Oto i ja! W być może ostatnim streszczeniu wesołych
przygód Kentina, Su, Muffina, Siski i Jokera, którzy żyli razem w
absolutnie klaustrofobicznych warunkach w maleńkim wehikule tajemnic, bo
twórcy nawet nie pomyśleli, by komuś, kto prowadzi nomadzki tryb życia
dać porządnego kampera z prawdziwego zdarzenia. A co nas czeka w tym
odcinku? Zgodnie z zapowiedzią:
Przygotowanie ślubu nie jest łatwym zadaniem! Ale na szczęście Kentin jest gotowy do wszelkich poświęceń, abyś miała najpiękniejszy ślub na świecie.
Z
pewnością nie jest, gdy ma się do dyspozycji dziesięć metrów
kwadratowych, które trzeba dzielić między pięć istot, a jeszcze pewnie
by się gości chciało zaprosić. I już wiemy, czemu Suśka nie ma w tej
wersji sukni ślubnej wersja księżniczkobeza — zajęłaby po prostu całą
przestrzeń życiową i nawet pół psa by się nie zmieściło, nie mówiąc o
Kentinie. No ale! Zapowiedź zapowiedzią, przechodzimy do odcinka.
Przeżyjmy to razem!
Zaczynamy psami śpiącymi na łóżku,
bo gdzie w sumie mają spać, tam nie ma miejsca. Zrywają się na równe
nogi, bo Kentin wraca. Z pracy wraca, o dziwo. I klienci go męczyli. Czy
dowiemy się co robił nasz ex-pomocnik szamana z Drezna i ofiara wyzysku
Darmojanusza? Oczywiście, że się nie dowiemy. Dowiadujemy się za to, że
nasi nomadzi stacjonują w Słodkoflirtowie, bo Kentin wracając z pracy
zajrzał do rodziców. A, możecie spytać, co robiła Su, gdy Kentin był w
pracy. Otóż szlajała się z Alexym i Rozą, ale zostało nam to litościwie
pominięte. I była z Thią na lodach, co zostało perfidnie pominięte, bo
Thia to jedna z niewielu wartościowych tu postaci. Suśka pyta co u nich,
Kentin odpowiada że świetnie i że są podekscytowani
(Odkąd obwieściliśmy im, że zamierzamy się pobrać. Nie tylko Manon, ale nawet Giles są zachwyceni.)
Myślę, że Giles to ofiarę całopalną w intencji złożył, że jakaś kobieta chciała jego bezrobotnego, de facto bezdomnego i w zasadzie pozbawionego wykształcenia syna.
Hehehe, teraz Kentin robi miny w stylu “weźsiętato” bo rodzice śmieli pytać o to, czy już mają listę gości, katering, suknię, garnitur, zaproszenia i ogólnie wiedzą, gdzie chcą zrobić wesele i z kim, bo do wesela zostało kilka tygodni.
Podkreślam: KILKA TYGODNI. A nasze gołąbki mają… Eeee… Siebie mają. Bo sama Suśka monologuje wewnętrznie, że mają zaległości w przygotowaniach. Oni wszyscy tam serio robią wesela metodą borejkowską. Z tym, że na Jeżycach to chociaż lokum mieli, a tu, co? Upchną wszystkich do vana? A nie, ponoć miejsce już mają. Nadal nie powiedzieli nam jakie, więc ciągle obstawiam, że miejsce mają, bo parking przy parku duży.
Dowiadujemy się natomiast, że przez dwa ostatnie miesiące Kentin upierał się, by chodzić do kilku prac, bo trzeba na ślub zarobić. Suśka po dwóch miesiącach obserwowania jak jej luby zasuwa jak mały samochodzik w kilku pracach dziennie (nadal nie wiemy, co to za prace) łaskawie zauważa, że Kentin “chyba zaczyna czuć zmęczenie”. Łaskawa pani!
Czy mam z tym kawałkiem problem? Owszem, mam. Kentin zasuwa na kilka etatów. Nie wiemy przy czym, ale zakładam, że to niewymagające kwalifikacji prace fizyczne z niskim progiem wejścia. Bo przecież wszystko, co wiemy o dotychczasowych pracach Kentina do tego się sprowadza — sprzątanie basenu, koszenie trawy, usługiwanie klientom w hotelu Darmojanusza, oszukiwanie ludzi z szamanem z Drezna, praca na targu, na magazynie, rozdawanie gratisów z samochodu.
