No więc Rozalio, jakby ci to powiedzieć.
Sucrette: Ups... Chyba się na chwilę wyłączyłam.
Zdarza mi się to tym częściej, gdy w grę wchodzą sprawy, w których można się wykazać dojrzałością. Wtedy cała umysłowa elektrownia pada jak jeden mąż.
Rozalia: Nie podoba mi się, jak się zachowujesz.
But mom!
Rozalia: (...) Ja cię słucham, gdy opowiadasz mi o swoim chłopaku.
Gdy już wyciągniesz to siłą z Sucretty robiącej wielkie halo ze swojego nudnego życia prywatnego. To się nie liczy.
Podczas gdy Rozalia wielkimi literami obwieszcza nam, że teraz poza fuchą wygodnego plot-device’u robi też za przenośny moralitet (to jednak byłoby nieco nieeleganckie, gdyby kazać biednym graczkom czytać co najmniej pięć plansz morałów na koniec odcinka, a trzeba jakoś je uświadamiać w sprawach damsko-męskich!) w formie odpowiedzi na pytania nadesłane do Bravo, Sukreta rozgląda się po korytarzu za fabułą, co zajmuje ją bardziej niż jakieś tkliwe opowieści Rozalci o wspólnych wyjazdach nad morze (i tak, Słodki Flircie, zauważyłam tę flagę na horyzoncie; już wiemy, co będziemy robić w następnym arcu).
(O opuszczeniu Rozalii)
B. (Nie mogę jej tak zostawić. Nie spodobałoby jej się to.)
A obchodzi cię to, ponieważ...? No nie no, dobra, pozostawienie psiapsióły na lodzie to nie jest najmilsza rzecz, jakiej można się dopuścić w życiu codziennym, ale czemu Suśka musi emulować swoją wewnętrzną Anastasię Steele podczas formułowania tej myśli? Co, Rozalia nie zabierze jej już do pokoju zabaw? ... Czy tę ścieżkę odblokowuje myzianko z Rozą na piżama party? Odpowiedź być może bardzo mnie interesuje.
Jestem złym człowiekiem i nie lubię Rozalii, więc wybieram odpowiedź „Mam lepsze rzeczy do roboty, nara.”
Rozalia: Okej, rozumiem. Leć do swojego ukochanego.
Ha! Uratowana przez mechanikę! W ogóle bawi mnie to, że Suśka zamiast wykorzystać sytuację, że Rozalia ma nasze samodzielne fabułki bez jej udziału w pompie, to zaraz próbuje wciągnąć ją w ten szemrany interes (może liczyła na Leo odtwarzającego sławetną scenę z Mission Impossible?), Rozalia zbywa to sugestywnym ruchem brwi, a na koniec i tak myli Poważne Sprawy z badaniem migdałków. Tyle radości w jednym dialogu.
Szukam Armina, co oczywiście oznacza, że najpierw muszę spotkać połowę szkoły.
Alexy: Wiem... I wiem też, że czasem za bardzo się kleję, ale mimo wszystko... Już nic więcej razem nie robimy. To smutne!
Och, więc to na tym będzie polegała drama Armina - Alexy ciężko przejdzie odrywanie się brata od bliźniaczej pępowiny.
Wchodzę do sali plastycznej, a tam Amber oraz morały, tym razem w wykonaniu Morgana Freemana. Co prawda nie sądzę, by lądowanie twarzą w spaghetti za sprawą osób trzecich podpadało pod zastraszanie - większość z nas miało do czynienia ze szkolnym piekiełkiem i trzeba je po prostu przeżyć - ale to miłe, że Morgan robi jeszcze coś w tej grze poza byciem tym szalonym nauczycielem-artystą, który raz zrobił dość nudny festiwal sztuki i przede wszystkim ma to sens oraz przyjemnie się to czyta.
Znajduję moją flamę, z którą umawiam się po lekcjach w bibliotece. Czyli mniej więcej za godzinę, no, góra dwie. Przy szafkach spotykam Lysandra.
Sucrette: (Lysander też szukał czegoś w swojej szafce.)
Ahahaha, no to długo stamtąd nie odejdzie :D
Okazało się, że gra jednak pamięta, że Grzegorz jest nieuleczalnie chory i gdy popisuję się przed fularem Lysandra moim nowym zasobem zasłyszanych plot, jego właściciela dalece zniesmacza moja niedelikatność. Chyba muszę opowiedzieć o tym Rozalii, może wtedy przestanie mi opowiadać takie farmazony, a ja nie będę tego powtarzać i tracić punktów w lovometrach.
Robię coś, co nieczęsto się w tej grze zdarza. Mianowicie idę na lekcje, a tam znudzona chemią Sukreta (niedziwne) Delanay z wytrzeszczem i szczękościskiem (bardzo dziwne). Niestety nie wiem, czy Lysander dotarł na lekcję - przeklikałam narrację Sukrety na korytarzu. Obstawiam, że dalej szuka... nnnno, czegokolwiek zagubionego w odmętach swej pamię... szafki.
Sucrette: („Wybaczcie”? Pani Delanay naprawdę musi być bardzo zdezorientowana, jeżeli jest dla nas taka miła...)
Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale o ile dobrze pamiętam, to jeszcze nie zdarzyło się, aby Delanay była dla kogoś otwarcie niemiła. Szorstka, profesjonalna i ostry belfer - tak, ale nie wyzywała uczniów od debili i nie zaklejała im ust taśmą klejącą. Więc o co cho? No dobra, w sumie wiem o co cho - fabuła sobie zarządziła, że nie lubimy Delanay i nie ma przebacz, ale poza tym wychodzi jeszcze na to, że Suśka myśli bardzo dosłownie i takie złożone pojęcia jak sarkazm umykają jej gdzieś w eter. A właśnie, skoro o odgórnie narzuconej nienawiści mowa - nie widziałam jeszcze Melanii. Nie dostała wstępu do tego odcinka czy co?
Suśka: (Przeszła do prowadzenia lekcji i znowu była okropna jak zwykle.)
Jak zwykle.
Po naradzie wojennej z Arminem, z której wynika głównie wielka chcica, Suśka wyrusza do domu przekonać swoich rodziców, by pozwolili jej pójść na całonocne fakultety w szkole.
Sucrette: (Czuję, że powinnam im powiedzieć o sprawie Iris. Ale coś mnie powstrzymuje...)
Imperatyw narracyjny oraz żelazna wola scenarzystów w kwestii posługiwania się logiką, to cię powstrzymuje. Coś mi się zdaje, że wiem, jaki będzie morał tego odcinka. Poza tym Suśka znowu puszcza tekst, że czuje się winna wtrącania w nieswoje sprawy i znowu nikt w to nie wierzy.
Nikogo nie zaskakuje, że Sukreta decyduje się wymknąć nocą do szkoły - mam nadzieję, że soczysty szlaban, który skończy się tak, że następne trzy odcinki spędzimy w swoim pokoju, wisi w powietrzu - co kończy się przydługą sceną szukania Armina po szkole, co nasuwa mi smutną myśl, że to nieważne, czy ktoś w tej placówce jest, czy go nie ma - i tak nie da się nikogo znaleźć.
Armin: Ty, który masz czelność tu przychodzić...
Dobra, dobra, Armin, ale czemu masz takie wielkie oczy? Tylko nie mów, że po to, by mnie lepiej widzieć - ja tu nie będę w nocy spać przez ten twój raep face.
