystko rano wytłumaczą” na zakończenie, a ty widzisz tylko to, że będzie korzystał ze słońca? Serio?

A teraz pora na obowiązki Su! Trzymajcie się!

Jeśli chodzi o ciebie, [Su], jeśli się zgodzisz, dołączysz do naszego wieloosobowego zespołu w środku!
Chodzi o wykonywanie różnych zadań w hotelu, w zależności od potrzeb.
Ogólnie rzecz biorąc, będziesz pomagała w kuchni, przy serwisie...
I możesz zostać wezwana do pomocy pokojówkom, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Ponownie, twój lider zespołu przekaże ci wszystkie szczegóły jutro rano przed rozpoczęciem zmiany!

No, czyli Su będzie pomocą kuchenną - będzie obierać marchewki, siedzieć na zmywaku, a przy tym jeszcze sprzątać kuchnię, kelnerować i robić service room. Też widze tu co najmniej kilka etatów!

Doskonale! Macie jakieś pytania?

Ja mam! Ja! czemu napisaliście, że to praca na pół etatu, skoro to praca na cztery etaty w porywach do pięciu? Su ma jednak inne pytania, bo nigdy nie możemy grać do tej samej bramki :<

A. Wolałabym zajmować się basenem.
B. Nie, dla mnie wszystko jest jasne!
C. Nie moglibyśmy być razem na tym samym stanowisku?

Mogłabym więc poprosić o zwiększenie zakresu obowiązków (bo ten janusz biznesu prędzej by rzucił “okej, to jeszcze do tego sprzątasz basen!” niż zmienił zakres obowiązków), zgodzić się potulnie na rolę niewolnika albo wejść w tryb zazdrosnej dziewczyny. Gdy rozmyślam nad tym, jak bardzo każda odpowiedź jest zła, nasuwa mi się jeszcze jedno pytanie: Dlaczego nie określili stanowiska i szczegółów związanych z zatrudnieniem przed przyjazdem? Nie podpisywali żadnej umo… Okej, nagle zyskałam całkowitą pewność, że nie było żadnej umowy. I w straceńczym nastroju wybieram bramkę numer 3. Na co Darmojanusz reaguje adekwatnie:


Przykro mi, zdecydowanie potrzebuję jednej osoby przy basenie, ale nie dwóch.

Potrzebujesz też inspekcji pracy, typie.

Jeśli kiedykolwiek dojdzie do zmian w już istniejącej ekipie, pomyślę o tobie.

A MÓGŁ ZABIĆ.

Kentin ma pytanie! Czy spyta się o umowę i wynagrodzenie? Oczywiście, że nie! W równie straceńczy sposób dąży do zwiększenia zakresu obowiązków, pytając, czy mają jakieś usługi dla zwierząt.

Gdyby można było nie zostawiać ich w furgonetce w godzinach pracy…

A, okej, czyli nie chce świadczyć kolejnych usług, pyta się w kontekście swoich zwierząt. Ale zauważcie proszę, że typ rozważa zostawianie ich na całe dnie zamkniętych w wehikule tajemnic, gdy oni będą tyrać łącznie na ośmiu etatach! Wzorowy opiekun! Darmojanusz (wiem, że typ ma na imię Darma, ale będzie Darmojanuszem, zasłużył) mówi, że no jest buda, mogą siedzieć. Ponownie: A MÓGŁ ZABIĆ. Kentin dziękuje, na co otrzymujemy to:

Nie dziękuj, chociaż tyle mogę zrobić!

No, bo martwe psy podśmiardujące pod hotelem, zamknięte w upale w furgonie, nie byłyby najlepszą reklamą. Ale patrzcie Darmojanusz stawia się w roli wybawcy, podczas gdy mógłby zrobić o wiele, wiele więcej. Umie w PR, skubany. Pożegnania, przypomnienia, że zaczynają pracę o ósmej, Darmojanusz odchodzi.

Kentin: Cóż... Jest sympatyczny!

Su: To mało powiedziane! I jest w niezłej formie!

Kentin: Osobiście, wolę to.

Su: Ach tak, tak, ja też, z pewnością…

…Co? Znaczy, serio… Co? O co chodzi w tym dialogu?

Ja nie wiem, wy jak wiecie to powiedzcie, ale Kentin najwyraźniej też nie wie, bo zmienia temat. Su nie chce zwiedzać, chce wracać do vana bo w najbliższych dniach ponoć nie zabraknie czasu na zwiedzanie. Uwierz, Su, zabraknie nawet na to, by iść do toalety.

W pół godziny ogarniają samochód, okazuje się, że koczują już  w nim od ponad roku wspólnie.
(Nie zdawałam sobie sprawy, dopóki nie zamieszkałam z nim, że Kentin w rzeczywistości miał bardzo wyraźne pojęcie o tym, gdzie miał leżeć każdy z jego drobiazgów, każde z jego zdjęć.)


Bo macie maksymalnie dziesięć metrów kwadratowych do podziału na dwie osoby i trzy psy! Albo macie porządek, albo pogrążacie się w szaleństwie!

(To pewnie pozostałości po szkole wojskowej: wszystko musi mieć swoje miejsce.)

NIE! To naleciałości po życiu w furgonetce w pięć istot!

(Ale oczywiście mogę uczestniczyć w dekorowaniu i wybierać miejsca pewnych rzeczy.)

Ale tylko trochę, bo jeszcze poczułabyś się za bardzo swobodnie, więc trzeba ci od ponad roku przypominać, że jesteś tylko gościem, który musi pytać o wszystko gospodarza?

No dobra, teraz trochę skipnę. Kentin ścieli łóżko, Su uczy Muffina sztuczek, zbieram ochrzan od Kentina, że daję smaczki też innym psom, bo typ najwyraźniej nie wie, że nagradzanie tylko jednego psa to prosta droga do zbudowania niechęci w psim stadzie, po czym idziemy spać. Rano Ken budzi Su, Su marudzi, że jaka praca, ona to by jeszcze na godzinę albo dwie walnęła w kimę. Kentin za to tryska entuzjazmem przed pierwszym dniem pracy.

Myju-myju i do pracy, a przy okazji jeszcze Su obsesyjnie sprawdza, czy Kentin nie zaglądał do SZUFLADY Z BIELIZNĄ, gdzie coś schowala. Nie, z pewnością nie zaglądał, prawdziwi mężczyźni nie potrzebują szuflady z bielizną, bo jej nie używają.

Su przez cały ranek robi desery i przystawki, a potem idzie zanieść przekąski pracownikom na zewnątrz, czyli Kentinowi. Od razu zauważa, że wszyscy mają stroje, ale nie Kentin i ma takie AHA! WIĘC O TO CHODZIŁO KIEROWNIKOWI! I już myślę, że “jezusiemaryjokyrjeelejson, Kentin nago pracuje!” Ale nie, nie pracuje nago, ma swoje zwyczajowe ciuchy, czyli tiszert i kamizelkę typu bomber od wuja Mirasa.

Pytamy się jak w pracy, mówi, że super i już posprzątał basen, a teraz usługuje klientom.

Klienci... To przede wszystkim klientki, prawda?
Super, cieszę się, że ci się podoba!
Co ty na to, żebyśmy odpuścili posiłek i znaleźli sobie jakiś ustronny kąt...?

Dobra, tym razem  nie będę emulować ani toksycznej dziewczyny ani glonojada z chcicą zamiast mózgu. Idziemy w bramkę numer 2.


Po krótkim pitu-pitu o tym, że Su mogłaby zatrzymać swój uniform wink-wink (nie dostałam żadnego nowego ciucha, jakby co, więc to taki wymyślony uniform), wracamy do kuchni, gdzie już przestaje być sielankowo i robi się Hell’s Kitchen.

(Nie bez trudu, udało mi się zneutralizować wszystkie pasożytnicze myśli i wydajnie pracować.)

Ponownie, po prostu chciałam wam pokazać to zdanie. Dalej!

O, do kuchni wbija z buta (dosłownie, drzwi otwierają się z hukiem, a Su podskakuje) Darmojanusz na inspekcję! W nagrodę za dobre zachowanie pozwala nam wziąć resztki jedzenia z kuchni i nawet podzielić się z Kentinem.
Od słowa do słowa Darmojanusz powiedział, że pokaże nam miejsce na piknik (Darmojanusz zaczyna mnie przerażać swoim osaczaniem!), idziemy z resztkami jedzenia do Kentina, który patrzy “łakomo” na koszyk z żarciem. Tak, łakomo.

I okej, z tymi resztkami jedzenia to czuję się zobowiązana zrobić ten dopisek. Ja wiem, że w takich miejscach zostaje dużo jedzenia i to częsta praktyka, że personel zabiera, żeby się nie zmarnowało, jeśli szef nie lubi wywalać żarcia. No ale to on użył określenia “resztki jedzenia”. Idę za tym!

Szefo pakuje nas wszystkich do jeepa i wypytuje o pasję, bo on jako zgrzybiały starzec lat na oko czterdzieści żadnych pasji w życiu już nie ma. Su mówi, że ma plany otworzenia galerii i teraz farmazonią, że mogliby dzieła artystów Yael (bo Su i Yael są w ciągłym kontakcie z jakiegoś powodu) wystawiać w hotelu Darmojanusza w Indonezji. Ma to sens!

