sobota, 27 kwietnia 2019

Episode of Lysander (Spin-off #1)

Titi: Dzień dobry, moja kochaniutka! W tym spin-offie spotkasz jednego ze swoich ulubieńców: Lysandra!


Titi: To dobra okazja, by dowiedzieć się czegoś więcej o przystojnym piosenkarzu... (...)

Lol, how about nope, Słodki Flircie. I nie piszę tego dlatego, że NIE CHCĘ dowiedzieć się czegoś o Lysandrze, tej okręgowej tabuli rasie. Dali Bóg, jeżeli ktoś na gwałt potrzebuje... nnnnooo, czegokolwiek, by móc z czystym sercem nazywać się pełnoprawną postacią, to właśnie nasz zapominalski książę (nawet jeżeli to bezużyteczne afterstory). Ja po prostu nie wierzę, że coś takiego się pojawi, bo to Słodki Flirt: Poprzeczka Zawsze Zawieszona Przy Ziemi. Tak baj de łej - w pierwszej minucie chciałam wyśmiać Beemoov, że Kastiel to dla nich taki złoty cielec, że nawet opis spin-offu kradnie z przytupem, ale nie, Lysander naprawdę kiedyś tam miał taki wąteczek, że niby śpiewał w zespole czy coś. Dawno i nieprawda, ale wciąż.

Sucrette: (Zbliżają się wakacje... Dwa tygodnie wolności!)

Tu wstaw standardowy komentarz odnośnie tego, że Suśka ma w szkole plan składający się z dwóch godzin lekcyjnych na krzyż i piętnastu okienek, więc o co loto. Ja na jej miejscu to już bym była znudzona tymi wakacjami, co to mam je praktycznie codziennie. Ale dość o tym: powracają schizofreniczne dialogi!

Sucrette: (Skorzystam z okazji i posprzątam pokój.)

No więc nachodzą wakacje (może już trwają, w końcu w Słodkoflirtowie czas nierzadko biegł nawet wspak), można odpocząć, co robisz? Sprzątasz pokój, oczywiście! Sukreta taka postępowa, zawsze pod prąd, renegade for life. Okej, ja rozumiem, że czasem człowiek nie ma czasu albo tyle na głowie, że głupie wyrywanie chwastów go odpręża (been there, done that, got the T-shirt), aczkolwiek to zakładając, iż rzeczywiście coś się w jego życiu dzieje. A wiemy, jak to wygląda u Suśki przy jej przeskakiwaniu z jednej dramy do drugiej.

Sucrette: (Spojrzałam w niebo, widząc ogrom rzeczy.)

Tego pająka złapałam na plaży, ten karnisz mam z koncertu, o! A ten naszyjnik zajumałam ze szpitalnego pokoju! Hihihi, ależ to była historia, aż dostaję dreszczy, gdy o tym pomyślę!

Sucrette: (Mój wzrok spoczął na naszyjniku. (...) To mój ulubiony. Oczywiście, w końcu dostałam go od Lysandra.)

A ten ulubiony naszyjnik jest tak wyjątkowy, że dowiemy się o nim w dodatkowym odcinku niezwiązanym z główną fabułą, na który musicie wydać miliony PA.

Sucrette: (Przypomina mi szczególną chwilę, której nigdy nie zapomnę).

A była ona tak szczególna, że zobaczymy ją dopiero w tym dodatkowym odcinku niezwiązanym z główną fabułą, na który musicie wydać miliony PA.

Sucrette: (To wszystko wydarzyło się na wieczorku u Iris...)

Imprezie. Słowa, którego szukacie to „impreza”.

Sucrette: (Bawiliśmy się w chowanego jak dzieci.)

Zniesmaczenie Rozalii było NIEOPISANE. Ta, pamiętamy.

Sucrette: (Nie wszystkim się to podobało (...)

Jestem jednocześnie zdegustowana i pod wielkim wrażeniem, że gra zdecydowała się wspomnieć o dalekim niesmaku Rozalii zabawą w chowanego, nawet niedosłownie, jak gdyby to był nie wiadomo jak ważny wątek. Pewnie o lesbijskim pocałunku nie napomkną słówkiem, a do tego była nawet ilustracja. ... Teraz mam ideolo, że ChiNoMiko próbowała przeforsować obrazek z niezadowoloną Rozalią w krzakach, ale zarząd stwierdził, że starczy tego rysowania jedną ręką, niech dla odmiany yuristki jedną ręką w tę grę pograją.
Suśka wspomina najgłupszy motyw odcinka, czyli feralny pocałunek (nie, nie ten - wtedy bym się cieszyła jak nigdy przy streszczaniu tych epizodów).

Sucrette: (Potrzebowaliśmy czasu, aby przyznać się do tego związku i chciałam jeszcze uchować go chwilę dłużej w tajemnicy.)

To miły sposób powiedzenia „wstydzę się mojego chłopaka i z jakichś powodów wydaje mi się, że moje osobiste sprawy to takie wielkie halo”.
No więc Słodki Flirt stwierdził, że wyrządzi mi niewyobrażalną przysługę i wspomni o kolejnym ze swoich najgłupszych wątków ever, czyli połączy fabułę spin-offa z nagimi fotkami Iris. Nie wiem, który ze scenarzystów tak mocno lobbuje tę patologiczną literacką popłuczynę, ale jeżeli chcieli mnie tym odwieść od przechodzenia następnych odcinków specjalnych, to dobrze im idzie. W każdym razie Sukreta wspomina o tym, jak to z Lysandrem i Arminem poszli szukać namiarów na prześladowcę Iris i jak to zmieniła się atmosfera w szkole po domówce. A w tym wszystkim mamy takie oto zajście w szkole po pierwszym dniu (nocy?) śledztwa.

Armin: Oj tam, razem odkryjemy prawdę!
Sucrette: (Objął mnie ramieniem. „Razem”! Szybko zapomniał o Lysandrze!)