... No dobra, słuchajcie - idziemy do klubu ogrodników, gdzie prześladowca Iris zostawia jej paczkę, w której to znajdują się roznegliżowane fotki Rudej Roszpunki. Będę z wami szczera - w tym momencie odechciało mi się w to grać. Nie ze względu na to, że poruszyła mnie tematyka i niezwykła dojrzałość tego odcinka, dali Bóg - po prostu jakbym chciała obejrzeć odcinek Szkoły, to włączyłabym TeFałEn. No ale okej, nie takie rzeczy czytałam/oglądałam/grałam w - chyba nie są w stanie zawalić gorszym wątkiem wziętym z kosmosu? Przekonajmy się.
Sucrette: Moja mała Iris, uratuję cię...
O cholera, widzę, że próbują! To już nawet nie jest poziom żenady, tylko poziom creepy, squick i innego fuj!
Sucrette: Mogę wiedzieć, co cię wprawiło w taki dobry humor?
Priya: Nie.
Pewnie usłyszała o mojej wczorajszej gafie z tatą Lysandra. Aha - Sucretta pojechana ostro, +10 do mojego dobrego samopoczucia.
Próbuję znaleźć Iris, co owocuje tym, że wpieprzam się w dialog z Aleksym samotnością udręczon i teraz to już na stówę jestem przekonana, o czym będzie traktowała drama bliźniaków. Niespecjalnie mi się to podoba - Alexy jest postacią jeszcze płytszą niż niejedna Klementyna w tej grze, ale on wychodzi z trochę innej strony. Tak jak o bohaterach takich jak Li nie jesteś w stanie napisać nic poza tym, że są, tak przy opisie Aleksego jestem w stanie wypisać tylko parę pejoratywnych cech i nic ponad to. To jeszcze nie poziom Kastiela, aczkolwiek podobnie mocno cieszę się, gdy tego gorszego bliźniaka nie ma na pulpicie.
Po drodze spotykam Peggy, która oczywiście jest lepiej ogarnięta we wszystkim, co opiera się na zbieraniu informacji od nas - co oznacza, że każdy odcinek zamykałby się w trzech, góra pięciu dialogach, taka jest dobra - i nawet logicznym byłoby się z nią dogadać, aby nam pomogła. No ale nie, Sukreta dalej tkwi w przekonaniu, że nawet po swoim moralnym level upie Peggy reprezentuje wszystkie kręgi dantejskiego piekła, więc o nie, sekret zagrożony, abort the conversation!
Spotykam Klementynę.
Sucrette: (Pomimo tego, że ostatnio nasze relacje się ociepliły, to nadal nie jestem w stanie nazwać Klementyny przyjaciółką.)
No tak, ponieważ z ludźmi jesteś w stanie rozmawiać tylko wtedy, gdy znasz ich od piaskownicy i jesteście po jednej łopatce, w innym razie absolutnie nie próbuj nawiązywać z nimi kontaktu, bo jeszcze śmią wdać się z tobą pogawędkę, a to, jak wszyscy wiemy, może skończyć się - nie daj Boże! - nawiązaniem głębszych stosunków! A wtedy trzeba mówić takim ludziom co się robiło i jakie ma się plany, a nikt tego nie chce, a zwłaszcza nie Sukreta. Czy tworzą już jakieś DLC, w którym można się przyjaźnić z Klementyną? Nawet złamałabym swoją obietnicę, że Beemoov nie zobaczy moich pieniędzy i wysłałabym tego sesemesa, co mi tam.
W końcu spotykam Iris, którą przekonuję do siedzenia razem na geografii. Okazuje się to wspaniałym pomysłem - jako że z radością przyjmuję każdą wzmiankę o zakończeniu tej szopki z ukrywaniem związku (notabene zauważcie, jak nagle nieważny stał się arc, który sztucznie pompowano przez jakieś ostatnie pięć odcinków), to opowiadam Rudej Roszpunce o moich przeprawach w gardle Armina, co owocuje wielką frustracją Faraza na widok tak szybko rozwiązanego wątku fabularnego i wywaleniem tych wątkowo rozbestwionych dziewuch z klasy. Wygodny zwrot akcji jest wygodny! Coś, co byłoby w innych okolicznościach bardzo słodką scenką rodzajową z koleżanką z klasy, których pragnę w tej grze (bo Rozalia może iść się gonić z jeżem, obviously), ściągają na dół ultra przemyślne wewnętrzne monologi Sukrety na temat tego, jak to ona nie manipuluje rozmową. Na szczęście nie jest to tak inwazyjne jak większość wyskoków Suśki, więc po uroczym randewu z Iris wyruszam na poszukiwania Armina, który ciągle sobie grabi poprzez nawiązywanie stosunków z innymi osobniczkami płci pięknej. Z drugiej strony nie mam o co się czepiać - sama chciałabym spędzić cudne sam na sam z Priyą, więc zwyczajnie zazdroszczę.
Wracam do biblioteki, a tam Armin i zwroty akcji.
Sucrette: (Niczego się nie spodziewałam po tym, jak unikał mnie cały dzień, ale on objął mnie ramieniem i przysunął do siebie.)
A także (nie)oczekiwane fochy z przytupem, bo jakże to tak, że facet śmie mieć coś innego do roboty, niż uganiać się za swoją lasią. Doprawdy, nie najlepiej mi się pisze tutaj moje społeczne wywody na temat związków itede, ale po tym dialogu mam ochotę powtórzyć mój esej o dziewczynach, które z chwilą zdobycia chłopaka/narzeczonego czynią z niego cały swój świat.
Baj de łej - dla hecy wyłączyłam wszystkie dźwięki poza muzyką i ło matko, mam taki kisiel w mózgu przez te zapętlone trzydziestosekundowe bity, z których tylko dwa pasują do obecnej sytuacji. Armin i Su prężą tutaj swoje szare komórki, by namierzyć randkowy profil Iris, a tu rozbrzmiewa motyw pogoni z kreskówki Hannah Barbera. Adekwatne w cholerę.
Sucrette: (Co...? Mam ochotę mu powiedzieć, że to jego wina, że się nie widzieliśmy. Ale ma taką słodką minkę, nie chcę być niemiła.)
W ostatnim odcinku Pięćdziesięciu Twarzy Armina! Sucrette Steele nie podjęła spornego tematu, ponieważ po raz kolejny jej uwagę odwróciły głębokie oczy Armina i krzywizna jego ust! Och, jest taki przystojny!
Armin: I tak, wiem, o jaką apkę chodzi. Beelove.
Poczekajcie, jest tego więcej!
Armin: Jest na topie, wszyscy o tym mówią. Pobiła rekord rejestracji w pierwszym tygodniu.
Sucrette: Sorry, ale w ogóle nie interesuję się takimi rzeczami.
Za mój prawy jajnik robi Rozalia, a za lewy - Alexy. Żaden nie zasugerował rejestracji na Sympatii.
Sucrette: Jak to możliwe, że interesujesz się portalami randkowymi?
OHOHOHOHOHOHO.
Armin: TO NIE TO CO MYŚLISZ KOCHANIE
To się naprawdę wydarzyło w Słodkim Flircie, nie ściemniam.
Armin ściąga aplikację i po samym rzucie oka na nagłówek Suśka stwierdza, że portale randkowe są dla słabych. Prawdziwe kobiety przez 27 odcinków wahają się, co mogą znaczyć te powłóczyste spojrzenia i sugestywne komentarze na temat królików zasypiających w dekolcie wypowiadanych przez najnudniejszych (jedynych?) chłopców w liceum.
Armin pyta swoją flamę o to, jaki powinni wybrać nick.
Sucrette: Ech. (Robi się niezręcznie...)
Niezręcznie to się zrobi jak zaproponujesz coś pokroju MokraSzesnatka69 albo inne równie pomysłowe pseudo. W ogóle mam trochę lol z Sukrety, która na badanie migdałków na ulicy pełnej ludzi praktycznie reaguje okrzykiem „hej, hurra!” i publiczne myzianki w klasie doprowadzają ją do ekstazy, a kryguje się na myśl o wyborze pieprznego (no dobra, znając kreatywność Suśki, to pewnie zara dosoli mocno) loginu na Sympatii.
Armin: Będziemy dziewczyną... Nazwiemy się Zelda Peach.
O dziwo Sukreta nie pyta, czemu jako laski nazywamy się imieniem zielonego skrzata z tej gry z wielkim brzydkim księżycem, więc chyba w obecnym odcinku scenarzystom w kole fortuny charakteryzacji mojej Sukrety wyszło, że tym razem jestem legitną gejmer-gurl. Och, na pewno za dwie sceny się to zmieni.
Armin: W najlepszym razie go zaintrygujemy, w najgorszym nie zaczai aluzji.
Ale jakiej aluzji? W sensie co innego może znaczyć Zelda Peach w nicku poza tym, że ktoś jest fanboyem Nintendo? Zresztą Peach... Ooooooh, now I get it.
Po tym jak Armin i Suśka odkrywają, iż oboje nie lubią miernych portali randkowych - czyli łączy ich uczucie lśniące blaskiem tysiąca słońc i należy poważnie zastanowić się nad rezerwowaniem kaplicy na najbliższy termin - dokonują przeszukania pierdyliarda kont, by w końcu trafić na profil Iris. Na szczęście w tej szkole lekcje to tylko przerwy między pauzami, nie daj Boże jeszcze jakaś chemia albo historia weszłaby w drogę naszym hakierom. Okazuje się, że Iryska rozmawiała z jakimś facetem, który z kolei rozmawiał jeszcze z inną panną ze Słodkiego Amorisa o wdzięcznym przezwisku Sweet Queen i już wszyscy poznali fabułę reszty odcinka. Armin i Sukra robią na siebie wielkie oczy w niedowierzaniu, że będzie to aż tak proste i ciągle w szoku ruszają do domów.
Suśka się budzi i po moim burknięciu pod nosem, że jeszcze nie mogę się przebrać w ciuchy odcinkowe, rusza do szkoły. Zanim znajdę moją flamę, spotkam Kentina, któremu robię nadzieję, Rozalię, która od święta mówi do rzeczy oraz Kim i Violę obgadujące Amber.
Sucrette: Jak to??? (Trudno mi ukryć entuzjazm...)
Czyli wszystko w normie.
Viola mówi Suśce, że Armin i Priya spotkali się z Amber po lekcjach na boisku. Jestem pod wrażeniem - dopiero co przyszłam do szkoły, a ludzie już się umawiają na wpierdziel. Pod większym wrażeniem z kolei jestem za sprawą tego, że Sukreta po skojarzeniu faktów, że wicie-rozumicie, Armin, Priya, unikanie Suśki, gwarzenie sobie po kątach, nie dochodzi do Jedynego Słusznego Wniosku, iż olaboga, Armin ją zdradza! Dzięki Bogu, że Priya rozwiała wszelkie wątpliwości co do swojej orientacji, chociaż myślę, że już na amen zarezerwowałaby sobie zaszczytne pierwsze miejsce w Przeglądzie Koleżanek, Co Suśce Nie Wadzą, gdyby ograniczyła się do lesbijstwa, a nie wyhamowała przy biseksualizmie. Z drugiej strony co chwila zapominam, że to nie odcinek dla dziewczyn, których WS-em jest ktoś inny niż najgorszy haker we wsi, więc tym razem dialog siłą rzeczy nie może wejść na zwyczajowe tory myślenia Sukrety.
Sucrette: Muszę to zobaczyć!
Oczywiście, że tak.
Sucrette: AUĆ
O, komuś zjadło wykrzyknik! Żyję dla takich potknięć.
Sucrette: (Zaczynam mieć tego dosyć! Ciągle ktoś na mnie wpada!)
A potem wszyscy schowali się na 500 PA i Sukreta pożałowała swego zuchwałego wybuchu.
Okazuje się, że zderzyłam się z buforami Amber, więc automatycznie czyni to odcinek najzacniejszym w ostatnich trzech miesiącach. Tym razem Najlepszy Redraw Szkoły nie ma dla mnie serdecznego uśmiechu ani gorącego uścisku ręki, więc w celu zaspokojenia ciekawości Sukrety (czuję, że w tej chwili goreje już niczym ten krzak biblijny) kontynuuję moją wyprawę na dziedziniec, a tam Priya meandry fabuły tłumacząca.
Ech. Jakby wam to powiedzieć. Okej, może nie będę się wysilać i ujmę to po swojskiemu - co za głupi wątek. Popełniłam pewien błąd przy pisaniu tego streszczenia - mianowicie przeczytałam praktycznie wszystkie posty w tym wątku i już wiem, co się stanie, przez co obecne wypocinki są takie słabe, bo nie piszę tego na żywca. Ale dlaczego o tym wspominam - wspominam o tym dlatego, iż przeczytałam wzburzone posty na temat tego, jaka to z Priyi wredna zołza i wszystkie zrywają z tym wrednym Arminem, bo jak on mógł! Spodziewałam się więc ostrej zadymy, wszak Beemoov zdążył nas już dobrze przeszkolić w zakresie swych „mocnych” fabułek. Ale nie, ta fabułka nie jest „mocna” (w sensie, że chyba ich powaliło w tym Beemoovie) - jest słaba i nielogiczna (i tu tak, już w sensie, że chyba ich powaliło w tym Beemoovie). Nawet przez pół sekundy nie chce mi się wierzyć, że a) Amber wpuściła kogokolwiek do domu, kto nie jest jej psiapsiółą, ewentualnie nie chce jej wylizać stóp, byle tylko dowiedzieć się, że biją jej brata; b) matka Amber wpuściłaby do domu jakiegoś jej kolegę po akcji z Sucrette, znając jej charakter (matki, nie Sucrette); c) akurat ARMINOWI, z którym Amber ma na pieńku od tej feralnej lekcji chemii, której ja nie pamiętam, udało się wejść nie tylko na jej posesję, ale też DO POKOJU. Bo z tego co zrozumiałam, Nataniel wspomniał im tylko o samym istnieniu listów (a nawet jeśli pomógł bardziej, to Amber też ma go na cenzurowanym od wiadomych wydarzeń) - zauważcie zresztą, jak bardzo pozbawiona szczegółów jest opowieść Priyi. Amber jest puściutka jak słoik po dżemie, ale jedną z jej cech charakteru, którą gra dość dobrze oddaje jest to, że dziewczyna twardo broni dostępu do tej części siebie, której najbardziej się wstydzi. I ona podejrzewa WSZYSTKICH o jakieś dzikie akcje, ale nie, Armin tak po prostu sobie tam wparował pod takim głupim pretekstem i zajumał odmowne listy z agencji modelingowych? Amber go zostawiła na tyle czasu SAMEGO? We WŁASNYM POKOJU? Bo nie sądzę, by były gdzieś na wierzchu. Nawet Priya mówi, że nie była pewna jego zamiarów i non stop miała go na celowniku. To przepraszam, on ją chloroformem potraktował czy od razu uskutecznił obuch przez głowę? Nawet gdyby zgodziła mu się dać te notatki, to zrobiłaby to w bramie-- ARRRRGH, co za nietrzymający się kupy filler! Za dużo dziewczyn płakało na francuskim forum po akcji stołówkowej i musieli to dokoptować? Sorry, nie wierzę, żeby status quo się zmieniło, o czym pisałam przy okazji dwóch odcinków wstecz - Beemoov nie wie, co zrobić z Amber, a Sukreta jak była żałosna, tak jest i żadna liczba dialogów o jej nabytej niezależności tego nie zmieni. Ponadto to całe nindżowanie Armina jest tak przesadzone, że rany boskie. W następnym odcinku pewnie się okaże, że włamał się do Pentagonu, ale nie przez sieć, tylko osobiście. Pamiętacie moment, gdy Nina nie chciała wyjść z pokoju Lysandra, ale w pewnym momencie Imperatyw Narracyjny kopnął ją w tyłek i wyszła od razu? No to tutaj macie to samo. Zachowanie Amber nie ma najmniejszego sensu; gdyby ta scena była choć trochę logiczna, to Priya powiedziałaby, że blondyna wyśmiała ich przez okno swego piętrowego domu, a oni poszli z nosami spuszczonymi na kwintę do salonu z automatami kombinować, jakby ją tu wywabić z mieszkania i włamać się przez balkon. No ale nie, przyjaciele ratują swoją zahukaną psiapsiółę od typowej szkolnej nagonki, patrzcie, drogie graczki, z takimi to tylko konie kraść, a jak zrobisz im wbrew, to włamią ci się do domu, ukradną kota i wystawią na aukcji na Allegro. Co za wspaniali ludzie! Oczywiście chyba nie muszę wspominać, jak bardzo ta gra ostatnio hołduje moralności Kalego. Amber kradnie i ogólnie jest zołzą dla każdego poza swoim posse - okropna dziewucha, postawcie ją pod pręgierzem, oblejcie kubłem hejtu, niech jej się od niego włosy skleją w strąki. Sukreta wszystkich śledzi, kradnie, a jej przyjaciele odstawiają takie ekscesy - panie i panowie, oto nasi bohaterowie pozytywni, wzory do naśladowania, jak dorosnę, chcę być taka wylewna jak Kastiel. Poza tym wkurza mnie jeszcze beznadziejne poprowadzenie wątku Nataniela i Amber - przez dwadzieścia odcinków Nataniel wynosi siostrę na piedestał, z kolei po swojej dramie najchętniej utopiłby ją w łyżce wody. Przepraszam, jak to o nim świadczy? Aż głupio mieć go na WS-a, bo nie daj Boże dadzą opcję zerwania z facetem i przewodniczący zacznie się mścić aż miło. Wątek wprowadzony na zasadzie „nie myśl nad tym za bardzo i chłoń chwilę”, wystarczy minuta, by dotarło, jak durne i naprędce sklecone to wszystko jest. Nie jestem nawet w stanie złościć się, że Priya i Armin pojechali po bandzie (wykradnięcie prywatnej korespondencji za wysmarowanie twarzy sosem pomidorowym; gdzie przyjmują te zgłoszenia na zawody strzelania do muchy z armaty?), bo akurat w przypadku Priyi jest to zgodne z jej charakterem (wyskok z nożyczkami też był podobnie hardkorowy i zbędny), ale wątek to typowy bezsensowny zapychacz, czyli Beemoov znowu w formie. Najwyraźniej chcieli dla odmiany obdzielić jadem inne postacie niż Suśka - udało się po mistrzowsku.
A.To dlatego tak często siedzieliście razem na lekcjach?
B.Ale... Zrobiliście to dla mnie?
C.Naprawdę myślisz, że dzięki temu da mi spokój na dobre?
Pierwsza odpowiedź to pewnie kolejna scena zazdrości, więc nawet nie biorę jej pod uwagę. I lepiej żeby B i C choć w jakimś stopniu wyśmiały bullshit, jakim jest ten idiotyczny wątek.
Priya: Nie mogę ci tego obiecać, ale jeśli to nie zadziała, to znaczy, że Amber postawiła krzyżyk na swoim wizerunku i godności.
Sucrette: To nie byłaby ta sama Amber.
Przykro mi to mówić, dziewczęta, ale Amber postawiła krzyżyk na swojej godności oraz przede wszystkim charakterze w momencie, gdy Imperatyw Narracyjny nakazał jej wpuścić Armina do swego pokoju.
Sucrette: Naprawdę się do tego przyłożyliście.
Priya: Och, daj spokój. W pewnym momencie usłyszałam w głowie głos mówiący „scenariusz nakazuje ci to i tamto”. Tak naprawdę machnęłam ręką - jeśli za długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w ciebie i te sprawy - ale głosy uparły się, że właśnie to się wydarzyło, a ja czuję, że ostatecznie muszę im wierzyć. Armin powie ci to samo.
Sucrette: o.O
Sucrette: (To za bardzo przypomina historię Iris. Na razie trudno cieszyć mi się z ich zwycięstwa.)
Oooooch, ale gdyby Iris nie miała problemu z szantażystą, to wszystko byłoby cacy! Ja pierdzielę, co za hipokryzja.
Mam dość tej grandy, więc idę szukać mojego jaskiniowca i lepiej, żeby nie wycierał sobie twarzy tym, jak zręcznie potrafi zaklinać scenariusz.
Sucrette: W końcu.
Wreszcie. NARESZCIE. Frostmourne hungers.
Sucrette: (Czy mi się wydaje, czy się dąsa?)
Ojej, może nie udało mu się ugrać większych cycków dla swojej dziewoi u scenarzystek.
Armin: Tak! A więc? Jesteś z nas dumna?
Sucrette: Jestem pewna, że daliście z siebie wszystko, ale ta historia ze zdjęciami trochę mi przeszkadza. Czuję, że nie jesteśmy lepsi od szantażysty Iris.
NO DAJESZ GRO, jak mi na to odpowiesz?
Armin: Nie możesz tak mówić. Nigdy nie posłużymy się tymi dokumentami.
Doprawdy, Armin? Bo jakoś w to nie wierzę, skoro przeszło wam w ogóle przez myśl, żeby coś takiego zrobić. Mściwe, ale wciąż dopuszczalne byłoby, no nie wiem, zamalowanie szafki Amber albo powtórzenie akcji w stołówce, tylko z nią w roli głównej. Gównażerskie i złośliwe, ale mieszczące się w granicach. No ale nie, lepiej kogoś zastraszyć poprzez groźbę wyłożenia na światło dzienne brudów z życia prywatnego. Gratulacje, Armin - idealnie nadajesz się na chłopaka Sukrety. Trafiło się ślepej kurze ziarno.
Uwaga, uwaga, na tym kończy się przekonywanie Armina do jego racji. Dwa zdania, przytaknięcie Suśki i nie ma tematu, wracamy do wątku Iris. Wow, gro. WOW. Sama zdajesz sobie sprawę, że NIE MA na zaistniałą sytuację dobrych argumentów? Fair enough. No dobra, ale limit durnoty jeszcze nie został pobity - Armin mówi, że włamał się na konto chłopaka Iris.
Sucrette: Ale to musiały być ich intymne rozmowy!
NO A JAK TY CIEMNA MASO MIAŁ SIĘ DOWIEDZIEĆ JAKIE MIELI STOSUNKI. BOŻE, że też da się pisać takie osłabiające postacie.
Dialog kończy się, nim Suśka zdąża się jeszcze bardziej pogrążyć, zatem wyruszamy szukać Amber, aby przekręcić nóż w jej ra... znaczy, zbadać jej alibi względem szantażu Iris.
Amber (spłakany sprite): Znowu mi coś zrobią, jeśli nie przestaniesz!
Sucrette: Nie zrobią. Obiecuję.
No to jest już po prostu niesmaczne.
Amber zawodzi, że Priya nie ma skrupułów i gdyby scenariusz włożył w usta Sucrette trochę dobitniejsze słowa* odnośnie jej niezadowolenia z aktualnej sytuacji, to nawet przyklasnęłabym twórcom, że udało im się dorobić Priyi bardzo poważną wadę i nie jest już taka kryształowa. Niestety bezpardonowość okręgowej besuto gaaruu jest traktowana tu jednowymiarowo, tak więc wracamy do punktu wyjścia, czyli ha, ha, ha, Priya nie umie rysować, WCALE nie jest taka idealna.
* I nie mówcie mi, proszę, że „może inne graczki akurat zgadzają się, że Amber powinna dostać za swoje i dobrze jej tak”. Nie mam z tym najmniejszego problemu. Problem mam z tym, jak wraży Słodki Flirt bez gadania wciąga mnie w animozje z Melanią, Klementyną, Laeti, ba! prawie z każdą postacią kobiecą, której Suśka z marszu nie kategoryzuje jako niezagrażającą jej w bitwie o harem, a więc wolną od bycia obiektem jadowitych komentarzy w monologach miłościwie nam tu panującej (na razie). Tak więc sorry, póki nie dostanę otwartej opcji dialogowej, że „słuchajcie, ale źle zrobiliście. Miło, że mi pomogliście, ale ja o taką pomoc nie prosiłam i nie życzę sobie podobnej w przyszłości”, to znaczy, że według logiki Słodkiego Flirtu to jest dobre i nie mam nic do gadania.
Sucrette: (Mam nieprzyjemne wrażenie, że zamieniłyśmy się rolami... Czuję się tak niezręcznie, jak i ona.)
No, Sucrette, tylko jednego od ciebie oczekuję. Nie spieprz tego teraz.
Amber: To o wiele bardziej skomplikowane, ale nie oczekuję, że taka idiotka jak ty to zrozumie.
Amber byłaby dobra w pisaniu streszczeń do Słodkiego Flirtu.
No więc Sucrette nie korzysta z okazji, by powiedzieć Amber, że jej funfle trochę przesadzili, więc dalej tkwię w przeświadczeniu, że według gry takie mocne zagrania są jak najbardziej okej; och, gdyby tylko Iris akurat nie przechodziła przez to samo, wtedy wszyscy moglibyśmy beztrosko polać bruderszaftem i rozpamiętywać, jak to dobrze pocisnęliśmy Amber! But alas! :( Za to otrzymujemy taką perełkę:
Amber: Wyobraź sobie, że mam duży wybór i szybko się nudzę. Nie lecę na pierwszego lepszego głupka, który się do mnie przyczepi. Jestem wymagająca.
Sucrette: Wolałabym być głucha, zamiast tego słuchać.
Hipokryzjo, imię twoje Sucrette. Abstrahując od tego, że Amber streściła właśnie całą mechanikę Słodkiego Flirtu, to nie widzę tu żadnej rewelacji, która warunkowałby odruchy wymiotne u Sukrety. Zapomniał wół, jak cielęciem był, co? W takim razie proszę bardzo - route z Kenem. Od pierwszego odcinka. Wiem, Słodki Flircie, mogło ci się zapomnieć przy tym huraganie megarozwiniętych wątków.
Amber: Nie potrzebuję tego. To dla cieniasów.
Trzeba być mocnym, a nie miętkim!
Amber: Powiesz mi wreszcie, czemu służy to przesłuchanie?
Sucrette: Cicho, muszę się zastanowić.
W tym momencie zrobiłam taką samą minę co zdziwiony sprite Amber. Również obawiam się, co może wyniknąć z tego, że Sukreta zaczęła myśleć.
Sucrette: (Mimo wszystko muszę przyznać, że czerpię pewną satysfakcję, widząc Amber w takim stanie...)
Ach, moralny wydźwięk tego wątku potwierdzony. You got one job, Słodki Flircie. One job.
Sucrette: (Poszłam na lekcje w beznadziejnym humorze.)
Tu wstaw żart na temat tego, że w Amorisie nie ma żadnych lekcji. I ojej, królowo, sumienie tak szybko zaczęło gryźć? Nawet scena dobrze nie minęła!
Sucrette: (Moje śledztwo znowu stanęło w miejscu.)
Powiedziałabym, że tak naprawdę nigdy nie ruszyło.
Sukreta wyrusza do domu z nosem spuszczonym na kwintę - myślała, że zabawa w policjantów i złodziei efektywniej odwróci uwagę od jej totalnie nudnego życia - aż tu nagle Armin wieści przynoszący.
Armin: Ta dziewczyna chce pińscet dolarów.
*Ze zgrozą spogląda na swoje słodkoflirtowe dolary* O nie, tego mi nie zrobicie!
Armin: Albo za często grała w GTA...
Albo przegrała zakład na przeżycie jednego dnia bez rzucania tendencyjnymi komentarzami, aby tylko nikt nie zapomniał, jaki reprezentuje archetyp.
Armin: W każdym razie Iris ma wręczyć łapówę dziś wieczorem. Co robimy?
Sucrette: Dziś wieczorem!?
Chlip.
Sucrette: (Złapałam się za głowę i zamknęłam oczy, żeby się skupić.)
Armin: Sucrette złapała się za głowę i zamknęła oczy, żeby...
Sucrette: Zamknij się, głąbie, przecież ja nie mam sprite’a poza profilowym.
Armin: A, racja. Sorry.
Sucrette: (To już naprawdę posunęło się za daleko... Zastraszanie Iris jej już nie wystarcza, teraz chce jeszcze pieniędzy!)
E, powiedziałabym, że granica została przekroczona w momencie wprowadzenia to wątku rozebranych fotek, ale Amorisowo już nie raz udowodniło, że istnieje w jakiejś zakrzywionej czasoprzestrzeni, w której wierzą jeszcze w kodeks Hammurabiego.
Armin: Tylko nie myśl o tym, żeby dzwonić na policję. Jedyne dowody, które mamy, tylko by mnie pogrążyły.
FOOOOOORESHADOWING. I lol, ciołki, gdybyście od razu zachowali się jak odpowiedzialni... A przepraszam. Przez chwilę zapomniałam, w co gram.
Pół odcinka minęło i dopiero teraz podjęliśmy właściwą decyzję - idziemy powiedzieć Iris, że wiemy o jej problemach.
Sucrette: (Znam już tę ścieżkę na pamięć.).
Trudno nie pamiętać, że do domu Iris prowadzi teleport przez czarną planszę.Na miejscu witają nas otwarte drzwi oraz grobowa cisza, do wtóru z kończącymi się PA.
W domu Iris cisza jak makiem zasiał - po jakichś piętnastu PA znajduję zapłakaną Rudą Roszpunkę w ogrodzie. Armin i Sucrette przekonują dziewczynę, że teraz nie ma się czego obawiać, bo nie ma takich trzech jak ich dwoje, na co Iris ponownie zalewa się łzami. Za chwilę jednak uświadamia sobie, że nie ma co dyskutować z fabułą i niechętnie przystaje na „pomoc”. Nasze wesołe party podejmuje decyzję, że zaczai się na szantażystę w parku. Po kilku mniejszych i większych pokazach supremacji czarnego charakteru względem naszych bohaterów, Suśka zostaje sama ze swoimi myślami. Lepiej zapiąć pasy.
Sucrette: (Trochę się boję, że o tej godzinie mogę wpaść na nieproszone towarzystwo.)
Podzielam obawy. Kastiela chyba dotąd nie było w tym odcinku? Jeszcze nic straconego.
Sucrette: (Czas wykazać się odwagą.)
Wymienię wam wszystkie moje myśli, które przeszły mi przez głowę, gdy to przeczytałam:
1. Iris przepraszająca za to, że się pomyliła, podczas gdy Sucrette z rozerwaną klatką piersiową urywanym głosem mówi, że nic się nie stało, każdy by powiedział, że ten głęboki tenor należy do zwiewnej niewiasty;
2. Pffff, no właśnie, co ona też mogłaby ci zrobić? Trzeba było powiedzieć to biednej, zastraszonej Iris, co ona tak histeryzuje, że ktoś przeraża ją tak bardzo, że Ruda Roszpunka daje jej efektywnie niszczyć sobie życie;
3. Mam nadzieję, że odcinek kończy się malowniczą sceną zetknięcia się jednego końca stalowej rurki z głową Suśki. Niekoniecznie muszę mieć do tego ilustrację, ale z drugiej strony pics or it didn’t happen.
Sucrette: (Próbuję dodać sobie otuchy, ale trzęsę się jak galareta.)
A to przepraszam.
Sukreta odchodzi na pewną odległość od parku, by uspokoić szantażystę, który ma to, co wydaje się Suśce, że posiada - mianowicie kontrolę nad sytuacją. Po paru rundkach po Amorisowie niecny nicpoń ucieka, pozostawiając po sobie pamiątkę w postaci kolczyka. Sukreta i Iris dokonują przeglądu zguby i z przerażonymi minami zastanawiają się, jak powiedzieć mi prawdę. Uderzam w pierwszy etap radzenia sobie z rozpaczą - wyparcie, lecz w głębi serca wiem, że po następnej scenie już nic nie będzie takie samo.
Sucrette: A potem stwierdziłyśmy, że jesteśmy zmęczone i idziemy do domu.
... Chwila, co?
Po tej absurdalnej zmianie nastroju z kosmosu wracam do domu i jestem zmuszona do cofnięcia moich słów, ponieważ emocje to się dopiero zaczną.
Kobieta-Kot: Gdzie byłaś?
Moja zmutowana matka ma minę, jakby ktoś podłożył jej pod nos coś nieświeżego - aż się boję, co zaprezentuje w następnych odcinkach, lasery z oczu? Wysuwane szpony? Czym charakteryzują się kobiety-koty? - i już zacieram dłonie na myśl o nowym wątku fabularnym, który w całości będzie rozgrywał się na drodze pokój-szkoła.
Sucrette: Proszę, tylko nie mów tacie.
Kobieta-Kot: Jestem w stanie sama ogarnąć tę sytuację.
E, miła pani, w tej chwili powinnaś myśleć nad wbijaniem punktów rodzicielstwa, nie feminizmu. Come on.
Sucrette: (Przed oczami wirowała mi jedna twarz. Twarz osoby, która zatruła życie Iris.)
Sucrette: (Twarz Charlotte.)
Jestem jednocześnie zniesmaczona i zadowolona, że rozmowa z matką nie kończy się szlabanem, ale za to umoralniającą gadką. Na drugi dzień Armin próbuje jakoś podnieść mnie na duchu.
Armin: Mam nadzieję, że skopałaś tyłek tej żmii ;)
To gdzie się zmienia WS-a?
Na znak ogromnego zdruzgotania zaszłą sytuacją ubieram się w najmroczniejsze i najsmutniejsze ciuchy, jakie jestem w stanie wykopać z dna szafy (mam nadzieję, że w uniwersum Słodkiego Flirtu „wtra” oznacza „weltschmerz wynikły z obcowania z rozczarowującymi wątkami”). W szkole spotykam się z Iris, która... nnno, nie wykazuje się pomyślunkiem.
Iris: Mam zostawić jej 700$ w szafce. Dałam jej mój kod... (...)
Ummm, no okej, może Iris tak się udzieliło szerlokowanie, że próbowała własnych sił w zastawianiu pułapki na szantażystkę, ale biorąc pod uwagę średnią IQ postaci w tej grze, to jakoś trudno mi w to uwierzyć
Sucrette: O matko...
To w sumie dobrze odzwierciedla moje uczucia względem pomysłów Iris.
Sucrette popisuje się wiedzą wyniesioną z ostatniego sezonu Kryminalnych Zagadek Miami i już-już mam być zaskoczona jej samodzielnością, gdy nagle...
Sucrette: (Ale nie zrobię tego sama. Idę znaleźć mojego chłopaka.)
Słyszycie to? To świst niesamowitego pędu, z jakim spada liczba punktów feminizmu, które Suśka zainwestowała w swoje jestestwo.
Armin: Nie wiedziałem, że każdego dnia możesz być coraz bardziej sexy...
Sexy to bym była, gdybym wybrała strój rusałki, która zapomniała się ubrać. A tak to wyglądam jak kloszard. Chyba naprawdę muszę zmienić WS-a, bo jak mam być z kimś, kto nie zauważa, że właśnie tonę w głębinach rozpaczy? Doprawdy.
Armin: To przez Alexy’ego (...)
Baj de łej - Armin nie uczestniczył w naszej nocnej eskapadzie ponieważ zatrzymał go męczący Alexy. Do tej pory żartowałam z tym zmienianiem WS-a (no bo co to za wybór, jak nie ma wyboru), jednak zastanawia mnie, czy chcę się pakować w wirtualny związek, w którym mam przedsmak posiadania dziecka/teściowej przed zaangażowaniem się.
Sucrette: Będziemy musieli być bardzo przekonujący, jeśli chcemy, aby zakończyła ten cyrk.
Najlepiej zawezwać Kastiela i spytać, czy nadal go ręka świerzbi od 31 odcinka, bo mamy dla niego propozycję nie do odrzucenia, tylko że z innym celem. Wyższym, łatwiej trafić.
Sucrette: (...) Jeśli nawet tobie nie udało się nic udowodnić...
Czyli ninja skillsy Armina to już kanon? Urgh.