A teraz zadzwonił telefon i Darmojanusz porzuca nas w lesie, nawet nie w miejscu docelowym, po prostu w lesie, tam gdzie nas złapał jego telefon, bo natychmiast musi wracać. I jeszcze zachęca do samodzielnego odkrywania lasu. To aż się prosi o bardziej mroczną fabułę!

Być może tak będzie jeszcze lepiej! Prawdziwa przygoda!

Dodaje na zakończenie Darmojanusz. Oczywiście, że to będzie prawdziwa przygoda! Zwłaszcza jak się zgubią! Bo chciałeś im pokazać tajemne miejsce dla lokalsów i porzucasz ich właśnie w losowym miejscu w lesie! I nawet nie jechali za tobą swoim vanem, żeby mieć jakby co swoje rzeczy, sprzęt i miejsce do spania, bo zapakowałeś ich do jeepa!

Zaufajcie mi, nie zawiedziecie się! Ach, zazdroszczę wam!

A to brzmi już cokolwiek ironicznie. Jesteś podejrzany, Darmojanuszu!

Obiecuje jeszcze, że po nas wróci i ostrzega, żeby nie schodzić ze ścieżki. Czyżby to była yellow brick road? Przekonamy się!

W tej dżungli szybko można się zgubić!

Dziękujemy, Darmojanuszu za tę garść bezcennych informacji. A możemy wrócić razem z tobą? Zjemy przy vanie.

Kentin: Proszę się o nas nie martwić, jesteśmy przyzwyczajeni.

DO CZEGO?! Do gubienia się w indonezyjskiej dżungli?!

A teraz ta banda o wątpliwym iq cieszy się, że zostali sami. Bo ja, ty, psy bez smyczy i przygoda w dżungli. Sielanka!

Kentin: Gdzie idziemy?
Su: Darmojanusz powiedział, żeby trzymać się ścieżki
Kentin: A ty, [Su], oczywiście zawsze robisz tak, jak ci powiedziano!
Kentin i Su: (Zaśmialiśmy się, rozglądając się dookoła.)
Ja: Okej, Google, jakie zwierzęta żyją w Indonezji?
Asystent Google: orangutany, nosorożce i słonie sumatrzańskie, krokodyle, tygrysy, niedźwiedzie malajskie oraz gibbony
(a zwróćcie uwagę, że na pewno są też jakieś jadowite pająki i inne węże!)
Su i Kentin: (Poszliśmy w głąb lasu, podziwiając krajobraz prawie w kompletnej ciszy.)

I wszystko jasne! Okej, jeden pies jest na smyczy, jeden ma statystycznie większą szansę przeżycia.

Joker coś usłyszał, Suśka nagle sobie uświadomiła, że nie jest w parku pod szkołą i mogą tu żyć groźne zwierzęta, ale Kentin ma wywalone i idzie poszukać ładnego widoku. Psy zaczynają freakować i trzymać się coraz bliżej właścicieli. Nawet osoby, które nigdy nie miały psa powinny się domyślić, że to sygnał do odwrotu. Ale nasi bohaterowie dzielnie idą dalej! I oczywiście zeszli ze ścieżki, no bo przecież nikt nie będzie im mówił jak mają żyć. Teraz Kentin odwraca się z kpiącym uśmiechem i zagaduje:

Powiedz, z ciekawości... Wiesz jak stąd wrócić do hotelu?

Su się obrusza, że oczywiście, jakżeby inaczej, jeszcze jak! Po czym tłumaczy:

Wystarczy podążać za szumem strumyka, a potem wrócić na ścieżkę.


O, poszli za psem i znaleźli padlinę


 Su znalezisko kwituje skrzywieniem się i konkluzją:

(To nie było zbyt romantyczne…)

 


Ja się nawet nie dziwię, że właśnie to ją w tej chwili najbardziej zajmuje.


No i coś wydaje głośne dźwięki zza krzaków, psy się kulą i boją (Muffin), obnażają kły i szykują do ataku (Siska i Joker), Su uwiesza się na Kentinie.

Okazuje się, że to wrzeszczą na nich małpy, co ich odpręża. Nie wiem czemu. Małpy są terytorialne i niebezpieczne. A te są też całkiem dzikie, nie są z jakiegoś rezerwatu dla turystów. Poza tym to nie małpy zostawiły padlinę, umówmy się. No ale nasze dwie ameby się nie cofają. Idą dalej w dżunglę, bo czemu, prawda, nie.

W końcu się zatrzymują, bo mapa im się kończy. Znaczy, dochodzą do klifu, gdzie Kentin zachwyca się widokiem i marudzi, że głodny. No i teraz wszystkie trzy psy gnają do dżungli na złamanie karku. Tak, trzy, bo Su przerasta nawet utrzymanie na smyczy psa, który na oko waży pięć kilo. Brawo!

Pędzą za nimi na złamanie karku aż wpadają do jakiejś jaskini. Niestety, nic ich nie zjada. Znajdują tam porzuconego, wycieńczonego pieska i go ratują. Happy end, wracają do vana, tam już czeka weterynarz, profesjonalna akcja. W końcu Kentin idzie sprawdzić co z psami wszystkimi, a Su otwiera szufladę z bielizną, gdzie czeka skitrany pieczołowicie… Pierścionek.


(Otworzyłam pudełeczko, aby popatrzeć na pierścionek. Tak bardzo miałam ochotę mu go podarować...)

Okej, nie spodziewałam się, że to będzie pierścionek. Kentin nie wygląda na typa, który nosi pierścionki. Z dalszych myśli Su wynika, że to pierścionek zaręczynowy i planuje się dziewczyna oświadczyć. I chciała to zrobić jak im się mapa skończyła, ale psy pognały i nie było jak.

I no… fajnie, nie powiem nic na temat konceptu tego, że to ona chce się najwyraźniej oświadczyć jemu. Powiem coś innego. Skoro chciała to zrobić na klifie, to powinna mieć pierścionek przy sobie, nie? A najwyraźniej miała w bieliźniarce.

Hehe, a teraz klasyk
Zjedliśmy kolację rozmawiając o wszystkim i o niczym

Klasyk!

Następnego dnia Kentin idzie sprawdzić jak się miewa znaleziony piesek u weta i dostaje go do domu. Znaczy, do vana. I teraz on musi się nim opiekować. Mija kilka dni ostrego zasuwania w pracy i przy opiece nad czwórką psów, w tym jednym chorym I mamy kolejny wybór!

(Starałam się jak najczęściej rozmawiać trochę z Darmą.)
(Gdy tylko miałam przerwę, biegłam do budy, aby sprawdzić, czy piesek miał się dobrze.)
(Często korzystałam też z porannej przerwy, aby przyglądać się Kentinowi w pracy...)

Oczywiście, że idziemy do pieska. Nie wiem czemu miałabym rozmawiać z Darmojanuszem albo stalkować Kentina. No naprawdę, Słodkli Flircie.

Okazuje się, że to jednak zły wybór w pewnym sensie. Bo za chwilę się dowiadujemy, że Kentin i Su karmili psa, opiekowali się nim, pielęgnowali go i spędzali z nim każdą wolną chwilę przez kolejne trzy tygodnie, ale nigdy nie planowali go zatrzymać. Mało tego. Przez trzy tygodnie nie znaleźli nawet chwili, by porozmawiać “co dalej” i nie mają pojęcia, co z nim zrobić, czas odjeżdżać, a pies zostaje sam, ponownie bezdomny i bezpański. Na szczęscie Darmojanusz okazuje się tym deus ex machina, który przygarnie zwierzaka i pozbawi te dwie ameby problemu. Ale, hehe, nic za darmo. Wracać do pracy, moi europejscy niewolnicy, mamy “niefortunny problem z teminarzem” image/forum/smilies/big_smile.png

I mają nasze gołąbki posprzątać apartament małżeński. I ja chyba byłam zbyt hojna z tymi dziesięcioma metrami kwadratowymi, bo sypialnia jest o wiele większa od ich vana i zmieściłyby się w niej co najmniej dwa. I tu chyba mamy wstęp do seksów, bo możemy zacząć od ścierania kurzy albo od “czegoś innego”. I no, brzmi to niesamowicie romantycznie. Seks w pomieszczeniu, które trzeba posprzątać, do którego w każdej chwili może ktoś wejść. Nie mówiąc o tym, że dołożyliby sobie tylko roboty, by, ekhem… zatrzeć ślady swojej… obecności. Wycieramy kurze!

I idziemy na spacer, otwartym tekstem pada, że Su zamierza się facetowi oświadczyć na tym samym klifie, do którego droga wiodła przez padlinę. Romantycznie!

Przybywamy na miejsce, Kentin mówi, że wziął koc i żeby usiąść, Su nie chce siadać, bo chce klęknąć przy oświadczynach i bełkocze coś bez sensu. Sama to zauważa, więc tym razem to nie moje słowa.

No i w końcu Su klęka, wyciąga pierścionek, oświadcza się drżącym głosem, Kentin oświadczyny przyjmuje. Coś tam marudzi, że to on chciał się oświadczyć, ale oj tam, oj tam, koniec odcinka.

[AL: Kentin] Odcinek 4

Witam was bardzo serdecznie w ostatnim odcinku przygód Toksycznej Su i Kentina, co psy miał. Przepraszam za spóźnienie, po prostu bardzo nie chciałam tego robić. Nadal nie odchorowałam ostatniego odcinka. Ale na pewno zżera was ciekawość, czy telefon był Alexego czy może Kentin miał życie uczuciowe poza Su, prawda? No to lecimy!


Po przemyśleniu tej historii z wiadomościami, w końcu zbierasz się na odwagę i stawiasz czoła Kentinowi! Czy uda mu się znaleźć słowa, by się wytłumaczyć? Czy nadal macie przed sobą wspólną przyszłość?


Głosi nam zapowiedź. Odpowiedź na ostatnie pytanie brzmi: Nie, Boże, nie, absolutnie, skąd ten pomysł?” Ale zobaczmy, może się dowiemy skąd ten pomysł.

(Trzask drzwi od mojego pokoju wybudził mnie z kolejnego koszmaru.)

Jeśli leżysz na łóżku i cosplayujesz Bellę Swan po rozstaniu z Edwardem to ty się może wybudziłaś, ale koszmar Yeleen trwa nadal.

(Źle się czułam)

(Nie otworzyłam oczu. Nie miałam nawet siły, aby się odwrócić.)


O MÓJ BOŻE, ONA NAPRAWDĘ COSPLAYUJE BELLĘ SWAN. Biedna Yeleen! Wpisujcie miasta!

(W pokoju było cicho. Yeleen musiała wyjść.)

Mam nadzieję, że poszła załatwić sobie przekwaterowanie, wykorzystując do tego wpływy własnej matki. Su bowiem dalej marudzi, że miała koszmar za koszmarem, bo Kentin, oh Kentin, tak bardzo ją skrzywdził i że mogła hałasować przez sen. I geeez. Ja rozumiem, że może niefajna sytuacja, ale żeby od razu koszmary z krzyczeniem w gratisie?
Dalej Su mówi, że jak sobie przypomni te wiadomości to ogarnia ją zgroza i chęć zwrócenia obiadu z Komunii.

(Poczułam jak znów robiło mi się niedobrze. Gdy pomyślę o tych jego pięknych przemowach…)

No ale co ma piernik do wiatraka? Niczego ci nie obiecywał, grałam w te odcinki. Okej, powiedział, że chce zacząć tam, gdzie skończyliście. Skończyliście w łóżku, grałam w liceum, wiem jak było. No to wszystko się zgadza, nie? Okej, mówił też, że nie miał żadnej dziewczyny poza Su, ale HA, nie mówił, że nie umawiał się na ONS, nie? Do przygodnego seksu nie trzeba być w związku. Poza tym, Su, przyjaźnisz się z Alexym, powinnaś być na to konkretnie znieczulona.

(Czułam jak ból przeradzał się w złość.)

Czyżby miała polać się krew?

(Tym lepiej... W końcu otworzyłam oczy.)

Ale co tym lepiej? Znaczy, znudziły mi się czarne assety tla, fajnie, że otwierasz oczy, ale no… Co tym lepiej?

(Będę musiała się z nim skonfrontować. Powiem mu, co o tym myślę.)

 


A nie, jednak nie. Samozaparcia starczyło na chwycenie telefonu i natychmiastowe stchórzenie. Oczywiście!

I teraz Su rozkminia jak się załatwia takie rzeczy. SMSem? Telefonicznie? Czy może podstępnie zwabiając na spotkanie, tłumacząc się dowolną wymówką i udając, że nic się nie stało? A jak przyjdzie taki zadowolony to mu wygarnąć prosto w twarz?
O, a teraz nie wie co właściwie chce mu wygarnąć

(Tak właściwie, co? Że widziałam te wszystkie wiadomości od tych dziewczyn?)

Nooo… Tak? Na tej temat mi tu dramujesz i z tego powodu nie dajesz spać Yeleen, więc… Tak? Chyba o to ci chodziło, nie? Choć nie, ty to sama nie wiesz o co ci chodzi.

(A może otworzyć przed nim moje serce i powiedzieć mu, że mnie zranił…)

Pffff, daj spokój dziewucho. Po prostu walnij focha, powiedz “domyśl się” i zrób minę obrażonej primadonny. Albo, o, jeszcze lepiej, wykrzycz mu, że nie chcesz go więcej widzieć na oczy, to szybciej skończymy ten cyrk.

(Albo po prostu tam pójdę i powiem mu, że się nim brzydzę.)

O, widzisz? Zaczynasz kombinować w dobrą stronę. Go big or go home. Zrób Kentinowi takie piekło, by uciekał białym vanem tak, że będzie się za nim asfalt zwijał. Popieram!

(Że czuję wstręt, że się z nim przespałam, że dałam się nabrać.)

NICZEGO CI NIE OBIECYWAŁ!

(Jest jeszcze bardzo wcześnie... To dziwne, że Yeleen już wyszła.)

Czy kogoś jeszcze dziwi, że Yeleen wyszła? Nie? Tak myślałam image/forum/smilies/big_smile.png

Pierwszy wybór proszę państwa!

A. (Trudno. Muszę porozmawiać o tym z Rozą.)

B. WYBIERAM B! A teraz zobaczmy jak B wygląda:

B (Dzięki temu mam jeszcze trochę czasu, aby się zastanowić.)

Ufff, zawsze istniała szansa, że bramką numer dwa będzie Alexy. Ale nie, więc… B!
No i Su chce iść myśleć pod prysznicem.
(Ledwie położyłam stopę na podłodze, gdy zawibrował mój telefon.)

Ale nie pójdzie, jak widać. I po co nam był ten wybór? image/forum/smilies/big_smile.png A w telefonie wiadomość od Kentina!

(“[Su], wszystko gra? Nie słyszałem, kiedy wyszłaś… Myślałem, że przynajmniej się ze mną pożegnasz.”)

Nie reaguje jak facet, który ma coś na sumieniu, nie? A, wiecie, on zna Su. Powinien wiedzieć, że jeśli ona ma okazję pogwałcić cudzą prywatność i przejrzeć prywatną korespondencję to to zrobi.
(Zmarszczyłam brwi i zacisnęłam szczękę.)

Dobrze, że nie na odwrót! Przepraszam, po prostu chciałam wam pokazać na co idą moje PA
(A ja myślałam, że powiesz mi przynajmniej prawdę.)

Ale jaką prawdę? On nie wie, że przetrzepałaś mu telefon. Może uważasz, że uciekłaś, bo w vanie zrobiło się nieco duszno po wzdęciach Kentina i dwóch psów, bo może fasoloburger na obiad nie był najlepszym pomysłem, czy coś.
Su rzuca telefonem i idzie jednak pod prysznic, bo WYBORY, KTÓRE MAJĄ ZNACZENIE. A jak wraca to kolejne dwie wiadomości i nowy wybór:

A. (Nie, trudno. Nawet nie mam ochoty ich czytać.)
B. (Nie mogę się powstrzymać. Muszę je przeczytać.)

I wiecie, kusi bramka numer jeden, bo - jak pewnie zauważyliście - moja Suśka jest człowiekiem tak toksycznym i radioaktywnym, że pochowają ją w ołowianej trumnie. Ale też trzymajmy się charakteru Su. No “charakteru”. Tej jednej cechy rozwijanej przez dziesięć lat - wściekłego wścibstwa. Czytajmy!
(“Zrobiłem coś nie tak? A może coś powiedziałem…?”)

…A może uznałaś, że seks w ciasnym, białym vanie z dwoma psami w roli obserwatorów to jednak coś nie dla ciebie? Taka powinna być druga wiadomość!
(Nie, nic takiego... Oprócz faktu, że najwyraźniej masz z dwieście dziewczyn…)

Aż dwieście? A nadal znalazł czas dla ciebie, doceń Su!
(“Słuchaj, zadzwoń do mnie, gdy przeczytasz te wiadomości. Nie rozumiem, co się stało.”)

Robi mi się żal Kentina.
(No tak, nie rozumie. Czułam jak wzbierał we mnie gniew.)

NO NIE ROZUMIE, BO NIE WIE, ŻE PRZETRZEPAŁAŚ MU TELEFON! KTÓRY PEWNIE I TAK NIE BYŁ JEGO, TYLKO TWOJEGO WIECZNIE NAPALONEGO KUMPLA, GEEZ!
(Pokręciłam głową i wzięłam głęboki oddech. Muszę się uspokoić.)

Musisz iść na terapię. Albo wiesz, co? Stań po prostu przed ścianą i dobrze się rozpędź. Tylko pamiętaj pomachać stopami w ramach rozgrzewki!

Wraca Yeleen z torbą z Cosy Bear, każe Su się ubrać. Sama Su określa się mianem “wściekłej wariatki w szlafroku”, więc, Boże chroń Yeleen, to AL na nią nie zasługuje.
Awww Yeleen poszła po śniadanie dla nas, bo nie mogła spać w nocy, bo Su się rzucała i nawijała przez sen, co wlączyło w niej empatię. Boże, chroń Yeleen jeszcze bardziej! Teraz wcinają razem babeczki, bo Yeleen nie lubi jak kobiety płaczą i mają w nocy koszmary. Su na nią nie zasługuje. I jeszcze delikatnie mówi, że jak Su chce pogadać to spoko, ona tu jest i wysłucha, jak nie to nie, nie naciska. Czy możemy wymienić Rozę na Yeleen i to jej dać etykietkę naszej BFF? Proszę!

(Nie wiem, czy mam ochotę z nią o tym rozmawiać.)

Su, ja wiem, że jesteś plującą jadem żmiją, ale przed chwilą byłaś tak zdesperowana, że proponowałaś mi telefon do Rozy. Ktoś jest dla ciebie miły. Doceń!

(Nie jestem w stanie jej przejrzeć... Ale nigdy nie była tak naprawdę do mnie wrogo nastawiona...)

Dziewczyna nie puściła ani pół maruda, że przez ciebie nie mogła spać, bo albo krzyczałaś przez sen, albo płakałaś. Wstała wcześnie rano. Poszła ci kupić śniadanie. Sama mówisz, że wyborne. Pociesza cię. Mówi, że chętnie wysłucha i pomoże, ale do niczego nie zmusza. CZEGO TY OD NIEJ CHCESZ?!
No i nareszcie Su uznała, że jednak się zwierzy, bo i tak nie mogłaby mówić o czymś innym. No i się zwierza, referuje całą sytuację. I w końcu rzuca coś takiego:
“Powiedział mi naprawdę głębokie rzeczy. Mówił, że mu się podobam”

Ja pomijam, że to brzmi dziwnie. Ale “głębokie” rzeczy i “podobasz mi się”. Wybierz jedno.
A teraz Yeleen mówi ze skrzywionymi sprajtami:
I tak po prostu sobie poszłaś, w środku nocy?

Yeleen byłaby dobra w pisaniu tego streszczenia!

Nie wiem, mogłaś mu przyłożyć z liścia. I to nawet dwa razy.

A nie, jednak nie. Jednak po prostu chce krwi. Su tłumaczy się, że nie miała ochoty wszczynać kłótni. Ja bym raczej powiedziała, że nie miałabym ochoty atakować śpiącego faceta w obecności jego dwóch wielkich owczarków, nooo ale.
Yeleen pyta czy Su ma zamiar się z typem konfrontować, Su mówi, że była wkurzona, ale potem zaczęła jeść babeczki. Na co Yeleen rzuca taką perłą:
W takim razie, przywołaj gniew, gdy skończysz jeść.

https://memegenerator.net/img/instances/30605456/fight-fight-fight-fight.jpg
Coś mi mówi, że to Yeleen teraz image/forum/smilies/big_smile.png Nawet - i nie żartuję! - zaproponowała nam pomoc w zemście. Bo jak się okazało, przeżyła coś podobnego i facet ją do tej pory pamięta. Ja chcę się mścić! Może będzie ciekawiej! I Yeleen zostanie moją psiapsi!
Teraz Yeleen mówi o solidarności i podsuwa pomysł poinformowania osób z smsów, że nie są jedyne. Ooo tak, ja to chcę zrobić!

Tymczasem Kentin zaprasza nas do parku. Su nie była na zajęciach (oczywiście!), więc postanawia iść do chłopa, by na niego nakrzyczeć. Idziemy. Tracę kilkadziesiąt PA na rozmyślania Su jak to głupio było umówić się w parku, tak po prostu, bez określenia konkretnego miejsca. Aż w końcu przyłazi Kentin. I nawet daje nam kwiaty!


(Wzruszyłam ramionami, nie przyjmując bukietu.)
(Wzięłam je z wymuszonym uśmiechem…)
(Przyjęłam bukiet bez komentarza.)

Jeden wybór gorszy od drugiego. Ech, dobra, nie udawajmy. Foch na pełnej będzie jasnym znakiem, nie?

No i teraz Kentin dopytuje że ale co się stało i czy coś zrobił nie tak, był słaby w łóżku czy w ogóle o co chodzi. I naprawdę mi go żal, typ wierci się i w ogóle prezentuje zachowania faceta, który widzi, że laska ma focha, ale nie ogarnia czemu.

Hehehe no i Su się odpaliła. Straciłam chyba z pięćdziesiąt PA na jej gorzkie żale, wypominanie dziewczyn, życia jak marynarz, braku szczerości, znowu wypominania dziewczyn itd itp. Na co Kentin, który już kilkakrotnie otworzył usta, by coś powiedzieć, ale nie było mu dane, gdy Suśce wyczerpały się baterie po prostu rzuca”
To nie są moje dziewczyny.

I uważam to za piękną puentę.

Co się okazuje? Ano okazuje się, że Kentin ma ogromne konto na Insta, gdzie dzieli się fociami z podróży i to jego fanbase w postaci młodych dziewcząt mu głupoty wypisuje. Cooo nie ma sensu, bo powiadomienia z Insta to jednak nie są SMSy i widać, że to powiadomienia z Insta, więc Su mogła od razu sprawdzić i…. Aaaa po co ja się logiki doszukuję. Teraz Kentin nam mówi, że nie chciał nam mówić, że jest gwiazdą Insta, żeby nie było, że się przechwala. A w sumie powinien powiedzieć, że gdyby Su interesowała się jego życiem to by wiedziała, nie? Sławni dlatego są sławni, bo ludzie o nich wiedzą image/forum/smilies/big_smile.png
Opis Insta Kentina brzmi:

"Śledź przygody naszej małej paczki na całym świecie! Siska z Wypalonych Ziem, Joker Whitesilver, Kentin Lerhay".)

Czyli występuje pod swoimi danymi. Czyli wystarczyło wpisać jego dane w wyszukiwarkę i by wyskoczyło. Czyli… Ech Suśka, Suśka…
(Z taką nazwą, nigdy nie udałoby mi się znaleźć jego konta…)

ALE DLACZEGO? MA TAM SWOJE IMIĘ I NAZWISKO, NIE?

(Ale w opisie widniało jego prawdziwe imię, a on sam pojawiał się w większości postów. Bez wątpienia jest to jego konto.)

No więc nie udałoby ci się, booo…? Chyba że Lerhay to nie jest jego prawdziwe nazwisko, ale nie oszukujmy się, jest - w tych AL poznajemy nazwiska naszych WSów po dziesięciu latach.

O MÓJ BOŻE NIE. NIE, NIE, PO PROSTU NIE. Teraz Kentin w myśl “co moje to i twoje” wyzbywa się resztek prywatności, podając Suśce kody do telefonu i dając zgodę na przeglądanie jego zawartości kiedy tylko chce.  NIE. PO PROSTU NIE. NIE. N I E

a To… Dziękuję… Mój to 1903. Urodziny mojej mamy.
B Dziękuję... Ale, ja... Cóż, nie zamierzam tego robić...
C Jestem poruszona, dziękuję... Będę o tym pamiętać.

Mogę się zatem odwdzięczyć tym samym i odrzeć z prywatności, powiedzieć, że spoko, dzięki, będę pamiętać i uznać, że nie. NIE. PO PROSTU NIE. I wiecie, ja wiem i wy wiecie, że w duchu naszej postaci byłaby odpowiedź A albo C, ale NIE. NIE, NIE, NIE, NIE!

Wybieram jedyną słuszną bramkę, na co Su nawet załącza się tryb przeprosin, które faktycznie są przeprosinami. Zawsze coś.

Przepraszamy, całujemy się, potem mamy streszczone, że rozmawialiśmy i całowaliśmy się godzinami. I udobruchana Su idzie na wykłady. Ale oczywiście gubię się na mapie z pięcioma lokacjami, bo zawsze się gubię. Tym razem jednak wpadam na wróżkę, więc profit!

Bez sensu. A co jest bez sensu, spytacie? Ano to, że przed kampusem Suśka nam streszcza kilka dni. Że euforia, radość, szczęście, spotkania dniami i nocami i w ogóle życie jak w Madrycie. A potem nas teleportuje przed kawiarnię i mamy to:
(Wpadłam na Rozę i Alexy'ego następnego dnia po naszej dyskusji.)

No to następnego dnia po dyskusji czy jednak po kilku dniach, przed chwilą streszczonej sielanki? Czemu czas tu robi fikoła?

Roza z tymi swoimi irytującymi pobłażliwymi sprajtami rzuca komunałami:

Komunikacja to klucz do udanego związku!

Mogę prosić o powrot Yeleen?

Ale to, że Kentin jest influencerem? I na dodatek nigdy mi o tym nie powiedział!

Su, ty nawet jako jedynaczka nie jesteś najbystrzejszym dzieckiem swoich rodziców. Nie powiedziałam wam tego wcześniej, ale jak Kentin przyznał się to bycia instagwiazdą to powiedział, że nie powiedział o tym Alexemu, bo chce mieć coś swojego. A ONA TO PO PROSTU WYGADAŁA. I TO JESZCZE OFFSCREEN. Ale ech, czemu mnie to dziwi, nie powinno.

(Mniej więcej dwa tygodnie minęły w ten sposób.)

I następny przeskok czasowy. I serio, czemu czas robi fikoły. Gauneterz O’Dim wracaj do lepszego uniwersum!

No i teraz znowu idziemy do Kentina. Który coś zaplanował. Może wyjazd, hehe

OCZYWIŚCIE, ŻE WYJAZD! Le Drama!

W dodatku Kentin bezczelnie mówi, że w sumie mógłby zostać, ale finansowo mu się to nie opłaca. Szanuję priorytety!
Su się pyta co to znaczy dla nich:
Przemyślałem to. Nie chcę, aby to się zakończyło, na pewno nie.

Ale ja chcę! Ja! Ja!
Myślę, że dzisiaj jestem gotów ponownie zaangażować się w związek na odległość.

Będziesz wpadać raz do roku? image/forum/smilies/big_smile.png
Okej, zostało ponoć pół roku do końca zajęć na Uniwerku, a Kentin chce wpadać jednak co dwa tygodnie, może miesiąc. Nie brzmi strasznie, nie? No nie brzmi, ale Suśka już się krzywi.

No to Kentin mówi, że on nie zrezygnuje, bo to jego życie. W zamian proponuje Su dziekankę i ruszenie w świat z nim. Przed chwilą sam powiedział, że do skończenia studiow zostało pół roku. Pół roku! Branie teraz rocznej przerwy z powodu widzimisię wydaje mi się co najmniej kontrowersyjnym pomysłem.

Suśka nie wie i grymasi, ale w tej wersji przynajmniej wie, że istnieją studia na odległość. Myśli kolejne dni, aż decyzję podejmuje na trzy dni przed wyjazdem. Spontanicznie. Jedzie w świat! Czy coś załatwiła w związku ze studiami na odległość? No nie, bo jest spontaniczna. Ale jedzie!
Su się pakuje, musi zrobić selekcje ciuchów i nie może zabrać tych z liceum, jeśli w nich nie chodzi, bo van nie jest z gumy. Potem pyta o ich pierwszą “destynację” i nooo język tu robi fikoła, ale przywykliśmy. A Kentin odpowiada…

Właściwie, mam już pewien pomysł... Pojedziemy przywitać się z Sandro.

TAK! Sandro wrócił! Nareszcie!

To... Mówisz o typie, który przejął mój numer telefonu?

TROCHĘ SZACUNKU DO NAJLEPSZEJ POSTACI TEGO UNIWERSUM! MAMY HISTORIĘ SANDRO!

W przeszłości, złamałem się, próbowałem do ciebie zadzwonić. Pamiętałem twój numer...Ale w końcu go zmieniłaś. I to Sandro go miał.
Su: Mogłeś spróbować się ze mną skontaktować w inny sposób…

Ty też! A poza tym cicho bądź, nie przeszkadzaj, jak mowa o Sandro!
Kentin mówi, że mógł, ale skoro trafił na Sandro to to pewnie przeznaczenie i że to nie był czas na kontakty z Su
A potem okazało się, że Sandro jest naprawdę spoko. Szybko się polubiliśmy.

Odcinek! O tym! O tym chcemy odcinek! Dajcie go!
Rozmawialiśmy... I okazało się, że niedaleko ma małe gospodarstwo, gdzie produkuje wełnę.

Znaczy… trzyma owce, tak? image/forum/smilies/big_smile.png Dziwne sformułowania są dziwne
Często, gdy tu wracam, zajeżdżam się z nim przywitać, gdy wyjeżdżam z miasta. Pomagam mu na farmie. Płaci mi lokalnymi produktami i drobną sumą pieniędzy...

Ja chcę Sandro! Eeeej zaaaraz… Sandro. Farma… Czy Sandro to fancy zdrobnienie od Lysander? No bo, hehe, Lysandro, a ta wełna to jednak z alpak?

Pomyślałem, że mogłoby ci się spodobać to zobaczyć. I na początek, to byłoby niedaleko.

Uff, nie, do Lysandra zewsząd daleko.

No i happy end. Adoptowali kolejnego szczeniaka (ten van jest z gumy, nie?) zwiedzili vanem wszystkie kontynenty (co musiało być drogą rozrywką jednak image/forum/smilies/big_smile.png ), Su zrobiła magisterkę i ma plany stworzenia objazdowej wystawy. 

Wnioski? Drama z telefonem była bez sensu, życie na małej powierzchni z trzema psami i w dwie osoby brzmi jak tortura, dla psów też. Na takiej przestrzeni nie ma opcji o jakiejkolwiek prywatności, a Su i Kentin to para, która tak bardzo, ale tak bardzo nie powinna być razem.

No ale zakończyliśmy tę szaloną przygodę. @CiaraDG przejmujesz pałeczkę! Dziękuję za udział w tej przygodzie!

[AL: Kentin] Odcinek 3

Witam was wszystkich bardzo serdecznie w kolejnej odsłonie przygód Kentina, co to Człowiekiem-przewodnikiem psów był i robił rzeczy tajemnicze. Wszystkim niedowiarkom spieszę donieść, że zdziwienie Su związane z nadaniem psom imion nie było żartem z mojej strony. TAK BYŁO! No, a teraz zacznijmy…

Zacznę nietypowo, bo od samej zapowiedzi odcinka, którą wszystkie mogłyście już pewnie dawno temu zobaczyć. Mianowicie głosi ona iż:

Pożegnałaś się z Kentinem z wielkim entuzjazmem i czekasz już na następne spotkanie! Tym razem idziecie do kina. Najtrudniej będzie wybrać film, a może wytrzymać w ciemnościach dłużej niż godzinę... Na szczęście po wyjściu z kina, to dopiero początek waszego wieczoru.

No więc tak. Biorąc pod uwagę obsesyjne zachowanie Su w tych rozdziałach, to raczej nie pożegnała Kentina z wielkim entuzjazmem. Podejrzewam, że pożegnała go bardziej w stylu Ojca Kentina, który musiał żegnać się z Cookiem. Ale ja nie o tym. Bardziej mnie zachwycił ten fragment, że ciężko będzie wytrzymać w ciemnościach dłużej niż godzinę. Czy ktoś z nich ma nyktofobię i potrzeba było dziesięciu lat i Alternative Life by się o tym dowiedzieć? A może to po prostu taki subtelny znak od Pszczółek, że trzeci odcinek jak trzecia randka, można iść na całość i czekają nas SCENY? Już drżę na samą myśl. No ale zacznijmy!

Zaczynamy klasycznie:
(Znowu zerknęłam na swój telefon. Dalej nic…)
Jak widzicie od ostatniego odcinka Su zdążyła zapomnieć, że telefon działa w dwie strony i też jej wolno. Powiedziałabym też “get a life, girl”, ale na to potrzeba chyba kolejnych dziesięciu lat na tej zapomnianej przez bogów stronie. Ja wiem, że zakochani tak mają, że sekunda bez ciebie to jak dziesięć lat i w ogóle każdy dźwięk kroków i dzwoniącego telefonu przyprawia o palpitacje. Ale też doskonale wiem w jak toksycznym i spaczonym uniwersum jesteśmy i jaką niezdrową obsesję w tej odsłonie ma Suśka.

UWAGA, UWAGA, MAMY DRAMĘ LEO. MAMY DRAMĘ LEO, POWTARZAM.

Więc cóż, zerwaliśmy. Wrócę mieszkać u mojej mamy.
- powiada Roza ze smutnymi sprajtami.

Chcę o tym odcinek! Znaczy, nie o Rozie, chcę odcinek o Leo, który uważa, że tak być nie będzie i wywala Rozę z domu.

(Spojrzałam na Rozę, lekko spanikowana.)

Nie słuchałaś jej, prawda? Twojej przyjaciółce (grajmy w tę grę razem z Pszczółkami tym razem, wmawiają nam przyjaźń między tymi dwiema laskami od lat) posypał się właśnie naprawdę długi stażem związek. Jej wieszak na ramię zyskał samoświadomość i podniósł bunt. A ty jej nie słuchasz, prawda?

(Chyba przegapiłam coś ważnego…)

Tak myślałam. I nawet nie wiem co powiedzieć. Wiecie, nie lubię Rozy. Naprawdę jej nie lubię. Opchnęłabym ją za trzy ziarnka fasoli, nie musiałyby być nawet magiczne. Ale dlaczego ktokolwiek miałby chcieć przyjaźnić się z Su? Ba, “przyjaźnić się”. Ręka do góry, ile z was chciałoby mieć taką Su w swoim otoczeniu.

(Wybuchnęła śmiechem, widząc moją minę.)
Widziałam, że cię straciłam. Opowiadam bzdury, żeby cię przywołać.

Fałszywy alarm! Leo nadal nie zyskał samoświadomości, bunt maszyn nam nie grozi! Ale wszystko, co powiedziałam o Su jako przyjaciółce pozostaje w mocy! Scenarzyści zawsze znajdą sposób, by pokazać nam jak potwornym człowiekiem jest.

Su smęci, że sorry, ale mam ważniejsze sprawy niż ty, mój telefon nie dzwoni, a powinien. Czyli jak zawsze.  Roza się wszystkiego domyśla o wczorajszym spotkaniu, o tym, że znowu nie dzwoni, bo śmie mieć najwyraźniej swoje życie.

(Uniosłam brwi. Nie opowiedziałam jej o naszym wczorajszym spotkaniu...)

Su, to Słodkoflirtowo jest. Słyszałaś kiedyś o Klątwie Małego Miasta? Masz ją w pełnej okazałości!

Tak! Właściwie, to zadzwoniłam do niego wczoraj po południu!

Umiem już obsługiwać telefon, mamo! Jestem dużą dziewczynką!

Roza chce wiedzieć jak było, Su się ożywia, bo zamiast słuchać o nudnym życiu Rozy, może zacząć opowiadać o swoim nudnym życiu.

Pocałowaliście się! Tak? Tak, nowy pierwszy pocałunek!

Przepraszam, ale po ilu się resetuje? image/forum/smilies/big_smile.png Bo wiecie, jeśli to się resetuje, to Kentin miał tylko Su na zakończenie liceum, a potem przez cztery lata żył w celibacie i czy to też się zresetowało? image/forum/smilies/big_smile.png

Masz dokładnie taką minę, jakbyś dzień wcześniej po raz pierwszy się całowała.

Tu by się aż prosił konkurs rysowniczy na minę Su! Ale zamiast tego łapcie zdjęcie poglądowe:


 
Och! I zastanawiasz się, dlaczego nie wysłał ci jeszcze żadnej wiadomości.
Bo woli rozmawiać z Sandro! I nie zmienicie mojego zdania!


Ani wczoraj wieczorem nie napisał, ani dzisiaj rano. Czy to już jest nielegalne? To musi być przestępstwo wysoki sądzie!

Uuu chmury na horyzoncie. Roza powiedziała, że Kentin pewnie dzisiaj nie będzie miał czasu na pisanie z Su, bo spotyka się z Alexym. Su reaguje na to groźnym zmarszczeniem brwi. Chłop ma swoje własne życie, niedopuszczalne!

Kiedyś to nie przeszkodziłoby mu w wysłaniu mi wiadomości…


Och, tak tęsknię za czasami, w których facet obsesyjnie mnie stalkował, zmieniał szkoły z mojego powodu i nie miał innego życia poza mną. Uwielbiam niezdrowe relacje!

(Było mi trochę wstyd, gdy to mówiłam. Czułam się... urażona.)


No to było ci wstyd, bo wiesz, że gadasz kocopoły, czy byłaś urażona, bo czujesz, że masz rację, a Kentin zdradza cię z Alexym?

- Kiedyś wysłałby ci trzy SMS-y, zanim wróciłabyś do domu.

- Może nie, trochę przesadzasz…

Wysłałby dziesięć. I robił glonojada na oknie

-Zgoda, to możliwe. W każdym razie, teraz niczego nie dostałam.

I na dodatek, najwyraźniej spędza dzień z Alexym.

Oczywiście cieszę się, że się widzą, ale...


Wróć mój mały, chory stalkerze! Zamknij mnie w swojej piwnicy! Nie wiem czemu w liceum mi się to nie podobało! Zmieniłam zdanie!

Wiem, że to dziecinne, ale nadal uważam, że jest to trochę... obraźliwe.


Spotykanie z Alexym? W zasadzie się zgadzam, nikt nie powinien się chcieć spotykać z tą Dramą Llamą. Ale podejrzewam, że mówisz w szerszym kontekście i po prostu czujesz, że Kentin wbił ci sztylet w serce, bo śmie mieć krąg znajomych większy niż jedna osoba-ty. Wiesz co, Suśka? To może ty go weź przykuj w piwnicy i niech tam siedzi. I już na zawsze będziecie razem. Brzmi jak happy end dla ciebie. A tymczasem obrazy ciąg dalszy...

To ja już zadzwoniłam do niego ostatnim razem…

To poświęcenie! Nadal nie doszłam do siebie po tak heroicznym czynie! A on tego nie docenia! NIE DOCENIA!

Roza coś tam mamrocze, że rozumie, że Su jest teraz bardziej wrażliwa (choć podejrzewam, że powinno być “drażliwa”)
Ale jeśli zechcesz, może powinnyśmy coś wyjaśnić…

NIE ZECHCĘ. Znaczy, wiem, że ktoś powinien powiedzieć Su, że Kentin jest żywym człowiekiem, a nie nową zabawką, którą bezczelnie bawi się teraz inne dziecko, bo się ją straciło z oczu na dziesięć sekund i to jest zdrada wielka. Ale i tak nie zechcę. To Roza jest.

Słucham. Spróbuję nabrać trochę dystansu.
Jeśli uważasz, że muszę to usłyszeć...
(Westchnęłam, zrezygnowana. Teraz i tak już jej nie zatrzymam…)

Wiem, że odpowiedź “c” jest prawdziwa, bo tej siły zwanej “Roza moralizuje czy ktoś tego chce czy nie” nie da się zatrzymać. Wiem, że tak bardzo, bardzo Su potrzebna jest odpowiedź “a”. Ale jednak idę w B. bo wierzę, że ta społeczna pomyłka właśnie to, by powiedziała. No i nie lubię Rozy.

(Posłała mi nieśmiały, ale pewny uśmiech.)

NO TO NIEŚMIAŁY CZY PEWNY? Geez, co tu się dzisiaj dzieje to ja nawet nie…

Oczywiście, że nie unikniemy wykładu. Pomachajcie razem ze mną moim PA na pożegnanie i lecimy:

Kentin zawsze był uroczy wobec ciebie, zawsze cię…

Prześladował i nie rozumiał słowa “nie”, klejąc się do ciebie bez względu na to, jak go odganiałaś. Potem wrócił z przemiany z brzydkiego kaczątka w patologicznego łabędzia i traktował cię jak stereotypowy Sebix swoją Karynkę, jak na początkującego, przemocowego, uwielbiającego dyscyplinę, żonobijcę przystało. To chcesz powiedzieć, Rozo?

Miałam powiedzieć "czcił", ale może to trochę za mocne słowo.

“Prześladował” jest lepsze!

W każdym razie, zawsze byłaś jego absolutnym priorytetem.

A twoje zdanie na ten temat i to, czy czułaś się z tym komfortowo nie miało żadnego znaczenia i nigdy nie było żadnym tematem odcinka!

I wiem, jak miło jest być z kimś, kto stawia cię na piedestale…

W przypadku Leo na ten piedestał weszłaś sama, nie Roza? A Leo nie ma tej funkcji, by cię zdjąć.

Muszę przyznać, że sama bezwstydnie z tego korzystałam.

I korzystasz do tej pory, nie oszukuj się Rozo

Jednak dobrze wiesz, że nie jest to zdrowa podstawa do budowania relacji.

Trust me, tkwię w związku z ludzką pacynką. Jestem ekspertką od niezdrowych relacji!

Pamiętacie jak się zastanawiałyśmy dlaczego Su zerwała z Kentinem, choć on nie chciał i ona nie chciała? @CiaraDG masz swoją odpowiedź! Ponoć zerwali właśnie przez wzgląd na obsesję Kena na punkcie Su!

Teraz Su pyta po jakim czasie Roza zaczyna się martwić jak Leo się nie melduje. Otóż nie zaczyna. Nie, żeby mnie to dziwiło.

Teraz Roza mówi, że Kentin się zmienił, dojrzał i to jest właściwe. I ja się zgadzam. I nie traktuje już Su jak swojego powietrza i rzeczy niezbędnej do życia. I też się zgadzam, to zdrowe. Su się nie zgadza, Su się krzywi z niesmakiem

Wiem, ale... Cóż, wolałabym, żeby... za mną szalał. Rozumiesz?

Absolutnie nie rozumiem. Ale wiem, że jesteś jednostką patologiczną, więc boli cię, że ktoś znalazł sobie inne hobby niż wpatrywanie się w ciebie bez mrugnięcia.

Oraz - ona naprawdę zmieniła zdanie, co do bycia prześladowaną przez chłopa, prawda?

Roza mówi, że rozumie. Ja nadal nie. I ponownie Su dowiaduje się, że telefon działa w dwie strony. Co tym razem oburza naszą heroinę. Już raz dzwoniła i nie zamierza drugi raz!

Roza dopytuje, Su obstaje przy swoim. Wcześniej to zawsze Kentin dzwonił, ona nie powinna była dzwonić nawet wczoraj, bo to pogwałcenie świętych zasad. Mój Boże, czemu. Czemu mamy taką istotę za główną bohaterkę. Roza uśmiecha się z wyższością (no dobra, niby pobłażliwie, ale pobłażliwie czyli z wyższością!) , na co mamy takie reakcje możliwe:

A Tak, nie, ale zgoda. Symetryczna relacja... Zgoda.
B Przestań się tak uśmiechać! Przysięgam ci, to mnie stresuje.
C Nie, ale wiem, nie ma powodu, ale... tak już jest, prawda?

Jako że dwie są cokolwiek bełkotliwe, a poza tym każdy moment, by wbić szpilę w Rozę jest dobry, wybieram odpowiedź B i nakazuję jej przestać suszyć zęby w trybie now.

Mój wybór został nagrodzony!

Jesteś protekcjonalna, sprawiasz, że jestem spięta, nie zdajesz sobie sprawy!

Niestety, status tej znajomości już dawno został zabetonowany i po Rozie to spływa. Nawet mówi to, co ciągle tu powtarzam. Że Su nie może winić Kentina za to, że ma życie. Su jest głęboko niepocieszona tym faktem.

Kolejny wybór!

A Będę cierpliwie czekać. W końcu do mnie zadzwoni.
B Wyślę mu wiadomość. Nie zniosę dalszego czekania

I tak, ta drama jest ciągle o to, że facet przez Noc i poranek się nie odezwał. I niby bym powiedziała, że wyślij mu tę wiadomość i przestań smęcić, ale Su wbiła już takie wyżyny w byciu obsesyjnie zazdrosną, że trochę się boję. Mogę też cierpiętniczo czekać, ale to pewnie będzie znaczyło, że utoniemy w morzu wewnętrznego zaklinania “zadzwoń, zadzwoń”. Z dwojga złego wybieram opcję B. Z Suśki i tak już nic wartościowego nie będzie, a może chociaż na chwilę się przymknie.

(Chwyciłam za telefon. Natychmiast zaczął wibrować.)
To Kentin! Ach, widzisz! Mówiłam ci, że zadzwoni!

Timing! Oraz nie, nie mówiłaś. Wyłaś obrażona, że facet ma inne życie poza tobą.
Su rzuca się na telefon i brutalnie ucisza Rozę

Halo? Kentin? Co słychać od wczoraj?

Też macie przed oczami szczeniaczka, który gorliwie macha ogonkiem, bo dostał kawałek szyneczki?

Kentin odpowiada grzecznościową formułką, że świetnie, co u ciebie.

I teraz mamy do wyboru to:

Fantastycznie, odkąd zobaczyłam twoje imię na ekranie telefonu!
Dobrze... Czekałam na twój telefon, myślałam, że zadzwonisz... wcześniej.
Świetnie, jestem z Rozą w Cosy Bear.

Pierwsze jest niezdrowe, drugie jest toksyczne, trzecie jest kłamstwem. Jestem z Rozą, nie może być świetnie. Ale, ech… Miejmy to już za sobą. Wybieram odpowiedź A w nadziei, że Kentin ucieknie z krzykiem.

Zostałam nagrodzona, bo z jakiegoś powodu ta odpowiedź spowodowała, że spadło mi lovo z Rozą. Cóż, nie na to liczyłam, ale też biorę.

Ach? Wspaniale, cieszę się, że to słyszę.

Nie brzmisz Kentinie. Ale nie dziwię się, też bym była przerażona taką odpowiedzią. Kentin dzielnie zaprasza nas na wieczór, a Su kręci nosem, że przecież spędza czas z Alexym. Kentin mówi, że owszem, ale wieczoru (i siłą rzeczy też pewnie nocy!) z Alexym nie planuje. Podejrzewam, że Alexy z tego powodu łka teraz w poduszkę.  Su znowu odpowiada z gorliwością szczeniaczka, któremu macha się szyneczką przed noskiem i wręcz macha ogonkiem wykrzykując “tak, tak, tak!”. Słodki Jeżu, ja już nie chcę. Wyślijcie mi wyrazy wsparcia!

I mamy zapowiedziany na samym początku wybór, że niby najtrudniej wybrać film!

Na dodatek dzisiaj wieczorem puszczają "Żółte psisko".
Widziałam, że pojawił się ostatni Blumhouse… To horror…
Spotykamy się przed kinem i pójdziemy na jakąś komedię romantyczną?

Nawet dla szydery nie zgadzam się na wybranie odpowiedzi C. Choć, jak wiecie, gram w to tylko dla ogólnej szyderczej uciechy. Nie mam pojęcia co to za horror Blumhouse, bo w naszym świecie to po prostu wytwórnia od horrorów. A żółte psisko… Czy ja mam ochotę na dramat w XIX-wiecznym Teksasie?  No, ja mam. Ale podejrzewam, że Su sądzi, że to po prostu bajka o słodkich psiaczkach. Trudno, idziemy na to.

Kentin się zgadza i pyta o czym to.

O przyjaźni między chłopcem, a jego psem. Na pewno ci się spodoba!

NA PEWNO. ZAUFAJ MI. SPODOBA CI SIĘ.

Świetnie! Spotykamy się o dziewiętnastej trzydzieści przed kinem?

Uwierz Kentinie, wybrałam taki film, że też nie mogę się doczekać!

Odchodzimy się przygotować, a Roza uznała, że za mało krindżu w tym odcinku, więc mamy to:

Podążaj swoją ścieżką! Ścieżką, która zaprowadzi cię ku miłości!


Scenarzysta forsę wziął, potem zaczął pić. I z dialogu wyszło dno, zero, czyli nic. Choć podejrzewam, że ten Scenarzysta na tym etapie wali juz trzecią butelkę Zielonej Wróżki.

Idę do pokoju, a tam Yeleen. Udaje mi się z nią całkiem sympatycznie pożartować, wzrasta mi lovometr - mogłam jej po prostu powiedzieć, że ma wolną chatę, wybijam na wieczór z chłopakiem, tak, tym samym, z liceum jeszcze albo jej nawtykać. Dalibóg nie wiem czemu miałabym na nią krzyczeć, więc wbijam punkty na lovo i zyskuję w nagrodę taką perłę:

Wiesz, że niektóre aspekty twojej osobowości są dziwne?

Lubię Yeleen. Naprawdę ją lubię.

No i idziemy na spotkanie, całuski na przywitanie, komplementy, nic ciekawego. Dalej!

Su snuje plany anulowania kina i całowania się godzinami. NIE, NIE MOŻESZ MI TEGO ZROBIĆ SU. JA TU CZEKAM NA REAKCJĘ KENTINA NA FILM, KTÓRY WYBRAŁAŚ!

A więc, czy jesteś gotowy na obejrzenie najbardziej przejmującego filmu, jaki kiedykolwiek widziałeś?

Ach, więc jednak wiesz, Su, o czym ten film jest. Czemu go nie ostrzegłaś? Ja na to czekam z dziką uciechą, ale jakby mnie znajomy wziął na taki film z zaskoczenia to mój prywatny lovometr by spadł o sto punktów.

(Kentin uniósł brwi, zaskoczony.)

POWIEDZIAŁAŚ MU WCZEŚNIEJ ŻE TO FAMILIJNIAK O PIESKU I CHŁOPCU TY NIENAOSTRZONA DZIDO! Teraz już nic nie mów, idźcie na ten film, bo chcę zobaczyć jego reakcję.

- Najbardziej przejmujący... Jak to? Mówiłaś o przyjaźni z psem…
- Wolę niczego nie mówić, nie chcę psuć ci końcówki.

Suśka, jesteś sadystką. I okej, czas zaadresować tego słonia w pokoju, bo być może część z was nie wie o czym to film. Ba, podejrzewam, że większość. Nie będę wam bezczelnie go spojlerować, choć to produkcja z 1957, więc  w sumie spojlery powinny się już przeterminować. No ale łapcie zakryte, kto chce to zajrzy [jako że nie posiadłam tajników edycji na Bloggerze w takim stopniu, by umieć ukryć kawałek tekstu, aby zobaczyć streszczenie Żółtego Psiska musicie podświetlić tekst //Ciara]:

To film o chłopcu z biednej rodziny w XIX-wiecznym Teksasie, który zaprzyjaźnia się ze starym pieskiem. Jego rodzina nie chce kolejnej gęby do wykarmienia, więc próbuje się go brutalnie pozbyć. Piesek i chłopiec jednak jakoś niechęć rodziny wytrzymyują. Psiak broni chłopca przed wilkiem, zostaje dotkliwie pogryziony i zarażony wścieklizną I TO TEMU CHŁOPCU KAŻĄ GO ZASTRZELIĆ THE END. Biedny piesek ginie, chłopiec jest straumatyzowany, ja do tej pory jestem straumatyzowana, wszyscy jesteśmy straumatyzowani, nikt nie wygrywa, życie jest brutalne!



NO WIĘC WŁAŚNIE. CHODŹMY NA TEN FILM.

Chodź, zobaczysz, spodoba ci się.

BĘDZIESZ ZACHWYCONY

(Film się zaczął... I wszystko przebiegło dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam.)

Co jest z tobą nie tak, dziewczyno?

Su już się ekscytuje przy napisach początkowych, Kentin ma coraz bardziej zszokowane sprajty, Su nadal odmawia mu brutalnej prawdy i zmusza, by to przeżywał i tracił niewinność. Kentin płacze podczas fabuły, ale wiecie, jeszcze nie dotarł do TEGO MOMENTU po prostu się wzrusza filmem

(Uśmiechnęłam się do niego, rozczulona. Nie jest gotowy…)

OCZYWIŚCIE, ŻE NIE JEST. BO O TAKICH RZECZACH SIĘ MÓWI WCZEŚNIEJ. Zwłaszcza komuś, o kim wiesz, że uwielbia psy i jest niesamowicie wrażliwy.

No i mamy to. Kentin szlocha i nie może się uspokoić. I wiecie, nie że mu łzy ciekną, bo się wzruszył, jak to na filmie. On szlocha w głos, trzęsie się i w ogóle nie jest w stanie się uspokoić. Brawo, Su!

I tak, ja nie żałuję, że wybrałam ten film, była opcja, skorzystałam. Ale Su, ty jednak jesteś amebą.

Wychodzą, Kentin nadal jest głęboko wstrząśnięty, nadal nie może się opanować. Tak się zabija libido podczas randki! Jak na to wszystko reaguje Su? Na szlochającego, dorosłego mężczyznę, który mimo wyjścia z kina nadal nie może tego wszystkiego przetrawić?

Tak myślałam, że ci się spodoba. To mimo wszystko piękne.

Kentin ma nowy temat rozmów z terapeutą, ale to Su rozpaczliwie tej terapii potrzebuje.

Idziemy do białego vana Kentina!

Lubię priorytety Kentina, który najpierw karmi psy, a dopiero potem pyta, czy jego flama też jest głodna.

Teraz Su pyta o sprawy kluczowe:

Mam na myśli, jak zarabiasz pieniądze?

Dziewczyna musi wybadać, czy będą mieli za co żyć jak rzuci studia. Ale tym razem spoko, sama chcę wiedzieć, czym dokładnie zajmuje się Kentin.

Łapię się małych prac, najczęściej sezonowych.

ALE JAKICH?! Niech mi ktoś powie, co ten typ robi w życiu! No i nadal mówi, że sobie jeździ to tu, to tam, gdzie mu się podoba, odpowiada na ogłoszenia lokalne i jakoś leci. A teraz pracuje na targu. Czyli po prostu jest typowym hobo, który łapie się czegokolwiek, okej.

Su pyta o najdziwniejszą i/lub najśmieszniejszą rzeczą, którą robił Kentin. Czekacie na coś ekscytującego?

Myślę, że najsympatyczniejszą pracą było rozdawanie napoi.

To czekamy razem dalej. Kentin nawet nam tłumaczy, na czym ta praca polega. Nadal nie wierzy w inteligencję Su.

Dokładnie tak. W samochodzie jest nas dwoje i jeździmy po mieście, rozdając wszystkim napoje gazowane.


Hmmm… Facet w białym vanie rozdający darmowe rzeczy [międzyinnymi] dzieciom... HMMM… JA NIC NIE MÓWIĘ

Powiem za to coś innego. Nie, Su, z tego nie można wyżywić dwóch osób. Zostań na studiach.


Ale to, co przede wszystkim jest zabawne, a czasem dziwne, to reakcje ludzi.

Na faceta w białym vanie rozdającego smakołyki dzieciom? No jak to możliwe!

Niektórzy chcą sobie z tobą zrobić zdjęcie, jakbyś była celebrytką...

Nie, Kentinie. Nie chodzi o to, że jesteś celebrytą. Chodzi o to, że jesteś samotnym facetem, który rozdaje smakołyki z białego vana. Oni robią to zdjęcie by uchwycić twoją twarz i rejestrację samochodu na wszelki wypadek.

A niektórzy się boją, myślą, że chcemy ich oszukać.

Ale dlaczego ktoś miałby się bać faceta z białego vana? :D


Seems legit!

Dobra, najzabawniejsze za nami, czas na najdziwniejsze.

A Coś naprawdę... Jakby to powiedzieć...? Pikantnego?
B To znaczy, jeśli chcesz o tym mówić... Nie chcę być wścibska.
C Nie przeszkadza ci, że zadaję te wszystkie pytania?

Wy już wiecie co ja wybieram, prawda?

Chyba nigdy nie robiłem niczego pikantnego…

Nie? Wiesz, na tym można sporo zarobić!

Okej, a więc, najdziwniejsza rzecz, jaka mi się przydarzyła, trzymaj się…

 

Byłem asystentem kogoś w rodzaju szamana... Albo medium…

Czyli oszustem. Ambitnie Kentinie! I wiecie, robiłam w życiu naprawdę różne dziwne, a nawet DZIWNE rzeczy zarobkowo. @Armari coś o tym wie. Wiem, jak jest, jak się chce zarobić cokolwiek, a nie jest się bogatym z domu.  Ale oszukiwanie ludzi w ten sposób jest niskie i podłe, bo żeruje na ludziach najczęściej chorych i zrozpaczonych. I to nie jest dobra praca. To nie jest praca dla nikogo, kto ma kręgosłup moralny.

Przychodzili do niego klienci, on palił kadzidło, odmawiał jakieś modlitwy…

Czasami zaczarowywał przedmioty, rzucał klątwy…

Su: (Wytrzeszczyłam oczy. Jak się tam znalazł?)

Ty się raczej przejmij moralną stroną zagadnienia!

Przynajmniej tak mi się wydawało, nie znałem tego języka...

Co? Poczekaj... Dlaczego, gdzie to było? I jak...? Och, za dużo pytań!

Su jest idealną osobą do wyciągania kasy przez takich naciągaczy, nie?

Kariera Kentina w oszukiwaniu ludzi skończyła się jednak szybko, bo bał się, że niemiecki szaman z Drezna (nie żartuję!) złoży go w ofierze (nadal nie żartuję!)

No i teraz Kentin mówi, że na ogół to nosi skrzynki na magazynie, to stoi na targu czy zatrudnia się w restauracji, ale najbardziej lubi jak ktoś ma w miejscu, do którego jedzie problem z psami.

Zjawiam się znikąd jak mściciel z serialu, rozwiązuję problem i znikam…

Ale że co ty robisz tym psom? Albo właścicielom? Choć nie, nie odpowiadaj.

A Ale... Musisz prowadzić dosyć samotne życie?
B A więc naprawdę masz życie pełne przygód! To niesamowite!
C Wyobrażam sobie, jak odjeżdżasz w stronę zachodzącego słońca, a Jo i Siska podążają za twoim koniem…

Wybieram bramkę numer trzy za bycie absurdalną. Nie dziękujcie.

Kentin mówi, że tak, ale nie. Bo nie ma konia, tylko samochód i psy za nim nie biegną, bo to niebezpieczne i głupie. Reszta się zgadza! image/forum/smilies/big_smile.png

To prawda, to dosyć zabawne. To rytm życia, który przypomina serial.

Paradokument wręcz

Ty... Zabierzesz mnie kiedyś ze sobą w trasę?

Zależy, a masz zamiar się dokładać do paliwa? Wiesz, wyżywienie jednej osoby i dwóch psów, a przy tym zatankowanie samochodu jest już wyzwaniem w trudnym życiu hobo. Po co mu dodatkowa gęba do wyżywienia?

I teraz Kentin pyta gdzie chcemy jechać. Możliwe odpowiedzi - Grecja, gdzieś niedaleko albo nieważne gdzie, byle razem. Kusi bramka numer trzy, ale jednak jest poziom krindżu, który obawiam się przekroczyć. Grecja!

Okazuje się, że Kentin już tam był i mu się ta wizja powrotu nawet podoba. Przypadkowo punktuję. I zbliżają się SCENY! W międzyczasie znowu punktuję za wcześniejszy wybór, że do typa jednak napiszę wiadomość, zamiast się frustrować. SCENY CORAZ BLIŻEJ!

I wszystko wskazuje, że to będą sceny w miejscu publicznym, przed białym vanem. Mam nadzieję, że w krzakach siedzi Alexy, który zacznie bić brawo w newralgicznym momencie.

Miałam odmówić scen, ale byłam ciekawa czy poruszą kwestię zabezpieczenia. Poruszyli, Kentin wozi gumki w białym vanie. PODEJRZANE. I nie mówcie, że nie! Ponoć był nam wierny jak ta Penelopa przez lata! Resztę przeklikałam, moja Su musi być kiepska w tym sporcie, bo przegapiłam ilustrację. Nie żebym się nie spodziewała, przeklikuję to na szybko. mam tylko pytanie: GDZIE BYŁY PSY W TYM SAMYM CZASIE? Scenarzyści nie udzielili nam odpowiedzi, wybierzcie sobie taką, która wam najbardziej pasuje. Biorąc pod uwagę, że to van bez oddzielnych pomieszczeń.

A teraz Su pogwałca prywatność Kentina, bo on śpi, a ona tyka go w telefon, który wibruje.

(Nowa wiadomość od Lilouve: “Chcę jeeeszcze! Buziaki <3”.)

A, więc to dlatego miał gumki. Ma też dwadzieścia trzy nieodebrane wiadomości. Czy Suśka w dzikim szale zazdrości udusi go poduszką?
O, tego jest więcej!

(Nowa wiadomość od Cali_Sab: “Kiedy przyjedziesz się ze mną spotkać, przystojniaku?”)

Coś mi się wydaje, że Kentin wcale nie pracuje na targu! Wink, wink.

(Nowa wiadomość od Aeliita: “HAU HAU, weź mnie jak…” Upuściłam telefon, nie czytając do końca.) 


(A więc, to jedyne, czego ode mnie chciał? Przespać się ze mną?)

No więc powiedział odcinek temu, że chce zacząć tam, gdzie skończyliście. A skończyliście w łóżku, a potem zerwaliście. Więc nie wiem czemu się dziwisz, mała.

Su nawet zastanawia się, czy nie skonfrontować się z Kentinem, ale zamiast tego ucieka. Koniec odcinka.