Twórcy wbrew bajkowo-słodkoflirtowej otoczce postanowili w tym AL sportretować Kentina i Su jako ludzi ubogich, pozbawionych mieszkania, czy nawet porządnego “domu na kółkach”, bez żadnego zabezpieczenia finansowego, którzy ledwo wiążą koniec z końcem i muszą łapać się dosłownie czegokolwiek, by zarobić cokolwiek - do Indonezji pojechali w ciemno, bez umowy i ustalonych zasad współpracy czy opieki nad psami, co pokazuje nam ludzi, którzy nie mają prawa wybrzydzać i muszą brać to, co jest.
No i taka para bierze ślub. Kentin w imię tego zasuwa na kilka etatów, bo kasa się nie zgadza, a powinna zacząć zgadzać. I co robi w tym czasie Suśka? No w tym czasie Suśka zbija bąki z Rozą-mamą na pełen etat, która żyje na utrzymaniu swojego faceta i równie bezrobotnym Alexym. Uroczo!
No i kończąc tę długą dygresję chcę powiedzieć, że zmęczenie Kentina, które łaskawie zauważyła kwituje tymi słowy:
Głowa do góry, kochanie! Zrobiłam zapiekankę!
No i teraz idą jeść na zewnątrz, a ja mam assety vana widzianego z zewnątrz i ja wiedziałam, że to jest malutkie, ale z tej perspektywy to wygląda po prostu jak van,który ma na pace łóżko. Nawet nie pytam, gdzie w tym wszystkim jest łazienka, bo wydaje mi się oczywiste, że łazienki tam nie ma, nie na takim metrażu. Za to przed vanem stoi mnóstwo pierdół - dwa duże doniczkowe kwiatki, dwa olbrzymie ratanowe krzesła, poduszki, dekoracje, mata większa od vana wewnątrz na której to wszystko stoi. Iiii… Jako, że nie ma opcji, by to się zmieściło do vana, no bo nie ma opcji, żeby to się zmieściło do vana to mam taki headcanon, że oni to po prostu wynieśli od starych Kentina z domu, a jak będą wyjeżdżać to oddadzą.
Teraz Suśka mówi, że pojutrze trzeba iść wybrać obrączki, na co Kentin mówi, że ma wolne z samego rana, bo potem do wieczora pracuje. Potem Suśka mówi, że jutro trzeba iść do kucharza, na co Kentin mówi, że nie ma opcji, bo cały dzień pracuje. Na co Suśka się irytuje, że trzeba iść i załatwić, a jej się nie chce samej i Kentin tylko odwleka w nieskończoność i tak nie można.
To nie wiem, laska, wiesz, może jakbyś też poszła do pracy, chociażby kelnerować w Cosy Bear Cafe, to Twój facet nie musiałby pracować po 18 godzin dziennie? Taka szalona myśl mi wpadła do głowy.
Kentin patrząc w bok mówi, że jak pójdzie do pracy w piątek zamiast załatwiać z nią catering to będzie ich stać na ten catering. I no… fair point. Dla mnie, nie dla naszej protagonistki. Suśka się jednak upiera, że chce iść z nim, Kentin próbuje nam wepchnąć Rozę na swoje miejsce, Suśka nie chce, bo nie bierze ślubu z Rozą. A Kentin odwraca wzrok zażenowany. I tak, dosłownie pada takie stwierdzenie. I co twórcy mają z tym “zażenowany”? Bo już ktoś (wybaczcie, nie pamiętam kto!), wskazał na użycie tego słowa u Lysandra w totalnie niewłaściwy sposób. Tutaj, jasne, Kentin mógł być zażenowany postawą swojej leniwej i roszczeniowej, bezrobotnej wkrótce-żony, ale pewnie jednak grze chodziło o to, że był “zawstydzony”. Jedno słowo, a tyle zmienia!
SU JESTEŚ BEZCZELNA.
Guilt trip działa, Kentin ma stanąć
na głowie i zamienić harmonogramy, by z nią iść, po czym z zamkniętymi
oczami mówi, że okej, ustalone, a teraz jest wykończony więc posprząta
ze stołu i idzie spać. Na co Su odpowiada, że tez się kładzie, bo też
jest wykończona. I właśnie to uważam za bezczelne. Wiecie, jak już facet
robi całymi dniami na kilka etatów, a laska siedzi w do… w vanie, to
mogłaby chociaż posprzątać ze stołu, nie? Ale nope. Do stołu nakrywał
Kentin, po kolacji sprzątał też Kentin, a zmęczona zrobieniem obiadu
królowa poszła spać.
Teraz Su leży w ciemności i angstuje, że
nie tak sobie wyobrażała organizację ślubu, bo powinni wszystko robić
razem, a on chodzi do pracy sam, mijają się w drzwiach do vana i jest
ciągle zmęczony i że to takie niesprawiedliwie i w ogóle, że to ich od
siebie oddala.
No i tak. No… To jest ten moment, kiedy
musiałam zrobić sobie przerwę od streszczenia, ale powracam. Ja
rozumiem, że problem mijania się w drzwiach jest istotny. Ja nawet
rozumiem, że związek, w którym jedna osoba pracuje po osiemnaście godzin
dziennie, a ja wraca to wali się na łóżko i zasypia w locie nie jest
właściwy. Ale no… Mówimy tu o parze bezdomnych, którzy koczują w
samochodzie w parku. Potrafię zrozumieć, że pieniądze są dla Kentina
istotne, bo ich po prostu nie ma, a powinny być. Jest proste rozwiązanie
problemów z brakiem czasu Kentina — NIECH SU IDZIE DO PRACY. Jak pensje
będą przynosić dwie osoby, to Kentin będzie mógł pracować mniej! A jak
będzie mógł pracować mniej to będą mogli spędzać ze sobą czas! To aż
takie proste!
W dodatku w dalszej części angsta dostajemy
przepiękny wykwit, że Su się jeszcze słowem nie zająknęła, że jej
przeszkadza ta sytuacja. Ale odgraża się w myślach, że to zrobi, jak tak
dalej będzie i “zobaczymy czy uda mu się zmienić harmonogram”.
Okej,
teraz mamy przeskok do kolejnego dnia i ponoć Su dorywczo pracuje w
Cosy Bear. Zaaaaaawsze coś! Ale nie cofam swojego rantu na nią, nadal
jest roszczeniową bułą! Po niedługim czasie wraca do vana a tam patrzący
z niepokojem Kentin, który pokłócił się z szefem o harmonogram godzin.
Nie wiem jeszcze na tym etapie, czy kłótnia poszła tak, że Kentin
wyleciał na zbity pysk. Ale widzę za to, że planuje chłop wziąć kredyt
na wesele.
Słodki Flircie, weź przyhamuj! Granie w grę o dwójce
ubogich ludzi, którzy wpadają w spiralę zadłużenia z powodu ślubu
niekoniecznie jest tym, na co mamy ochotę wchodząc na twoją stronę!
Kentin
najwidoczniej hołduje polskiej zasadzie “zastaw się, a postaw się”, bo
chce ślub na bogato, wiecie, fajerwerki, wodotryski, w roli kelnerów
przystojni umięśnieni i półnadzy mężczyźni roznoszący srebrne tace pełne
koka… wrrrrrrróć, coca coli oczywiście, te klimaty. Bo chce dla Su
tego, co najlepsze.
I ma dość… specyficzne podejście do “tego co
najlepsze”. Bo to, co najlepsze dla Kentina oznacza to samo, co “to co
najdroższe” i ślub w klimatach cygańskich. Wiecie, że tysiąc kwiatów
dekorujących ścieżkę, po której będzie stąpać Su, najbardziej strojna
suknia, obrączka z milionem karatów i w ogóle cały sklep jubilerski, bo
po co wybierać, skoro można mieć wszystko. On chce nawet tort pokryty
diamentami. I ja nawet nie żartuję, a chciałabym.
Teraz Su mówi,
że no wszystko fajnie, ale za ciebie to nawet w gieźle, nago, w worze
pokutnym, w kinie w Lublinie i na tyłach furgonetki bym wyszła, na co
nam goście i fajerwerki. Co jest w zasadzie urocze. I jest też - po raz
kolejny - pewnym odwróceniem ról. Najpierw w końcu to Suśka oświadczyła
się Kentinowi (klasycznie z pierścionkiem i przyklękiem) a teraz też
dochodzi do odwrócenia ról, bo to Suśka pociesza Kentina, że suknie i
biżuteria nie są najważniejsze, bo ona go weźmie ubranego jakkolwiek i
ubrana jakkolwiek.