On po prostu wie, który route to True Route.
Sucrette idzie na chemię, a tam rozszalałe dzieci i Delanay traktująca je jak przedszkolaki. ... No dobra, w sumie to rozumiem podejście. W każdym razie wewnątrz nauczycielka rzuca tekstem o tym, że powinna zostać geologiem, bo kamienie by ją tak nie doprowadzały do szału, jak te nieuki z ino wiatrem w głowach hulającym. Ta kwestia jest zabawna („zabawna”) z dwóch powodów, z czego oczywiście żaden pewnie nie odzwierciedla zamiarów scenarzystów. Po pierwsze Sukrecie wydaje się, że Delanay zażartowała (jak dla mnie był to ryk jelenia na puszczy, bo miałabym taką samą reakcję, musząc uczyć te porażki wychowawcze). Po drugie oczywiście Suśka jest DALECE ZADZIWIONA tym faktem, bo jak to tak, że ludzie mają poczucie humoru, skoro ona go nie ma.
Delanay stwierdza, że najlepszym pomysłem na uciszenie dzieciaków jest posadzenie ich w porządku niekompatybilnym, tak więc jako unikalne kierowniczki miejscowego awatara dostajemy do ławki totalną antytezę osobowości - Lysandra. A tu niestety widać, że źle się dzieje w państwie duńskim, ponieważ wcześniej fular Lysandra dojrzał okiem swej zapinki lepkie ręce Armina na naszej kibici i teraz jest niezwykle zdegustowany.

Sucrette: (Mam nadzieję, że nie będzie się na mnie dąsał za każdym razem, gdy odezwę się do Armina.)

No ja mam nadzieję, nie moja wina, że nikt go nie powiadomił, który route to True Route. Iiiiii podwójne standardy, rzecz jasna, bo rola psa ogrodnika jest zarezerwowana dla Sukrety na wyłączność.

Delanay: Armin! Zostałeś tylko ty. Dołącz do Sukrety i Lysandra jako piąte koło u wozu.

Oh, this will burn SPEC-TA-CU-LAR-LY. I nie mam tu na myśli reagentów.

Sucrette: (Delanay tłumaczyła nam chyba coś o kwasowości, ale przyznaję się, że jej nie słuchałam.)

Nnnno, przynajmniej się przyznała! To nie jest postęp, jakiego oczekuję w tej grze, ale darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda.
Fular Lysandra dąsa się tak bardzo, że aż z tej udręki zrzuca na podłogę fiolkę i kaleczy się w materia.... eee, paluszek. Wkrótce żałuje swych dziurawych rąk, kiedy do akcji wkracza siostra Sukreta oraz ordynator Armin i jego nieśmieszne odniesienia do normikowych gier.

Armin: Zobaczysz, to tak jak w Surgeon Simulator! Zaraz cię zaszyję!


To dalej urocze, gdy Słodki Flirt odkrywa inne media niż on sam. Urocze jak ból zęba, ale mimo wszystko.

Lysander: To nie będzie konieczne.

He knows what’s up.
Delanay opierdziela dzieciaki za gadanie na lekcji, aczkolwiek zaraz uchodzi z niej para, gdy Lysander tym swoim monotonnym głosem tłumaczy jej, co zacz. Ja wiem jak trudno scenarzystom rozpisać mu więcej niż pięć kwestii w odcinku, więc też poczułabym się zdezorientowana tą rozbuchaną elokwencją. Fular Lysandra smyra nas po ręce, podczas gdy Suśka prawie topnieje przy nakładaniu tego plasterka z Kubusiem Puchatkiem na zranioną kończynę swojej flamy. W każdym razie przerywamy tę fantastyczną historię miłosną, aby przedstawić państwu następny wyborowy żart.

Delanay: I pamiętajcie, reagentów się nie pije! To niebezpieczne!
Armin: Naprawdę? Bo mi to wygląda jak butelka z maaną albo ja się nie znam!

Nie wiem co bardziej mnie rozpierdziela w tej kwestii: kolejna próba obrzydzenia mi Armina, bo chyba temu mają służyć te histeryczne odniesienia czy ta chamska kalka językowa niemająca nic wspólnego z tym, jak ludzie mówią na co dzień.
Lekcja chemii dalej toczy się w atmosferze totalnego cringefestu, w którym pierwsze skrzypce grają zazdrość i pasywna agresja. Po tym taksującym wydarzeniu Sukreta już nie może i na przerwie bierze swego lowelasa na stronę.

Sucrette: (Rozumiem, że ukrywanie tego związku czasem komplikuje sprawy, dlatego nie zawsze wiem, co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony mam ochotę być na niego zła, ale z drugiej strony on chyba ma wątpliwości, więc muszę je rozwiać.)

... Nie mam pojęcia, o co chodzi w tym zdaniu (i już je sparafrazowałam, więc tak jak by próbowałam je przetrawić). Już zapomniałam, jak dalece zawoalowane są treści ukryte (like, podwójnie ukryte) w meandrach myślenia Sukrety i teraz tak tylko siedzę przed ekranem i... no i właściwie nie próbuję ich rozgryźć, poddałam się, przyznaję się jak Sukreta niesłuchająca na lekcji. Dalej jestem pod wrażenia, że scenarzyści wypluwają te kwestie na kartkę i uważają, że jest to w jakikolwiek sposób koherentne. Well, guess what, nie jest.
Sukreta nie ma okazji wetrzeć wazeliny w pory swej flamy, ponieważ całe uniwersum Słodkiego Flirtu trafnie dochodzi do wniosku, że każdy inny wątek jest ciekawszy niż ta romantyczna drama-lama i wpierdziela nam się w rozmowę. Lysander ma wreszcie dosyć bycia tak ignorowanym przez każdego z fabułą na czele i idzie się przed nią schować. Alas, Suśka nie pozwoli na takie ekscesy i dramy musi stać się zadość. Dlatego dostajemy taki oto klejnot:

Sucrette: (Ale mam wątpliwości. Czy to na (sic!) prawdę ja powinnam wychodzić z inicjatywą, aby z nim porozmawiać? Uważam, że to on się myli, a więc to on powinien szukać mnie po całej szkole...)

Panie i panowie, związki 101 według naszej empatycznej heroiny. Nic dziwnego, że Lysander gnije na farmie bez królików, już ja dobrze wiem, co tam się odjaniepawliło podczas tego spektakularnego zerwania pomiędzy liceum a uniwerkiem.

Lysander: (...) Domyślam się, że powinienem przeprosić cię za dzisiejszy ranek.
Sucrette: Jak cholera, że powinieneś!

Parafrazuję oczywiście, aleeeee... yeah, that happened. I to nie koniec!

Lysander: Przepraszam, byłem zazdrosny (...).
A. Łatwo przepraszać, ale lepiej byłoby, gdyby to już nigdy się nie powtórzyło.

No okeeeej, niby wiem, że to tylko jedna opcja i można zachowywać się inaczej niż tocząca jadem z pyska modliszka, ale WCIĄŻ.
Ahahaha, słuchajcie, co się dzieje, bo to kabaret sezonu. Lysander zaczyna wysuwać żądania, że mamy pogadać z Arminem, bo on chyba się do nas dobiera, a fular Lysandra tego nie zniesie. I Suśka, ten awatar altruizmu i zrozumienia, reaguje w... nnno, bardzo odpowiedni dla tej postaci sposób.


Sukreta, pomna zagrożenia dla swego haremu, unosi się honorem i zapytuje, czemu to ONA ma wykonać logiczny krok w celu usunięcia tej kłody na drodze do szczęśliwego pożycia przedmałżeńskiego. No więc zgadnijcie, czemu Suśka nie chce powiedzieć Arminowi, żeby trzymał ręce przy sobie.

Sucrette: To mój przyjaciel i mógłby czuć się urażony!





Lysander podejmuje jedyną dobrą decyzją w tej chwili, czyt. wywraca stół i wychodzi. Sukreta emuluje swą wewnętrzną bohaterkę starych romansów. Oczywiście nie bez potknięcia.

Sucrette: (To była jedna z naszych najgorszych kłótni (...).

Chciałaś powiedzieć „jedyna”. Nie tylko nie wyobrażam sobie, żeby Lysander był zdolny do wszczęcia kłótni więcej niż raz w całym timelinie (dlatego jesteśmy świadkami tego ewenementu dopiero w spin-offie), ale też nigdy nie miał ochoty wsadzać go w fabułki ambitniejsze niż amnezja z czterech liter.
Epokowa scena, moi drodzy! Zmieniamy punkt widzenia z sukrecinego na lysandrowy, a tam... nic nowego.

Rozalia: Co to za pseudo wymówki!?
Lysander: (Zapomniałem, jak Rozalia lubi wściubiać nos w nieswoje sprawy.)

Postać inna, ale problemy/sposób prowadzenia fabuły ten sam.

Rozalia: Nie obchodzi mnie, czy on z nią rozmawia, czy sobie żartuje, czy jeszcze coś innego, do czego dorobiłeś sobie teorię...
Lysander: (Kocham ją jak siostrę, ale tak po prostu usprawiedliwi jego zachowanie?)

Emmm, wiecie, jeżeli tak to ujmujecie, to rzeczywiście, z Lysandra kawał potwora i zaborczego skurczybyka. Tylko że on po prostu nie chce, by jakiś typ przystawiał się do jego laski i myślę, że to spoko zarzut. Zwłaszcza że a) Armin jakoś mocno idzie w macanki i flirty, co jest dość OOC, bo z nikim innym się to nie zdarza w głównej historii za bardzo, więc ktoś znowu nie miał pomysłu na fabułę i dorobił dramę na siłę; ot, typowy dzień w pikselowym życiu Lysandra; b) można to rozwiązać kilkoma sugestiami. No ale wiem, Suśka ma monopol (😉) na romantyczne relacje z każdym, +100 do statusu Królowej Pszczół, tym bardziej, jeżeli nic z tego nie będzie. A, no i dobrze, że padło to stwierdzenie o siostrze, pewnie wszystkie fanki Lysandra odetchnęły z ulgą na tę oficjalną naprawę statusu quo.
Rozalia dalej tłumaczy Lysandrowi, dlaczego szerzy politykę toksycznej męskości i jako white cis man nigdy nie będzie miał racji w jakimkolwiek zagadnieniu, po czym uderza w jawne kłamstwa.

Rozalia: Problemem nie są inni chłopcy, tylko twój brak wiary w wasz związek.

Ahahaha. AHAHAHAHAHA. AAAAAAAAAAAAAHAHAHAHAHAHAHA! O LOL. No nie, Słodki Flircie, NO. NIE. Jeżeli ktoś nie ma wiary w ten związek, to jest to Sukreta i jej durne pomysły. Prosicie chłopaka, by pogadał ze swoją koleżanką, bo za bardzo się do niego lepi, ona go nie kręci, a ty nie chcesz na to patrzeć? ŹLE, sharing is caring, jak śmiesz wymagać czegokolwiek od swojej drugiej połówki. Z jakiegoś powodu nie chcesz okazywać mu czułości, bo jeszcze ludzie zobaczą i będą gadać, a jak wiemy, ten związek jest ich sprawą, a nie twoją indywidualną? DOBRZE, po co mają wiedzieć, poużywajcie trochę chowania się po ciemnych alejkach i panicznego smyrania pod ławką.

Rozalia: Taki z ciebie wierszokleta, a nie umiesz powiedzieć „kocham cię”. W połowie twoich piosenek wyznajesz miłość!
Lysander: Ja... Nie zablokowałem się, ale...

Ale tłumacze znowu przysnęli nad skryptem, co jest o tyle zastanawiające, że w sumie cały ten odcinek zbudowany jest na takich chamskich kalkach i dziwacznych konstrukcjach. Niby nie powinno mnie to dziwić, bo to Słodki Flirt, ale scenariusze Uniwersytetu aż tak nie straszą leciwym przekładem.
... No dobra, przyznam wam się, że przeklikałam trochę na szybcika następną część, bo nudny ten odcinek niemożebnie. W wielkim skrócie: Lysander idzie poprosić swojego psiapsióła Kaśkę (fajne) o rady na kłótnie z dziewczynami. Kaśka opowiada mu parę smutów o relacjach w związku (niefajne). Przełączamy się na Sukretę, a tam Alexy i Rozalia wykładający swoją wersję idealnego romansu. Ogólnie uderzamy w te motywy, w których Słodkiemu Flirtowi wydaje się, że błyszczy, czyli Poradach Na Życie™, a jaki jest koń, każdy widzi.

Rozalia: Nie chciałam podsłuchiwać, ale ton rozmowy wzrósł bardzo szybko (...)

... Co.

Alexy: Chyba mówimy o różnych osobach. Lysander? Zazdrosny?

Nie? Postać o poziomie skomplikowania osobowości czystej kartki? Wiem, szalone.

Rozalia: No tak, przyzwyczailiśmy się, że wokół Sukrety kręci się mnóstwo chłopaków.
Sucrette: DOUSHIYOU

Och, ta (fałszywa) skromność bohaterki otome.

Sucrette: Teraz mam wątpliwości. Może to moja wina? Może powinnam dać Arminowi lepiej do zrozumienia, że nie życzę sobie jego zalotów?

NO RACZEJ
No dobra, ale mamy ważniejsze sprawy na głowie.

Rozalia: Alexy, jak to możliwe, że jeszcze nigdy wcześniej tego razem nie robiliśmy!?

Shit just got real. Widzę, że moja wyolbrzymiona kłótnia z Lysandrem to nie jedyna rewelacja, która escalated quickly po „wieczorku” u Iris.

Alexy: Naprawdę? Ja mam chyba z trzydzieści, więc na pewno nam nie zabraknie.
Rozalia: Ale na pewno nie są takie same jak moje, tak że tego!

Jak mniemacie, na ile w skali od jednego do dziesięciu scenarzyści podejrzewali, że będziemy wyobrażać sobie nie wiadomo co i podśmiechiwali się pod nosem ze swojego misternie uknutego planu, by pobudzić nasze zboczone umysły do myślenia? Ja obstawiam dwadzieścia cztery.

Sucrette: (Poszli sobie, chichocząc. Czasem są nie do wytrzymania, ale cieszę się, że są moimi przyjaciółmi.)

No, przynajmniej ty jedna. Ale z kolei masz spaczone relacje międzyludzkie z prawie całą obsadą, więc w sumie nie zazdroszczę.
Wracamy do domu, a tam toksyczne relacje.

Kobieta-Kot: Coś słabo wyglądasz. Problemy sercowe?
Sucrette: (Tak dobrze mnie zna... Ale nie mam ochoty z nią o tym rozmawiać, zresztą jak o każdym aspekcie mojego życia.)

A może Suśka to uczennica na wymianie, tylko scenarzystom znowu zgubiły się fiszki i nikt nas o tym nie powiadomił? To by wyjaśniało, dlaczego traktuje swoich rodziców jak obcych ludzi.

Sucrette: (WyciągnąłEm do niej ręce (...)

A-ha! Te błędy językowe przypominają moje wiadomości na telefonie, gdy już zmolestuje je słownik. ... Ooooooch, więc to się tutaj dzieje.

Sucrette: (Wiem, że mogę z nią o wszystkim porozmawiać, ale nie wiem, to mnie blokuje... Dużo trudniej rozmawiać z mamą o Lysandrze niż z przyjaciółmi. To mnie zawstydza, to wszystko.)

Idiotyczne tłumaczenie na bok (serio, w tym momencie to wręcz kopanie leżącego), ale tak narcystycznie stwierdzę, że chyba czytają te moje streszczenia (pewnie nie, ale dajcie mi sobie pofolgować) i zauważyli, że mocno jadę po patologicznych relacjach Sukrety z rodzicami. No więc, Słodki Flircie, śpieszę donieść, iż jeżeli Suśkę to „zawstydza i tyle”, to NIE, absolutnie niczego to nie wyjaśnia, a już na pewno nie przekreśla tych 40 odcinków toksycznych zachowań. Siadajcie, pała.
No dobra, ale Słodki Flirt jeszcze nie skończył z uderzaniem w aktualne tematy społeczne, ponieważ misterny plan naszych dwóch jajników zakłada malowanie paznokci:

Sucrette: (Nie pomyślałabym, że Alexy będzie to robił, pomimo że wiem, jak lubi ubrania i modę. To chyba dlatego, że nauczono mnie kojarzyć malowanie paznokci z kobiecością. Jakby głębiej się nad tym zastanowić, to nie ma powodu, dla którego miałoby to być zarezerwowane wyłącznie dla mnie czy Rozy.)

Ech, gdyby światopogląd w Słodkim Flircie nie był wiecznie wyjęty z pierwszego, lepszego polskiego paradokumentu, to może i bym uwierzyła w te solenne zapewnienia o równouprawnieniu płci. A tak to znowu mam wrażenie, że ktoś odkrył inne zakamarki Tumblra czy Twittera niż firmowy fanpage, na którym ignoruje się feedback graczy, a potem na szybcika zdecydował się wsadzić tę ideologię w odcinek, bo to takie nośne.
W całkiem spoko sposób zostaje przedstawiony problem malowania przez Aleksego paznokci, tak bez zadęcia i naturalnie.

Sucrette: (...) (Amber nie zawahałby się wyrazić swojej opinii bez pytania. A raczej nie chciałbym jej znać.)

Chciałam napisać „no chyba że wyjmiemy tłumaczenie, które obok korekty nawet nie stało”, ale potem stwierdziłam, że może to celowy zabieg i scenarzyści tak eksperymentują z transgenderowymi zaimkami. ... Ahahahah, oczywiście, że nie, weźcie wreszcie zainwestujcie w jakichś językoznawców, chyba za coś (nie) bulimy na te odcinki.
Po gorącej dyskusji na temat doboru właściwego koloru lakieru (Rozalia narzuciła mi swój, no co za zaskoczenie), wracamy do głównej intrygi odcinka (ech).

Rozalia: To chyba nie wszystko. Wydaje mi się, że problem leży w tym, jaka to Sucrette jest za bardzo empatyczna i wszystkim pomaga.
Sucrette: Tak sądzisz?

Nie.

Rozalia: Spędzasz za dużo czasu na tych historiach, przez co zaniedbujesz Lysandra i on czuje się zbędny!

Co? Zdrowy rozsądek? W moim Słodkim Flircie? HOOOOO. ... Ach, no tak, naprawiają błędy TERAZ, w odcinku specjalnym, który nie liczy się do głównej linii fabularnej i niczego nie zmieni. Ależ się zbędnie podekscytowałam, przepraszam. Kontynuujcie. Ale to w następnej części!

***

W poprzednim odcinku (w sensie streszczenia) wydarzyło się... no nic się nie wydarzyło. Bo malowania paznokci i dyskutowania na temat równouprawnienia płci nie nazwę przecież fabułą.
Rozalia i Alexy dochodzą do wniosku, że Suśka musi zrobić coś dla Lysandra, a będą to bony na usługi matrymonialne. Widzę, że scenarzyści odkryli ostatnio klisze z shoujo, aczkolwiek biorąc pod uwagę, iż można z nich wykręcić coś lepszego niż z ostatnich numerów Faktu, to jednak i tak wolę, by inspirowali się nimi częściej. A, i Alexy pozwala nam wybrać kolor paznokci i nie dostajemy ich jako elementu stroju - bezsęsu. Potem Sukreta stwierdza, że dobrze byłoby wyprowadzić swego lowelasa do ludzi, więc w imię miłości zapraszamy go na kolację do restauracji, która zatruła Rozalię podejrzeniem o nastoletniej ciąży (co w samo sobie by mnie wcale nie zdziwiło, ale nic to - moja socjopatyczna natura zacierała ręce na myśl o niekończącym się cierpieniu lokalnej Mery Sójki). Suśka uskutecznia swój plan na drugi dzień w szkole, na co Lysander, ta miękka parówa, zgadza się bez większego przekonania. Pewnie nie chce przedłużać tego leciwego odcinka, nie dziwię mu się. Rozalia zarządza, iż sytuacja wymaga gruntownych zakupów (i nie, nie jest to moment, w którym wreszcie odda mi moje cztery stówy za kostium na przedstawienie: PAMIĘTAM). Moje oczy nie mają szansy rozewrzeć się w przerażeniu, gdy oto na plac zlatuje mój anioł stróż.

Iris: Cześć dziewczyny, cooooooo robicie?

I want to have your babies.
Iris, widząc pianę toczącą z pyska Rozalki, przybywa mi na ratunek w iście słodkoflirtowym stylu - mianowicie wpieprza się tam, gdzie nie potrzebuje. Ten jeden raz jestem wdzięczna za szerzenie polityki wściubiania nosa w nieswoje sprawy i ba! Idę nawet o krok dalej, zapraszając cały mój prawowity harem do dzielni Leo. Powinien mi podziękować, to chyba pierwszy raz, gdy ten sklep odwiedzi więcej niż dwie osoby na krzyż jednocześnie. Rozalia nie jest zadowolona, że będzie musiała podzielić się z innymi swoją lalką Barbie, ale niespecjalnie interesują mnie jej dąsy, za to bardzo interesuje mnie jej cierpienie. Niestety niedługo jestem jego świadkiem, bowiem nasza samozwańcza najlepsza psiapsióła doi sytuację jak tylko może, tworząc sobie własny oddział stylistek z Top Model. Poza Kim, ponieważ Kim...

Kim: Tak, tak, rozumiem. W odcinku, w którym wszyscy dostajemy drgawek na myśl o Aleksym malującym paznokcie, ja dostaję silent treatment, bo śmiem nie przejmować się modą. Postoję tu i powymieniam Sukrecie rozmiary.

... Samodzielnie stanowi najlepszy komentarz, dla którego nie wierzę w żadne głębokie przesłania Słodkiego Flirtu. Ale dali Bóg, wsadźcie jeszcze jeden odcinek o nakładaniu prezerwatywy na banana.
Dostaję moje pięknie ciuchy, które z Lysandrem mają wspólnego tylko tyle, iż podobnie do jego fularu lubują się w kokardkach iiii... zabijcie mnie, ale podoba mi się ten rozpiździej stylowy. Pewnie, projektanci dalej nie mają pomysłu, jak ugryźć tu wiktoriańskie kreacje, aczkolwiek to całkiem spoko ubrania są. Iiiii nie jestem żadnym wyznacznikiem, ponieważ whoo boy, do I like weird stuff.

Sucrette: (To onieśmielające. Wszystkie lustrują mnie od stóp do głów.)

Och, weź się wreszcie wystrzel w kosmos, panno Steele.

Violetta: Wszystko ci pasuje, można by tak rzec.

Tak ma być, bo to nasz awatar do przebieranek. Nie mylić z rzeczywistą atrakcyjnością. Znaczy, okej, Sukreta to ładny zlepek pikselów, ale zdążyłam zauważyć, że każda oszałamiająca uroda przestaje robić na mnie wrażenie, jeżeli masz parszywy charakter. ... Właściwie to całkowicie przestajesz mnie interesować jako osoba. Chyba jestem normalna!

Kim: Nie przepadam za gorsetami, ale na tobie wyglądają świetnie!

Dzięki Bogu za ten boob job... znaczy, redraw.

Sucrette: (Rozalia zapowiedziała, że „ulepszy” styl Kim. Nikt nie wybije jej tego z głowy.)

Chyba że Kim. Tępym narzędziem. OCH, chcę z tego ilustrację! Poza tym Rozalia, skarbie - perfekcji nie ulepszysz. No chyba że to niecny plan podminowania autorytetu jednej z najlepszych postaci w tej marnej grze, ale to wtedy proponuję reprezentować sobą coś więcej niż wyłącznie plot device do zdobywania nowych ciuchów. Ot, sugestia taka.
Suśka uświadamia sobie, że jest spóźniona na wypad z Lysandrem, więc co sił w nogach pędzi do parku, a tam zabieg humorystyczny.

Fular Lysandra: Och, Sucrette, przepraszam za spóźnienie! Chciałem pójść skrótem, żeby było szybciej, ale chyba źle skręciłem i...

Wiecie, gdyby ten facet miał trochę więcej charakteru niż pół przymiotnika, to nawet bym uznała to za zabawne. But alas, stworzyliście postać złożoną z trzech running joke’ów i tła, tego nie da się już odratować. Nie da się też odratować pewnych wątków...

Nina: Nie wiedziałam, że jeszcze jesteście razem.

... I O MÓJ BOŻE CO ONI ZROBILI NINIE. Znaczy, Violetta już mnie trochę przeraziła, bo straciła cały urok, za to przybyło jej chyba parę kilogramów w dziwnych miejscach, ale Nina to... Chryste, nawet nie wiem, jak to określić. Wygląda jak uciekinierka z planu Mars of Destruction i to taka najbardziej off-model! Nie mogę przeżyć tej trawestacji designu (nawet jeżeli Nina nigdy nie przodowała w tej kategorii), dlatego w szale przeklikiwania dialogu tylko pobieżnie dostrzegam, iż Słodki Flirt znów próbuje w mocne tematy. Tym razem padają dywagacje o stalkingu i dochodzę do wniosku, że to trochę smutne, że nudzę się tutaj nawet wtedy, gdy scenariusz uderza w swoją zwyczajową patologię. Chyba już nawet nie potrafię hejtować tej gry, to koniec pewnej ery.
Grzecznie czekam, aż Lysander zaproponuje zabulić za mnie dychacza na autobus, w końcu Priya w sklepie obiecała mi, że mój fular zachowa się jak dżentelmen. Niestety dziś chyba ma wolne, ponieważ propozycja nie następuje i z cebulacko bolącym sercem wydaję te ciężko wydarte Beemoovowi dolar... goldy. W restauracji pustki, pozapalane świeczki, miejsce przy oknie dla zakochanej pary - normalnie hat trick romantycznych sytuacji, dlatego Lysandrowi zbiera się na wyznania.

Lysander: Może nie powinienem tego mówić po wypadku, ale mam wrażenie, że to najlepszy rok w moim życiu. Oczywiście mam się lepiej fizycznie, jednak co ważniejsze, to fakt, iż otwieram się bardziej na innych i czuję się bliżej z ludźmi, którzy mnie otaczają. No i mam... ciebie.

No to tak, moi drodzy scenarzyści. Widzicie, wątek wychodzenia Lysandra ze swojej skorupy to jedna z możliwości, którą mogliście wykorzystać, kreując jego postać. Przyznaję wam rację, owszem. To się nieczęsto zdarza, ja wiem. Ale wiecie, w czym tkwi problem? NIE ZROBILIŚCIE TEGO. Poza kilkoma kwestiami Sukrety tam i ówdzie rzuconymi na wiatr o tym, że Lysander robi coś ze wszystkimi, nie pociągnęliście tego wątku w żadną stronę. Nie skupiliście się na jego poezji. Poza jednym koncertem i zdjęciem nie wiemy nic o jego kastielowym boysbandzie. Chciałam zrobić tu dłuższą wyliczankę i nie mogę, bo nic więcej nam nie powiedzieliście o tej postaci. Co za to o niej wiemy? Że gubi notatnik, zapomina rzeczy i nie dałby rany sam wyjść z pudełka po butach. Tak więc to wyznanie powinno wyglądać trochę inaczej.

Lysander: Szczerze powiedziawszy... to najgorszy rok w moim życiu. Mój ojciec prawdopodobnie nie przetrwa choroby. Mama też ma swoje lata i boję się, że nie udźwignie jego straty. Leo nie chciał mi tego mówić, ale wyciągnąłem z niego, że cały czas miał na nią oko podczas mojego pobytu w szpitali - bał się zostawiać ją samą. Czy ty rozumiesz, jaki to był dla niej cios, martwić się o dwóch członków rodziny? Nie wiem, co z gospodarstwem - a co jeżeli stanie się najgorsze? Nie chcę go przejmować, zresztą nie czułbym się na siłach, by nim zarządzać. Na miłość boską, jeszcze nawet nie skończyłem liceum! Leo za nic nie zostawi butiku, nie wspominając już o tym, jakie byłoby to niesprawiedliwe, by prosić go, aby rzucił wszystko, na co tak ciężko pracował. Sucrette, ja... Ja nie wiem co teraz. Mam jeszcze tyle marzeń, tyle rzeczy, które chciałbym robić. Chciałbym iść na studia, pośmiać się z Kastielem przy pisaniu kolejnych piosenek... Chciałbym... pobyć z tobą. Ale... wiem, że nie mam prawa prosić cię, byś zrezygnowała ze swoich pragnień dla mnie. Masz tyle możliwości, żadnych kajdan, żadnych zobowiązań... To takie... niesprawiedliwe. Takie... niesprawiedliwe.

Ale pamiętajcie, dzieci - to było szczęśliwe zakończenie!

Lysander: To tak, jakbym znał cię od dawna, a jednocześnie mam wrażenie, że mógłbym jeszcze tyle się o tobie dowiedzieć.

A potem klapki wreszcie spadną z oczu i fular Lysandra uświadomi sobie w pełni potęgę grażyństwa, które tkwi w jego lubej. Ale wtedy ona już go zostawi i wyjdzie „studiować” historię sztuki miliony kilometrów stąd. ... Huh, może to jednak JEST dobre zakończenie! Lepiej tkwić na farmie z królikami niż z rozszalałym babonem, który interesuje się wszystkim, tylko nie pracą/nauką. Lysander dodged that bullet magnificently.

Lysander: Po tym wszystkim, co przeszliśmy, uświadomiłem sobie, że ufam tobie bardziej niż komukolwiek innemu...


Lysander: Jesteś jedną z nielicznych osób, które zamiast mnie ignorować, poświęciły czas, żeby mnie poznać i zrozumieć.

A nie było to łatwe, biorąc pod uwagę, jak scenariusz szczędzi jakichkolwiek informacji na twój temat. A poza tym to o Boże, naprawdę będziemy w chodzić w ten dyskurs „och, uratowałaś mnie przede mną samym, moja ty wybawicielko”? On już idiotycznie wygląda w ścieżce Armina, a tutaj jest taki... taki z czterech liter. 

Lysander: Pewnie było to trudne, jak oswajanie lisa przez Małego Księcia.

Ja: Chcesz mieć o Słodkim Flircie jeszcze mniejsze mniemanie niż masz?
Brat: Dajesz.
Ja: (czytam kwestię Lysandra)
Brat: ... Jezu.

No więc tak, opowiadam mojemu bratu o prawie wszystkich pierdołach, jakie odpieprzają się na tej stronie, więc nawet on wie, że Beemoov to taki domorosły następca EA. I nie lubi też „Małego Księcia”, dlatego niesmak jest podwójny. Ze swojej strony za to powiem, że loooooool, potężna metafora jest potężna. I napisałabym, że jedyny pomysł na tę całą osławioną subtelność i „wyższo-półkowość” Lysandra scenarzyści próbują osiągnąć wsadzaniem mu w usta takich górnolotnych kwestii, ale w sumie każda postać tu tak ma, że czasem zasadzi takim sucharem, że aż nie wiadomo, skąd oni go wytrzasnęli. Te odcinki muszą być pisane na jakichś prochach, nie wierzę, że jest inaczej. Męskość jak marmolada, serio.

Sucrette: To prawda!

Och, zrozumiałam to odniesienie!

Sucrette: Ale lubię dowiadywać się o tobie codziennie czegoś więcej (...)

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAHAHAHAHAHAHAHAHA!
Ekhe... przepraszam.

Lysander: Tajemniczy? Kiedy ja nie mam przed tobą nic do ukrycia.

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAHAHAHAHAHAHAHAHAHA! Ohohohohohoho! Mają poczucie humoru tam w tym Beemoovie! Kabaret sezonu!

Lysander: W każdym razie nadarza się okazja. Pytaj, o co chcesz.
Sucrette: NAPRAWDĘ?! (Nie powinien mówić takich rzeczy takiej ciekawskiej pleciudze jak ja...)

I tutaj odcinek się kończy, ponieważ głowa Sucrette eksplodowała od tych wszystkich MOŻLIWOŚCI, które doprowadziły do spięcia między jej dwoma samotnymi neuronami, ilustracja, KONIEC.

Lysander: No dalej, odważ się!
Sucrette: No dobrze, w takim razie zawsze zastanawiało mnie...
A.Jaki był twój pierwszy pocałunek?
B.Dlaczego nie przepadasz za ciekawskimi ludźmi?


Oto lista pytań, które zadałabym Lysandrowi, gdybym to ja dostała taką zdarzającą się raz na milion szansę, by czegoś się o nim dowiedzieć:
1. Jakie masz hobby?
2. Jaką lubisz muzykę?
3. Jakie cechy doceniasz w ludziach?
4. Jakich nie doceniasz?
5. Jakie lubisz zwierzęta?
6. Jaki jest twój ulubiony kolor?
7. Opowiedz mi więcej o swoje rodzinie.
8. Jak poznałeś Rozalię/Kastiela? Ze szczegółami, niczego nie pomijaj.
9. Co sądzisz o [tu wstaw dowolną postać z gry]?
10. Jakie lubisz dziewczyny?
11. Jaki masz typ krwi (to opcja na azjatycki serwer)?
12. Jakie lubisz kwiaty (bo nie czarujmy się, on na pewno lubi kwiaty)?
13. Jaki jest twój ulubiony zespół?
14. Co rozpoczęło twoją przygodę z muzyką?
15. Kto jest twoim idolem (jeżeli go masz)?
16. Czym się jarasz?
17. I wiele, wiele, wieeeeeeeeeeeeeeeeeeele innych.

Ale nie, Sukreta pyta o PIERWSZY POCAŁUNEK oraz o coś, na co sama mogłabym jej odpowiedzieć, ponieważ to historia mojego życia. Jeszcze trzydzieści sekund temu byłam nawet w jakiś tam letni sposób podekscytowana tym odcinkiem. Teraz znowu mam ochotę przeklikać dialogi jak szalona. Wybieram pytanie o pocałunku, ponieważ tylko taki ciekawski człowiek jak Sukreta mogłaby zapytać, czemu ktoś takich ludzi nie lubi.

Lysander: Byłem w szkole podstawowej i zakochałem się. To ona mnie pocałowała.

*zieeeeeew* Fascynujące.

Lysander: Przepraszam, to nie była fascynująca historia.

Przeprosiny przyjęte. Nie, żebym spodziewała się czegoś innego.
No nic, okazuje się, że obecna sekwencja z „Pytanie czy Wyzwanie” to ta część, która cementuje status Słodkiego Flirtu jako gry z wyborami, dlatego mogę zapytać również o niechęć do pleciug. No CIEKAWE, co też mi Lysander odpowie.

Lysander: Pytasz dlatego że sama jesteś ciekawska i nasze początki były ździebko chaotyczne?

He knows what’s up. Oooooch, mam nadzieję, że teraz ją zjedzie do cna.

Lysander: Szczerze mówiąc, to twoja postawa przypomniała mi osoby, które mnie zraniły.
Sucrette: Och.


OH MAKE IT BURN
Niestety, ale Lysander szybko uspokaja Sukretę (i mnie) historyjką o Debrze, co to publicznie notatniki czytała. I powiem wam, iż ta opowieść autentycznie mnie zaciekawiła i teraz znowu sobie wyobrażam utopię, w której twórcy rozwijają swoje postacie. Suśka szybko sprowadza mnie na ziemię, przejmując pałeczkę na festiwalu żenujących historii. Oczywiście robi przy tym otoczkę, jak gdyby nie wiadomo z czego mu się przyznawała („tak mi zaufał swoim wyznaniem o prześladowaniu, że ja mu opowiem o tym, jak zaskoczył mnie deszcz podczas wywieszania prania!”), a wybór jest... cóż, przedni.

A.Opowiem mu, jak fangirlowałam Backstreet Boys.
B.Opowiem mu o czymś tak nudnym, że Ciara nie pamięta, co to było.
C.OCZYWIŚCIE ŻE OPOWIEM MOJEMU CHŁOPAKOWI Z KTÓRYM CHODZĘ JAKIEŚ DWA MIESIĄCE O PIERWSZYM OKRESIE

Ahahaha, zgadnijcie co wybrałam :D I tak, było to tak obrzydliwe, że nawet Lysandrowi skończyły się dyplomatyczne odpowiedzi :D
Po tej zacnej krotochwili, gdzie cringe sięgnął zenitu (I regret nothing) dochodzi do wymiany prezentów, z której to dowiadujemy się, że obok domu Kastiela jest sklep z winylami i Lysander lubi tam chodzić. Informacja ta pada na koniec (tak sądzę) spin-offa, w odcinku, który ma nam przybliżyć (rychło w czas) jego postać. O Boże, nie chcę już się nad tym rozwodzić, bo już nie tylko serce mnie boli, ale i mózg.
Z takich małych uciech: przynajmniej w tym odcinku nie opisywali ilustracji, tylko po prostu nam ją dali, a Lysander posmyrał mnie po szyi. Nie wiem, czy kiedyś o tym wspominałam, ale niebotycznie wkurza mnie, gdy scenarzyści cyzelują te swoje interpretacje obrazka, tak jakbyśmy go w ogóle nie dostawały. No chyba że oni najpierw piszą skrypt, a potem rysownicy/ChiNoMiko rzucają na niego długopis i na czym wypadnie, to to narysują. A poza tym lol, ten kołnierzyk tak bardzo mi nie pasuje do stylizacji. ... No to w sumie pasuje, bo każdy element jest z innej parafii.

Sucrette: (Po jakimś czasie przyszedł kelner, zapytał, czy smakowało i podał nam rachunek.)

No ten to nie ma wyczucia romantyzmu.
Suśka i Lysander kończą swoje randewu, a raczej przenoszą je do parku. Następuje ultra romantyczna (nieszczególnie) scena, w której fular Lysandra wyznaje nam swoje uczucia, a my możemy w iście sukrecinym stylu speniać i nie powiedzieć nic. Jako że spaliłam już cały wieczór opowieścią o szalejących jajnikach, to gram grzecznie najwspanialszą dziewczynę na świecie, w zamian za co otrzymuję...

Kobieta-Kot: (Córuś, wyjeżdżamy na długi weekend pomigdalić się z ojcem, nie spal chałupy, bless-bless!)

... Deus ex machinę! Sucrette stwierdza, że nie będzie czekać do finału sezonu i przeleci Lysandra już teraz, tak więc zaprasza go do domu. Tymczasem fular Lysandra, jak to przystało na prawdziwego dżentelmena, prosi o masaż. Trzeba stopniować napięcie! W ogóle rozczula mnie fakt, jak Lysander wierzy w umiejętności Sukrety - znaczy, ja wiem, że to Mery Sójka i na zawołanie fabuły potrafi wszystko na czele z konstruowaniem rakiet kosmicznych, ale ja bym się tam bała, że wybije mi bark albo biodro.

Sucrette: (A co tam, zdam się na instynkt!)

Told ya.
Sucrette: (Pieściłam jego plecy, od łopatek po zagłębienie lędźwiowe (...))

Mhmhmhm, co za erotyczny język! My, oh my, jestem już taka podniecona, że chyba wywalę przez okno wszystkie moje Kusziele i Sanstołny, this is where it at!

Sucrette: (Zwykle tego nie zauważam, bo nosi luźne ubrania, ale dayyyym, jakież on ma bary!)

Lol, to nawet ja to zauważyłam, a przeważnie nie zwracam uwagi na Lysandra, ten element wystroju. Co by nie mówić, to Lysander to naprawdę najlepsze ciacho tej gry, z tymi swoimi centymetrami (nie TYMI centymetrami, zboczuchy) i szerokimi ramionami. Ale jak już wspomniałam, możesz mieć parszy... eeee, w ogóle nie mieć charakteru i tracę zainteresowanie.

Sucrette: (Wiem, że masaże powinny odprężać, ale ja jestem wręcz zelektryzowana!)

Widzicie? Suśka jest tak nieobyta w czymkolwiek, że nawet nie rozumie, że masaż powinien być odprężający dla masowanego, a nie masażysty.

Sucrette: (Kontynuowałam masaż, który zmienił się raczej w serię pocałunków na całym ciele.)
 
 


Lysander: Teraz to ja spróbuję, chcesz?
Sucrette: T-tak...

Po czym Lysander pokazał mi (na sobie), gdzie powinnam uciskać i jak używać gorących kamieni na najważniejszych punktach pleców, by zminimalizować napięcie w krzyżu. To było bardzo pouczające! .... I teraz zachciało mi się masażu.

Sucrette: (Najpierw Roza i Alexy traktują mnie jak księżniczkę, a teraz to! Naprawdę mnie rozpieszczają.)

Cały sentyment fanek hołubiących Pisiont Twarzy Greya jako idealny romans wszech czasów zamknięty w dwóch zdaniach. Zagadka rozwiązana. ... No dobra, mogła jeszcze wspomnieć o dostępu do jego skarbca, ale wprowadźmy jakiś suspens, okay.
Lysander i Sucrette zasypiają w swych ramionach, po czym na drugi dzień nasz związek zostaje przypieczętowany użyciem jednej szczoteczki do zębów. Pomimo że rodzice wyjechali na długi weekend, w Słodkoflirtowie czas pędzi do tyłu i dalej mamy środek tygodnia - a to znaczy frenetyczne przygotowania do szkoły. Nie pytajcie, lato w środku roku akademickiego, szkoła w niedzielę, scenarzystom znowu pogubiły się fiszki. W każdym razie po ostatnich komentarzach Suśki na temat ukrywania związku, tym, że wszyscy się nim interesują oraz wymianie wyznań z Lysandrem kończymy ten ultra-nudny odcinek. Chryste, nic się w nim nie działo, a fular Lysandra nie jest taki interesujący, by te w zamierzeniu rozgrzewające serducho serce robiły na mnie wrażenie. Właściwie ten spin-off to taki recap lysowego arcu, a że wiemy, jak on wyglądał, to i podsumowywać nie ma czego. No nic, mam nadzieję, że następne spin-offy będą przynajmniej niemożebnie głupie, jeżeli nie będą chciały być dobre, bo przynajmniej nie przysnę przy ich streszczaniu. Widzimy się parę miesięcy po następnym odcinku specjalnym, gdy już na niego zbiorę fundusze.
 

4 komentarze:

  1. Oooch, dopiero teraz odkryłam nowe streszczenie! Jak miło widzieć, że nie zakończyłaś pisania wraz z SFL!

    OdpowiedzUsuń
  2. BTW, ja wybrałam tę opcję z podkochiwaniem się w boysbandzie i ku mojemu zdziwieniu dostałam naprawdę fajną, uroczą anegdotkę o tym, jak to mała Sukreta wzdychała do swojego idola i wysyłała mu miłosne listy. Nie wiem, o co chodzi, ale te spin-offy są dużo bardziej przytulaśne niż właściwe odcinki - może scenarzyści są bardziej wypoczęci, jak nie muszą co chwilę wypluwać z siebie nowego odcinka na bazie "Trudnych spraw".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowieść o pierwszym okresie jest z kolei kwintesencją wstydu z drugiej ręki, bo o rany. Ogólnie idzie to tak, że Seksowny Taton Sukrety zabrał ją na koncert i żeby córka lepiej widziała, to wziął ją na barana. A potem już tylko patrzyłam jak świat (i fular Lysandra) płonie.

      Usuń
    2. ...Beemoovie, dlaczego.

      Usuń