W każdym razie najwyższy czas kończyć tę farsę (i ten odcinek), tak więc umawiamy się z Charlotte po lekcjach na boisku. ... Znaczy, w czasie lekcji na korytarzu. Ponieważ zdobywanie wiedzy jeszcze nikomu nigdy tutaj nie przeszkodziło w wyrównaniu rachunków oraz egzekwowaniu wydumanych racji u nieznającego swojego miejsca chłopaka. Powiedziałabym nawet, że musi ustąpić w obliczu tak pasjonujących zawirowań losu.
Charlotte: T-to nie moja wina! To ta szmata...
Charlotte: ... Myślała, że może mi odbić chłopaka.
Cześć, Ciaro, słyszeliśmy, że lubisz Charlotte. Byłoby słabo, gdyby okazało się, że po 34 odcinkach jedynym wątkiem, jaki jesteśmy w stanie jej zaoferować, to zazdrość w internetach, która nijak nie łączy się z jej charakterem, co prawda zarysowanym dotąd bardzo lekko, ale na tyle, by wiedzieć, że Charlotte nie posunęłaby się do takich rzeczy. Co tam mruczysz pod nosem? Brzmiało trochę jak „potencjał” oraz „zmarnowany”, ale nie dosłyszeliśmy.
Charlotte: Tim chodził ze mną. ZE MNĄ! I do tego zrobił jej zdjęcia!
A, to o to poszło. Iris ma po prostu większe niż Charlotte. ... Przepraszam, muszę jakoś odreagować po koncertowym zniszczeniu mi marzeń.
Sucrette: (...) A nawet, gdyby wiedziała, to nie daje ci prawa do prześladowania jej.
Ale utopienie komuś twarzy w spaghetti już tak, więc uważnie wypatruj nogi Iris na stołówce, a wszystko będzie ci wybaczone. I rany, nawet przecinki oszalały na widok tej pochłaniającej konfrontacji.
Armin: Wiedziałaś, że od jakiegoś czasu pasjonuję się hakowaniem kont? I nie chcę się chwalić, ale jestem naprawdę zdolny...
Trzeba jeszcze jej było powiedzieć, że w imię nędznego rewanżu zakosiłeś jej przyjaciółce prywatną korespondencję, a w wieku czterech lat ukradłeś cukierka w Kauflandzie! Przysięgam, ta gra sama mnie prowokuje!
Charlotte: Kłamcy! Oboje kłamiecie!
Sucrette: Rób jak chcesz! Wkrótce się przekonasz!
Wszystko uszłoby mi na sucho, gdyby nie te wścibskie dzieciaki!
I mówcie co chcecie, smug smile Charlotty jest boski, nawet przy jej krzywym profilu. Tym bardziej, że...
Charlotte: Myślicie, że nie zauważyłam waszych potajemnych schadzek na korytarzu? (...)
I gry wstępnej na historii!? Lol, jestem pewna, że Charla tu blefuje, bo trzeba by być ślepym, żeby tego nie zauważyć, ale biorąc pod uwagę, że Sucrette dalej uważa się za mistrzynię cichociemności, to blef pierwsza klasa. Może nie zniszczyli jej jeszcze tak do końca.
Charlotte: (...) I z tego co zrozumiałam, koniecznie chcecie zachować ten związek dla siebie?
Damy nie rozpoczynają głupich wątków, ale mogą je skończyć.
Charlotte: A więc albo zostawicie mnie w spokoju, albo naskarżę na was Farazowi! Znaczy: powiem o was Peggy!
Nnnoo, nie o to mi chodziło. ... I teraz zaczęło mnie bawić, że Faraz jako pierwszy odkrył nasz związek (poza Priyą, ale ona jest awatarem scenarzystów, to się nie liczy). Co naturalnie prowadzi do headcanonu, że Faraz dowiaduje się wszystkiego na samym początku, bo los zawsze go pcha w centrum wydarzeń, ale jest zbyt roztrzepany, by dodać dwa do dwóch i zresztą co go to. To jest bohater pozytywny, który może zostać moim autorytetem! Faraz route where.
Sucrette: (Pewna swej decyzji złapałam go za rękę i rzuciłam Charlotte wyzywające spojrzenie.)
NO NARESZCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Szkoła trudnych decyzji Słodkiego Flirtu: jeśli nie możesz zdecydować się, czy ujawnić swój związek z facetem, który wszyscy mają gdzieś - poczekaj, aż do opinii publicznej wyciekną nagie fotki koleżanki. Jeśli masz szlaban za nocne schadzki z facetem - wepchnij swojego kolegę z klasy pod samochód, twoim rodzicom od razu zmiękną serca!
Sucrette: (Na naszych oczach wpadła w histerię. Wygraliśmy.)
Kolejna do kolekcji, co, Sucrette?
Słuchajcie, sprawy mają się tak - Charlotte szantażuje Iris od Bóg wie jak długiego czasu (Sucrette zaczęła interesować się Iris dopiero na domówce, gdy komunikaty skajpowskie podrażniły jej czułe uszy), być może były tam już po drodze jakieś wymuszenia poza gorszymi ocenami, dziewczyna dysponuje prywatnymi zdjęciami Rudej Roszpunki i ogólnie ją zastraszała - nope, przeproś koleżankę i posyp głowę popiołem, jak czujesz się bardzo źle, to wyrusz na kolanach do Częstochowy, ale to opcjonalnie, w każdym razie zapomnimy o sprawie. Daleka jestem od nazywania tego odcinka tak złym jak drama Lysandra, ale te dwa wątki podobnie nie ciągną za sobą ŻADNYCH konsekwencji. No bo wiemy, jak to się skończy - Charlotte będzie nas nie lubiła bardziej niż zwykle (a może nawet uderzy w histeryczne wstawki jak Amber, w końcu scenarzyści odnaleźli swój kink), Iris nam podziękuje (i może też będzie się przed nami płaszczyć, to już kink Sucretty), dla zasady nie wierzę w żaden character development dla Suśki, koniec wątku, nara. No ale był chleb, były igrzyska, czego chcieć więcej! Sensu? Oj tam, oj tam, sens jest dla słabych. Z drugiej strony Charlotte nie może dosięgnąć kosmiczna retrybucja, ponieważ Priya i Armin w tym odcinku zrobili praktycznie to samo, tak więc nie można ukarać Szarli, no bo nie daj Boże jeszcze ktoś zapyta, dlaczego nasi dziarscy pozytywni nie dostali bury poza niemrawymi protestami Sukrety za podobny występek. Po prostu nie chcę wierzyć, że ktoś jeszcze mógłby wykazywać ten sam sposób myślenia oparty na podwójnych standardach co Beemoov i stwierdzić, że dobrze tak tej zołzie Charlotcie, nasi górą! Listy, jakie listy? Przecież Amber się należało! Urgh, Słodki Flirt. Pleasure tak guilty, że aż displeasure.
Armin: W każdym razie gratulacje! (...) W dużej mierze to dzięki tobie Charlotte skapitulowała!
Armin ma chyba nadzieję na jakieś profity z tego przedsięwzięcia, bo nie wierzę, że ma pamięć złotej rybki - to domena Aleksego.
Sucrette: Ech... Chyba nawet nie jestem zaskoczona...
Suśka wysłuchała tylu komplementów w tym odcinku, że już ją znudziły. Teraz to już wyłącznie daniny z minimum trzech kóz, aby podziękować za jej wspaniałość.
Sucrette: (...) Bez ciebie nic byśmy nie zdziałali. (...)
Go find yourselves a room.
Niestety, nie zdążamy przejść do świętowania pomyślne rozwiązanie sprawy, na dziedzińcu wita nas Dyrektorka i jej krzywy biust oraz panowie policjanci.
Sucrette: (Co oni tutaj robią?!)
Jak to co - są niechybnie obrażeni, że nie poproszono ich o udział w śledztwie, co zrobiłby każdy myślący człowiek. Zdegustowani funkcjonariusze łapią pod pachę pierwszego nastolatka, który nawinął im się pod rękę, ponieważ kto chciałby użerać się z dwoma - nieszczęśliwie padło na Armina - i odjeżdżają z nim w siną dal. Sucrette szepce enigmatyczne „Armin, co ty zrobiłeś...?”, co pewnie ma być obietnicą pasjonującego odcinka 36, ale moje cyniczne serduszko ani drgnie, tak więc kurtyna opada, samotnie, bez akompaniamentu moralitetu na koniec epizodu. I teraz nie wiem, czy kradzież prywatnych dokumentów jest dobra czy zła, Słodki Flircie, poprowadź mnie!
Odcinek 35 wprowadza do uniwersum Słodkiego Flirtu nowy rodzaj epizodu - totalnie zbędnego pod względem zaserwowanej dramy. Wątek Lysandra musiał się pojawić z wiadomego powodu, nieważne jak zły był, z kolei wątek Iris jest wzięty chyba z kosmosu i służy tylko jednej rzeczy (nie liczę rozpoczęcia wątku Armina, bo można było to zrobić na miliard innych sposobów) - pokazania, jak to gra ewoluowała pod względem podawanych treści. A że wyewoluowała w stronę scenariuszy seriali paranormalnych? Oh well! Prawie wszystkie osoby dramatu w tym odcinku są OOC - Iris, Charlotte, AMBER, mój Boże, zwłaszcza Amber. Szantaż dałoby się jeszcze zdzierżyć, gdyby nie te nieszczęsne rozebrane zdjęcia - wstawka idealna dla dziesięcioletnich dziewczynek, proszę o następne. Myślę, że czyjaś osiemnastka i kupowanie mu prezentu w czerwonym dystrykcie będzie jak znalazł. Albo wyślijcie którąś dziewczynę do dorabiania sobie w nocnym klubie, chyba był nawet taki wątek w którymś odcinku "Szkoły" (nie pytajcie, skąd wiem). Proponuję Violkę dla dodatkowych punktów shock factor, bo w to, widzę, celuje właśnie Beemoov. Może się wydawać, że jestem przewrażliwiona (nie zdziwiłabym się, gdybyście odniosły/odnieśli takie wrażenie), ale mam uczulenie na wątki "kontrowersyjne". Istnieją gatunki oraz miejsca, gdzie użycie takich plot pointów jest jak najbardziej zasadne. W słabszych tworach kultury, głównie dla młodzieży, wprowadzenie "dorosłych" wątków, które służą wyłącznie "chlebowi i igrzyskom", szybko zmienia dany utwór w parodię, kontrowersję dla samej kontrowersji i rany, jak mnie to mierzi. "Nie umiemy napisać dobrej fabuły, więc macie tu scenę odrywania paznokci, jesteśmy tacy dorośli (nie mylić z dojrzali)! O, a tu implikujmy molestowanie wobec bohaterki, ale nie pokazujmy tego, bo jednak to za mocny wątek na nasz gatunek, a też nie chcemy 'zanieczyścić' głównej heroiny, ale dajmy do zrozumienia, że tak mogło się wydarzyć - mroczne! Dorosłe! Czy czujecie już te nagrody literackie?". Oczywiście, że w większości wypadków służy to budowaniu świata, ale równie często widać też, kiedy rzeczywiście chodzi o nakreślenie atmosfery, a kiedy tylko o żałosny jęk autora, że chciałby kiedyś pisać dla wyższej kategorii wiekowej, but alas, młodzieżówki łatwiejsze. Serio, można by wyrzucić cały ten wątek z portalami randkowymi i fotkami, dać Charlotte jakiś inny powód śledzenia Iris (np. zemstę za wykradnięcie listów Amber albo po prostu złożyć to na karby jej zołzowatości - to w końcu Słodki Flirt, podział na czarne i białe postacie mamy na porządku dziennym) i już tak jakoś smaczniej, a przede wszystkim fabuła I TAK pójdzie tak samo. Serio, pomyślcie nad tym chwilę - wywalacie to i NIC się nie zmienia.
No i oczywiście podejście do widza. Dwa odcinki temu gra odczuła za stosowne wlać nam do głowy, że pije się dopiero od lat 18, podczas gdy w środku odcinka parę postaci jasno to wyłożyło i trzeba by chyba przespać epizod, by tego nie zauważyć. Tutaj mamy moralnie dwuznaczną sytuację, postacie same się motają w tym, co o tym sądzić - co wy, zero moralitetów, za trudna sytuacja, żeby scenarzyści byli w stanie wam ją wytłumaczyć. Z jednej strony cieszę się, że coś takiego się pojawiło - to zawsze miło, gdy pozytywni bohaterzy popełniają błędy i vice versa, wprowadza to pewną szarość w kreacji postaci i jest o czym dyskutować. Z drugiej - Boże, Suśka, powiedz po prostu, że dali ciała i przyznaj, że ten błąd został popełniony! Ojej, bo teraz Iris, jakby tego nie było, no to może, bo Amber taka niemiła, należało jej się, ale może nie tak, ojej, tak płacze, ALE JEDNAK CZUJĘ SATYSFAKCJĘ TAAAAAK. I jak tu nie doceniać kunsztu scenarzystów!
Podsumowując - przy pierwszej połowie odcinka prawie zasnęłam, głupie rozwiązania fabularne, OOC postacie, ogólnie epizod zbędny i obliczony na tanią kontrowersję (och, tak, ponieważ Iris sprawia wrażenie osoby, która pozwala się fotografować w negliżu chłopakowi, którego poznała w internecie i z którym trochę pochodziła, uhm, wierzę na słowo). Fajne ciuchy, słabe ilustracje, na których tylko Sucrette wygląda okej (i bufory Amber, ale to zawsze). Za dwa miesiące drama Armina, więc reszta community, która nie ma go za WS-a, może iść się przejść.









"co owocuje wielką frustracją Faraza na widok tak szybko rozwiązanego wątku fabularnego i wywaleniem tych wątkowo rozbestwionych dziewuch z klasy." - SUKRETO! Jak możesz okazywać tak karygodny brak szacunku najjaśniejszej gwieździe na szkolnym firmamencie! :(
OdpowiedzUsuńEch, to jest właśnie powód, dla którego nie mogę polubić Priyi tak, jak bym chciała; ta postać to jakaś dziwna mieszanka z jednej strony SJW i pseudopostępowych poglądów (pozdrawiam odcinek piąty LL!), z drugiej - w zależności jak na to patrzeć, albo moralności Kalego, albo kompletnej nieświadomości faktu, że co poniektóre jej zachowania są poniżej pasa.
W ogóle, wątek nagich fot Iris to coś, czego mój mózg nie przyjmuje do wiadomości, no bo naprawdę: nagie foty. Iris. Choose one.