Nie dostaję decyzji czy chcę przyjąć
nazwisko Kentina. “Decyzji” - nasza Su nigdy nie dostała nazwiska, ale
no, w odcinku ślubnym LL chociaż udawali, że jest opcja zostania przy
swoim albo posiadania dwóch. Tutaj nope, Suśka oświadcza, że zdecydowała
za gracza i bierze nazwisko faceta, handluj z tym. Kentin jest
wniebowzięty i obtańcowuje Su z radości. No i w końcu dochodzimy do
planszy OBRĄCZKI. Jedziemy!
Kentin: Co myślisz o tej? Jest gruba, rusykalna i nowoczesna
Su: Tak! To cały ty!
Su, nieładnie tak dissować faceta przy wyborze obrączek

Dobra, wybór kto niesie obrączki. Oczywiście Kentin upiera się, że muszą to zrobić psy - Cookie i Muffin konkretnie. I rozmowa jest tak prowadzona, że już myślałam, że nie dostanę wyboru, jak przy nazwisku. Ale jednak jest wybór! Psy, Thia albo Alexy.
Kentin coś tam marudził wcześniej, że to muszą być psy, bo z nimi mają do czynienia więcej niż z dziećmi, więc oczywiście wybieram Thię.
Wybieram grube obrączki, te podobne do Kentina, bo może jakoś przeboleje, że wybrałam jednak dziecko nad psy.
Teraz idziemy do miejsca na mapie opisanego jako “ceremonia na górze” gdzie towarzyszą nam nasi rodzice z krwi i kości i dwie zjawy z krainy cieni, bo czemu nie. A teraz jest całkiem urocza scenka, gdzie nasi rodzice i dwie zjawy wspominają swoje śluby i wskazują na to, że ślub to taka piękna ceremonia, miłość, wierność, romantyzm i korzyści podatkowe. To ostatnie wskazał nasz ojciec, lubię go
!Teraz mama pyta o świadków. Kentin oczywiście wybrał Alexego, bo na tym etapie nikt już nie pamięta o istnieniu Evana, w dodatku Kentin mówi, że “nie zmienia się zwycięskiej drużyny”, cokolwiek to znaczy w tym kontekście. Za to my mamy wybór. I popatrzcie, bo trochę umarłam. I zaraz zrozumiecie dlaczego!
A. Poprosiłam Armina!
B. Poprosiłam Priyę!
C. Poprosiłam Rozę!
D. Poprosiłam Melanię. wiesz, kto to?
E. Poprosiłam Kim !
No właśnie. Właśnie dlatego. Odpowiedź D mnie absolutnie rozwaliła. I nie wiem, co w tym zestawieniu robi Armin, który w tym AL powinien hakować w Waszyngtonie zdaje się, nooooale. Biorę Priyę, moją bratnią duszę z innej rzeczywistości. Kusiłoby mnie wzięcie Melanii, laski, której nikt nie zna tak bardzo, że trzeba im tłumaczyć kim jest, ale jednak biorę Priyę i wtedy mój headcanon będzie wyglądał tak, że świadek się ślini do pana młodego, a świadkowa do panny młodej. Idealnie!
Teraz się pytają o zdanie w kwestii animacji między ceremonią a posiłkiem. Nasz taton odpowiedział, że myślał, że “animacją” między ceremonia a posiłkiem będzie alkohol. Mówiłam już, że go lubię?
Mama proponuje, by rodziny wspólnie obgadywały młodych, to taki weselny klasyk, by towarzystwo się wymieszało. Znaczy, ona to sprzedaje w formie “zadamy im pytania dotyczące drugiej strony i będą musieli poznać odpowiedzi”, ale umówmy się, chodzi o klasyczne plotkowanie. Młodzi dokładają swoje pomysły:
A. Ja lubię grę w Mölkky.
B. Osobiście, uwielbiam quiz.
C. Mi też się to podoba!
Nie wiem, czym jest odpowiedź A, nie wiem o jaki quiz chodzi - BO NIKT NIE UZNAŁ ZA STOSOWNE TEGO WYJAŚNIĆ, więc idę za pomysłem mamy, bo przynajmniej go rozumiem. Nie ma nic złego w soczytych rodzinnych plotach i dramach! Może wujkowie się pobiją, będzie śmiesznie.
Spytacie gdzie w tym czasie, tych wszystkich ustaleń były psy? Otóż zamknięte w vanie, a gdzieżby indziej. Czy ktoś może już wezwać TOZ? Nie może najwyraźniej, idziemy do planszy SUKIENKA :<
EJ CZUJĘ SIĘ POSZKODOWANA. W AL Lysandra dostawało się suknię za darmo, jak się miało już jakąś suknię ślubną w szafie. JA MAM SUKNIĘ ŚLUBNĄ W SZAFIE, A I TAK MUSZĘ WYWALIĆ PIERDYLIARD CEBULIONÓW NA NOWĄ. GRO! OSZUKUJESZ!
I am not amused, ale gra ma to gdzieś, idziemy do planszy z napisem KATERING. A tam na początek mamy wybór przystawek!
A. Pucharki z zapomnianymi warzywami!
B. Talerz z czterema łososiami!
C. Ravioli z homarem i chorizo!
Czym
jest opcja A? Bo brzmi jak pucharki z warzywami, które leżały gdzieś z
tyłu lodówki i ktoś o nich zapomniał, więc zdążyły się zrobić miękkie,
pomarszczone i porośnięte pleśnią. Naturalnie więc wybieram właśnie je.
A
teraz jemy rzeczy i na buzi Kentina pojawia się szeroki uśmiech. NA
BUZI! NA TWARZY NA LITOŚĆ BOSKĄ, GRO, MÓWIMY O DOROSŁYM MĘŻCZYŹNIE, A
NIE O TRZYLATKU! DOROŚLI MĘŻCZYŹNI MAJĄ TWARZE!
Teraz mamy
planszę Wieczór Panieński, ale zanim do wieczoru panieńskiego dojdzie,
Kentin chce omówić plany podróży poślubnej, bo, jak sam twierdzi:
Tak, ale... Wiesz, że lubię planować z wyprzedzeniem…
Co za tłuste, perfidne kłamstwo. Doskonale wiemy, jak to wyglądało w Indonezji i że nie zaplanowaliście absolutnie nic i nie dopilnowaliście absolutnie niczego. Kentin proponuje Kubę, Suśka Kanadę, ale po chwili namysłu mówi, że wolałaby duże łóżko i ciepłą wodę bez ograniczeń, więc może nie będą jeździć, może znajdą sobie SPA i w końcu sobie przypomną jak to jest nie być bezdomnymi, którzy koczują w samochodzie. I właśnie za tą opcją idę, niech coś mają od życia. No i się żegnamy, ja idę na wieczór panieński z Rozą, a Kentin na taki z Leo, z jakiegoś powodu. Sami wcześniej mówili, że organizacją powinien zajmować się świadek, Leo nie jest świadkiem… Ale jest nim Alexy, więc w sumie rozumiem, dlaczego nie pozwolili mu niczego zorganizować. Gdyby Alexy to organizował to impreza w najlepszym wypadku wyglądałaby tak:
Błękitna Ostryga co prawda na zawsze
w moim sercu, ale Alexy w wersji postlicealnej to zdecydowanie
najgorsza osoba do organizowania czegoś.
Oczywiście wieczór
panieński to czarna dziura, bo grafik Zbyszek nie będzie walił
nadgodzin. Penthouse-masaże-picie na plaży-gra w podchody-picie na
jachcie-penthouse
Następna plansza. WIELKI DZIEŃ
Przysięgi, trochę dziwne w sumie. Kentin mówi, że kochał Su od zawsze i na zawsze, a ona że dopiero musiała zmienić punkt widzenia, by do tego dojrzeć i zrozumieć głębie jego miłości, ale się udało i jest szczęśliwa. W ogóle miejsce, w którym siedzą goście, znaczy, no te ławki ustawione przed ołtarzem ciągle w tej sekwencji nazywają “belwederem” z jakiegoś powodu. Podam wam jeden przykład, bo więcej nie przekopiowałam:
(Na belwederze rozległa się nowa fala oklasków.)
Czuję się tak, jakby para prezydencka ich oklaskiwała z całym personelem.
Niby wiem, że to się może odnosić do tej definicji: 1. budowla ogrodowa (np. pałacyk, pawilon, altana) na wzniesieniu, z tarasem, z którego roztacza się rozległy widok;
Ale oni siedzą na ławkach ustawionych na trawie, nie ma żadnej budowli ogrodowej, więc no. Ale oj tam, oj tam, zmierzamy do końca. Thia w scenie kopiuj-wklej z AL Lysandra przynosi obrączki, jeszcze tylko przegapiam ilustrację i koniec.
I tak oto dotarliśmy do happy endu, w którym to para bezdomnych bez perspektyw, pieniędzy, pomysłu na siebie i planów na przyszłość dalej może wegetowac na skraju ubóstwa, ale już z ulgami podatkowymi!





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz