Raport finansowy Beemoovu za rok 2021 musiał być naprawdę fatalny; trudno mi wyobrazić sobie jakikolwiek inny powód, dla którego firma zrezygnowała ze swojego ulubionego zajęcia, jakim jest trollowanie graczy w kwestii starych WSów. Ale cóż, wygląda na to, że Love Life nie wygenerowało – co za zaskoczenie - wystarczająco dużo dochodu, aby fundować scenarzystom miski ryżu przez cały okres tworzenia Liceum 2.0, toteż twórcy chcąc nie chcąc musieli przedłożyć aspekt ekonomiczny nad przyjemność płynącą z bezzasadnej złośliwości i obdarowali nas Alternate Life, na pierwszy ogień rzucając ulubieńca tłumów, Księcia Valium. Jak wyszło? Czy warto było poświęcić swoją najlepszą (i ostatnią) kartę przetargową, by utrzymać zainteresowanie grą? Sprawdźmy.
O tym, że AL dostarczy mi wiele
radości przekonuję się już spoglądając na nowe tło; ogarnia mnie bowiem
pusty śmiech, gdy zdaję sobie sprawę, że gra chce mi wmówić, iż owo
słodkie, idealnie utrzymane gospodarstwo należy do Lysandra. Słodki
Flircie, oryginalnymi właścicielami owego przybytku była para
schorowanych emerytów, a ich dziedzicem został człowiek, który nie jest w
stanie samodzielnie znaleźć notatnika i nigdy nie przejawiał
najlżejszych bodaj skłonności do grzebania w ziemi; ilustracja powinna
przedstawiać raczej to, co w naszym kraju przyjęło się nazywać
popegeerowską gminą.
No dobrze, aspekt wizualny aspektem
wizualnym, a jak tam sama rozgrywka? Rozpoczynamy przemyśleniami
Sukrety, która pojawia się w Słodkoflirtowie po raz pierwszy od dwóch
lat:
(To było niedługo po śmierci Janiny, gdy Leo i Lysander próbowali sprzedać farmę.)
No proszę, a więc jednak ktoś wykazał minimum samoświadomości! Ciekawe, kto był owym głosem rozsądku – w czasach LL obstawiałabym Thię, ale jak na razie jedynymi możliwymi kandydatami są Lysio, Rozalia, jej arm candy i Su, więc próba wytypowania najbardziej ogarniętej życiowo jednostki jest dosyć karkołomnym zadaniem.
(Lysander w końcu przejął farmę, a ja kontynuowałam studia, zaczęłam magisterkę...)
Aaale...dlaczego? Skąd ten nagły przeskok z punktu A do punktu J? Sprzedanie farmy byłoby najrozsądniejszą z opcji, biorąc pod uwagę, że Lysander cierpi na zaniki pamięci krótkotrwałej i jakiekolwiek zwierzęta oddane pod jego pieczę niezawodnie czekałaby śmierć głodowa. Co sprawiło, że zmienił zdanie?
(Jak to możliwe, że nie udało nam się ani razu spotkać?)
...Cóż, wygląda na to, że się nie dowiemy. W sumie mnie to nie dziwi – twórcy sami chyba widzą, jak bezsensowna jest ta ścieżka w kontekście charakteru Lysia i uznali, że jedyne wyjście to dyskretnie przemilczeć ów fabularny bezsens.
Suśka sama odpowiada sobie na swoje pytanie, wspominając, że bilety były za drogie na weekendowe wypady, a w wakacje albo oboje mieli obowiązki, albo wyskakiwało coś niespodziewanego:
(Chore zwierzę, problemy z bratem...)
Primo: czy tylko mnie ogarnia dreszcz przerażenia na myśl, jak też Lys radzi sobie z chorą trzodą?
Secundo:...jakie, na litość, problemy może mieć Leo, wyjąwszy może nagłe wyczerpanie się baterii?
Suśka cieszy się, że mimo sporadycznego kontaktu związek przetrwał i będzie mogła spędzić cały tydzień na farmie ukochanego:
(Nawet nie wiem, co będziemy robić, czy coś zaplanował...)
Rok akademicki we Francji rozpoczyna się pod koniec września, Suśka przyjechała wcześniej – jesteśmy zapewne gdzieś w połowie miesiąca. Istnieje spora szansa, że zaplanował całą moc atrakcji w rodzaju obsiewania pól, orki oraz konserwacji maszyn.
(Albo czy po prostu zadowolimy się wspólnie spędzonym czasem, nic nie robiąc)
* śmiech z offu *
(Cóż, domyślam się, że nie może zaniedbać farmy.)
Spójrzcie, rzadki to okaz sukrecinego pragmatyzmu! Bądźmy cicho, nie możemy go spłoszyć.
(Ale jeśli mu pomogę, pójdzie szybciej i będziemy mieli więcej czasu dla siebie!)
Ho ho, czyżbym trafiła z tymi atrakcjami? Słodki Flircie, słowo daję, jeśli dzisiejszy odcinek będzie traktował o Suśce siejącej oziminy, rzucę w was prawdziwą kasą.
Do spotkania zostało jeszcze trochę czasu, Su postanawia zatem zameldować się w akademiku. I któż, ach któż jest pierwszą osobą, na którą natykam się na kampusie? Nikt inny, jak mój drogi ślubny – wciąż jeszcze w za małej koszuli i z niesplamioną reputacją. Zaidi nie traci czasu, wciągając na twarz flirciarskie sprajty i wyrażając nadzieję, że będę studiować sztukę współczesną; bawi mnie nieco fakt, że już od pierwszej chwili mogę zgasić go jak świeczkę, pytając, co to za różnica, co też niezwłocznie czynię. W efekcie kończymy interakcję z nieco oziębłą atmosferą, ale Suśka rozpływa się nad uśmiechem droczącego się z nią Rayana, więc wygląda na to, że Zaidigate 1.0 wciąż jeszcze może mieć rację bytu.
Pokierowana przez moją – ekhm – bratnią duszę alternatywnego uniwersum udaję się na stołówkę, gdzie spotykam bezdyskusyjnie najlepszą postać tego odcinka:
Wie pani, że wczoraj jadłem najlepsze gnocchi alla romana w życiu? Proszę spojrzeć. Kanapka z tuńczykiem. To ja ją zrobiłem. I nawet nie mam ochoty jej zjeść. To smutne, prawda?
Kierownik administracyjny jest drugą postacią po Traczu, która powinna dostać swój własny spin-off.
Po otrzymaniu kluczy udajemy się do pokoju, za drobną opłatą szykujemy się na spotkanie z ukochanym, po czym pędzimy do – he, he – kawiarni, gdzie wita nas kolejna znajoma gęba. Interakcje z Hyunem ograniczają się jednak do zamówienia kawy, bowiem uwagę Suśki monopolizuje materializująca się przy jej stoliku Roza. Witam ją w jedyny słuszny sposób – wypytując, co też u licha robi w okolicy i szybko przekonuję się, że to był celny strzał:
Prawie można by pomyśleć, że jesteś zawiedziona, że mnie widzisz...
No cóż Rozalio, jakby ci to...
Okazuje się, że Roza ma nam do przekazania smutne wieści; Lys nie przybędzie na spotkanie, bowiem musiał gnać do weterynarza, więc to ona wcieli się w rolę szofera.
...Rany koguta, właśnie uświadomiłam sobie, że Lysander najwyraźniej ma prawo jazdy. Słodkoflirtowo nie jest już bezpiecznym miejscem.
Dziewczyny dzielą się informacjami o życiowych perypetiach (miło widzieć, że Sukreta jest przynajmniej konsekwentna w swoim olewczym stosunku wobec bliźnich i ograniczała do niezbędnego minimum kontakt nie tylko z partnerem, ale i rzekomą psiapsiółą), w efekcie czego otrzymujemy dosyć dziwny komunikat:
Dalej jesteśmy szwagierkami! To szalone, jak o tym pomyślę. Jesteśmy szwagierkami od ponad czterech lat!
...Nie? Jeśli wierzyć LL, jesteś przeciwna instytucji ślubu, a Suśka z Lysem nie są po słowie.
Tak właściwie, jedyna osoba, z którą naprawdę się widywałam, oprócz Leo, to Alexy.
Nie jest dobrze, zaczynam współczuć Rozalii.
Zobaczysz, we troje będziemy się świetnie bawić!
Mhm. Na wszelki wypadek doradzałabym jednak odzianie kolegi w pas cnoty.
Bardzo się zmienił? Widziałam go ze dwa razy, odkąd skończyliśmy liceum...
Och, Sukreto, uwierz mi, nie chcesz, by rozmowa skręciła w tę stronę.
Nie bardziej niż ja.
Co za wierutne kłamstwo. Rozalia utrzymuje swój stały, niski poziom; Alexy zaliczył regres tak bolesny, że w pewnym momencie nawet scenarzyści zaczęli ewidentnie mieć go dosyć.
Roza wyraża swój podziw, że udało nam się utrzymać związek na odległość:
Szczególnie z Lysiem, który co dwa dni gubi telefon. (…) Serio, czasem chciałabym mu go przytwierdzić do ucha, żeby wyświadczyć wam przysługę!
...Aha, czyli to będzie ta nowa strzelba Czechowa.
Może wszyscy czworo moglibyśmy się pobrać w tym samym czasie!
Suśka jest zdumiona, że panna „Na Co Ci Papierek, Zrób Sobie Bombelka I Też Będzie Fajnie” wyraża chęć wymiany obrączek, ale Rozalia uspokaja ją, że to tylko żarty:
Ale, gdy postanowisz wziąć ślub, to ja zajmę się twoją sukienką, zgoda?
Niestety, LL dobitnie pokazało, że nie mam w tej kwestii specjalnego wyboru.
Okazuje się, że farma Lysandra leży cztery godziny drogi od miasta – co nie byłoby takie dziwne, gdyby nie fakt, że do najbliższej (i najwyraźniej jedynej po drodze) wioski jedzie się zaledwie trzydzieści minut. Ponieważ nie bardzo rozumiem, dlaczego Janina i Grzegorz mieliby zapuścić korzenie w takiej odległości od jakiejkolwiek cywilizacji, mój headcanon od tej chwili wygląda tak, że Lys posiada nie tyle zwykłe gospodarstwo, co majątek odpowiadający rozmiarom całej wsi (plus otaczający ją las, pola i kilka stawów rybnych); a ponieważ nudzi mnie nieustanne pisanie „farma”, zarzucę literackim żartem i od dziś miejsce to w moich streszczeniach będzie funkcjonowało jako Serbinów.
Ale poza tym, jest tam naprawdę uroczo. Rozumiem, dlaczego jego rodzina postanowiła się tam kiedyś osiedlić.
Cóż, ja nadal niezbyt; Grześ i Janka musieli chyba bardzo lubić życie na krawędzi, zwłaszcza podczas tak zwanych sytuacji losowych. Swoją drogą, nie jestem najwyraźniej jedyną osobą, którą gryzie ta kwestia, bowiem Suśka chce wiedzieć, jakim cudem ośmiogodzinna podróż to zbyt wielkie poświęcenie dla pary zdrowych millenialsów (Roza odległością usprawiedliwia sporadyczny kontakt z Lysiem), ale betka dla niedomagających rodziców Księcia Valium, którzy telepali się setki kilometrów w celu obejrzenia szkolnej inscenizacji „Czerwonego Kapturka”. Drodzy scenarzyści, mała rada na przyszłość – nie podkreślajcie dodatkowo idiotyzmów fabularnych ustami bohaterów, scenariusz tej gry i tak trzyma się głównie na słowo honoru. A to jeszcze nie koniec tego wesołego wątku! Kiedy bowiem Rozalia dowozi Su na miejsce, oznajmia:
Muszę spotkać się z Leo wieczorem, więc czas wracać! (…) Pozwolę wam się oswoić... Odzyskać waszą intymność.
Szofer zrobił swoje, szofer może odejść. To oczywiście bardzo miłe, ale umówmy się – skoro Rózia jest w stanie wykręcić bez przerwy osiem godzin trasy tylko po to, żeby Suśka mogła jak najszybciej pobzykać się ze swoim chłopakiem, to chyba nie ma szczególnego powodu, aby skazywać Lysa na życie w Czarnej Dziurze Fabularnej.
Okazuje się, że dzika namiętność będzie musiała nieco poczekać, bowiem Lysandra nadal nie ma w domu (w domu jest za to Telefon Czechowa, więc z próby kontaktu nici). Sukreta nawet nie próbuje walczyć ze swoją naturą i korzystając z otwartych drzwi wprasza się na salony, będące uroczym połączeniem rustykalnego uroku i nowoczesnej funkcjonalności z nutką wiktoriańską; wszystko to jest bardzo urocze, mnie jednak zastanawia, czy w Serbinowie żyją ubożęta, bo doprawdy nie wiem, skąd osiemnastoletnia sierota miałaby wziąć środki na tego rodzaju remont.
(Jest czysto, wszystko jest wysprzątane. Dom wygląda na idealnie zadbany).
Zdecydowanie ubożęta.
W sypialni Suśka natrafia na zamknięte drzwi; natura Pani Jadzi doprowadza do tego, że nieboga niemalże wyrywa klamkę, próbując odkryć, co też skrywa przed resztą świata jej luby. Niestety, zamek okazuje się być silniejszy od wścibstwa Su, mogę jednak zgadywać, co znajduje się w środku; wybieram pokój erotycznych zabaw, albowiem dalibóg, jest to tak kuriozalna opcja, że wstydem byłoby nie sprawdzić, jakimiż to pokrętnymi ścieżkami podążały myśli autorów odcinka. Nie był to dobry pomysł; dowiaduję się, że Sukreta czytała Pięćdziesiąt Twarzy Inspiracji za Zaidim, co zresztą wydaje się być – ujmijmy to - lekturą idealnie na jej poziomie.
Docieramy do ogródka, gdzie Suśka duma nad tym, dlaczego dziwi ją porządek i spokój tego miejsca i cóż, niektóre żarty są zbyt oczywiste.
(Wyobrażam sobie, jak Lysander sadzi sałatę i pomidory...Kiedy jest skupiony, zawsze zaangażowany i przenikliwy)
Lysander w roli duchowego następcy Bogumiła Niechcica to jedna z najdziwniejszych wolt charakterologicznych, jakimi uraczył nas do tej pory Beemoov, a przeżyliśmy wszak Nathaniela handlującego cukrem.
(Przeszłam przez ogródek i doszłam do pastwiska. Było ogromne i było tam tyle zwierząt)
Chyba z plasteliny. Sorry, nadal nie wierzę, że z Lysiem u steru uchowałby się tam jakikolwiek żywy inwentarz.
Słonko zachodzi, Lysa wciąż nie ma, Suśka zaczyna snuć przygnębiające wizje o możliwym wypadku:
(Gdy odwiedziłam go w szpitalu to było...przerażające)
To prawda, wątek biedaamnezji był jednym wielkim koszmarem.
Tymczasem poznajemy królika nazwanego na cześć nie-szwagierki ukochanego Su i to jest chyba dobry moment, żeby wspomnieć o tym, co zawsze bawi @Shield – Beemoov, wiesz, że króliki hoduje się w konkretnym celu, prawda? I że ten słodki króliczek już wkrótce będzie wyglądał znacznie mniej słodko?
Mniejsza jednak o faunę, bowiem w końcu na scenie zjawia się długo wyczekiwany WS!!!...w krzywo zapiętych ogrodniczkach. Wiem, że dla stęsknionych fanek ten szczegół zapewne nie ma najmniejszego znaczenia, ale moje OCD sprawia, że jedyne, co czuję patrząc na śpiącego królewicza to chęć poprawienia mu matczynym gestem tych nieszczęsnych portek.
Przechodzimy do sceny powitania i tu zaczyna się zabawny paradoks – można by pomyśleć, że skoro streszczam odcinek o Lysandrze, to dopiero w momencie pojawienia się głównego bohatera zaleje mnie fala kreatywności. Tymczasem naprawdę nie ma o czym się rozpisywać; bohaterowie są wzruszeni, miziają się, są wzruszeni jeszcze bardziej, Lys wyjaśnia nam genezę imienia Rozalii – królika (dużo je). Ciekawej robi się dopiero wtedy, gdy zahaczamy o tematy okołorolnicze:
Masz ochotę na coś do picia? Mam wino, które zostało wyprodukowane niedaleko stąd, jest bardzo dobre.
Headcanon 2.0 – za zaopatrywanie bliższych i dalszych (oraz BARDZO dalekich) sąsiadów w domowej roboty trunki odpowiedzialny jest Zdziś Zaidi. Układ jest prosty – butelka za kilogram króliczego mięsa.
Mamy tu więc: warzywne placuszki, różne tapenady oraz całą gamę pasztetów do rozsmarowania na...
Słowo daję, myślałam, że finał tej sceny będzie taki, iż Lys zda sobie sprawę, że zaproponował nam na kolację pasztet z królika, ale nie, nieborak po prostu zapomniał kupić chleb.
Przychodzi czas na toast winiaczem wuja Zdzisia i nie mogę się powstrzymać od lekkiego trollingu, wznosząc kielich za roztargnienie drogiego WSa. Lysander chyba trochę się obraża, ale cóż, to nie moja wina, że scenarzyści nie napisali mu cokolwiek bardziej pogłębionego charakteru. Resztę kolacji spędzamy, dyskutując na tematy wszelakie:
(Na studiach czułam ciągłą presję, że muszę mówić mądre rzeczy)
Nie wątpię, że było to dla ciebie potężne wyzwanie.
Chciałabym opowiedzieć coś więcej o tej scenie, ale naprawdę nie ma o czym; to jakieś dziwaczne mruganie do widza w wykonaniu Beemoovu, który każe Suśce perorować o tym, jak to już się uspokoiła i nie biega po placówkach edukacyjnych (wink wink, nudge nudge) i nie wściubia nosa w nie swoje sprawy. Trochę zabawniej robi się dopiero gdy do głosu dochodzi Lys i wyznaje, że on z kolei jako dorosły stał się bardziej aktywny:
Widziałaś wielkość farmy... Samo jej przejście zajmuje sporo czasu.
Zwłaszcza komuś, kto w ogólniaku znany był z tego, że potrafi się zgubić na trasie szkoła – dom.
Lysander chce wiedzieć, czy zdaniem Sukrety bardzo się zmienił i jeżeli mogę za coś pochwalić ten odcinek, to jest to fakt, że jak do tej pory przynajmniej jedna dostępna odpowiedź w każdym dialogu idealnie wpasowuje się w moje przemyślenia; bez namysłu klikam więc w opcję, że uważam to za wielce podchwytliwe pytanie. Su obchodzi zagadnienie na okrętkę i stwierdza, że zmienił się tyle, ile potrzeba. Wierzę jej na słowo, bo szczerze mówiąc Lysander w AL jest dla mnie póki co pewną enigmą; jest pisany tak dziwacznie, że nie jestem w stanie określić, na ile wyewoluował w stosunku do oryginału i co ważniejsze – czy były to zmiany celowe. Ot, ma chociażby dosyć dziwną, cokolwiek neurotyczną manierę wysławiania się, chwilami powtarzając pewne informacje i budując równoważniki zdań, co IMO niezbyt koresponduje z tym, do czego w kontekście tej postaci przyzwyczaiło nas Liceum – nie mam jednak pojęcia, czy jest to zmiana celowa, a jeśli tak, to czy ma to być oznaka jego zdenerwowania, czy też raczej dojrzałości.
Mniejsza jednak o filozoficzne rozważania, przechodzimy do kwestii bardziej praktycznych; Suśka chce wiedzieć, czy Lysander korzystał z uroków wolnego związku (jak najwyraźniej ustalili w przeszłości). Lysio okazuje się jednak być wierny jako ta Penelopa, a ponieważ od czasu wątku Dramy Llamy mam niesmak do wszelkich skoków w bok w Słodkim Flircie - nawet tych mających miejsce przy obopólnym przyzwoleniu - stwierdzam, że też nikogo nie szukałam; co będę chłopakowi robić przykrość.
Pozostała jeszcze ostatnia kwestia: czy mam ochotę dzielić łoże z panem dziedzicem? Lysander bardzo grzecznie daje nam do zrozumienia, że pokój gościnny jest gotowy i nie ma przymusu, ale jakby co, to on bardzo chętnie. Szczerze? Nijak mnie nie korci, ale kto wie - a nuż dowiemy się, co też Lysio ukrywa w swoim tajemniczym pokoju? Udaję się zatem do sypialni WSa, nieco lękając się, co mnie tam czeka - opisy seksu w wykonaniu SF są w najlepszym razie nudne, w najgorszym żenujące – ale twórcy mają dla mnie litość i odcinek kończymy, wtulając się w naszego rolnika i odpływając w sen.
...Nie, serio, Beemoov – co jest za tymi drzwiami?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz