poniedziałek, 24 lipca 2017

Odcinek 34

Odcinek rozpoczyna monolog Sukrety i już wiadomo, że będzie grubo.

Sucrette: (Od rana boli mnie brzuch...)

Ojej, czyżby powtórka z rewolucjami żołądkowymi Rozalii, które trwały trzy epizody? Może ten odcinek nie będzie o tym, o czym myś...

Sucrette: (To, co wydarzyło się na imprezie u Iris... Nie powinnam tego bagatelizować. Wydaje mi się, że naprawdę rzucaliśmy się w oczy.)

A nie, jednak będzie.
Czy bardzo mnie wyśmiejecie, gdy stwierdzę, że po tym drugim zdaniu miałam nadzieję nawet na równie naiwną, głupią i wydumaną fabułkę z cyklu "och nie, Armin chciał iść w językową ekwilibrystykę z Melanią, on zdecydowanie nie jest dobrym materiałem na mego męża!". Tak, takie rzeczy robi ze mną ten idiotyczny wątek. Nie dość, że zasługuje na wszelkie Złote Maliny i Węże tego świata, to jeszcze nudzi praktycznie od początku swojego wystąpienia.

Sucrette: (Będę musiała zmierzyć się z lawiną pytań...)

ALEŻ OCZYWIŚCIE. Zwłaszcza pan Farazowski będzie miał ich mnóstwo. Mam nadzieję, że jesteś przygotowana, bo dziś wypada twoja kolej przy tablicy.

Sucrette: (A może tylko dostaję paranoi?)

Sukreta, przestań mnie prowokować! Kończą mi się sarkastyczne komentarze, a to nawet nie pierwsza scena!
Suśka wyrusza na lekcję historii, mijając po drodze olbrzymi plac z maleńkimi ławeczkami - ani chybi poziom abstrakcji wzrósł na wyżyny i w którymś odcinku przeteleportowaliśmy się do szkoły dla olbrzymów. W tym przeświadczeniu umacnia mnie moja klasa - postacie są tak z trzy raza większe, Beemov idzie z duchem czasu i dba o nastoletnie, prześwietlone LED-owymi ekranami oczy. A może to ten nowy dysk! Ponarzekałabym więcej, ale z drugiej strony trudno powstrzymać mi się przed pochwałą - bufo... znaczy, OCZY Amber są warte każdego piksela.
Sucrette dostrzega, że Armin siedzi sam - zaskoczenie tygodnia - i z cierpiętniczą miną ryzykuje rozwianie wszelkich wątpliwości, gdyż "trudno, ona musi z nim porozmawiać". Panie i Panowie, Sukreta - ta ciepła, miła i przede wszystkim wyrozumiała dziewczyna.

Armin: Ach, wiedziałem, że nie dasz rady długo się na mnie gniewać.
Sucrette: Nie podniecaj się tak. (...)

O kurczaczek, czy to już te niewyżyte kwestie, których podobno na potęgę w tym odcinku?! A z innej beczki - okazuje się, że jednak dostałam ten wątek, o entuzjastycznym ruszeniu w tany z językiem Melanii, a jest on oczywiście subtelny niczym siarczysty policzek.

Armin: Co mam zrobić, abyś w końcu zrozumiała?
A: Przysiąc, że to więcej się nie powtórzy.
B: Oprócz wymazania mi pamięci z gry w butelkę w sobotę, to nie wiem...
C: Przyjęłam do wiadomości, co powiedziałeś mi w sobotę.

Droga graczko, oto przed tobą trzy niebywałe opcje: na zaborczą dziewczynę-psa ogrodnika, na spięte poślady oraz na "wcale nie jestem zła" stanowiące naturalne preludium do "DOMYŚL SIĘ". No to co wybierasz?
Mam nadzieję, że się mylę i wybieram odpowiedź C.

Armin: To już coś. Ale coś czuję, że to nie wystarczy.

Armin byłby dobry w pisaniu streszczeń odcinków Słodkiego Flirtu.
Co na to Sukreta? No jak to co - ALEŻ OCZYWIŚCIE, ŻE TO NIE WYSTARCZY.

Sucrette: Chodzi o to, że... Nadszarpnąłeś moje zaufanie.

No jasne, bo przecież prośby o udawanie, że nie jest się razem, nie nadszarpują zaufania. Ani unikanie rodziców. Ani niepozwalanie się dotykać. Nie, to wszystko jest okej. Ale nie daj Boże chciej cmoknąć koleżankę przy grze w butelkę - ooooo, stary, papiery rozwodowe i lepiej, żeby intercyza była spisana!

Armin: Przyznaję się, błędem było myśleć, że podejdziesz do tego na luzie. Wszyscy wiedzą, jaką jesteś męczybułą, a opowieści o twoim toksycznym nastawieniu do czegokolwiek opiewane są w elfickich pieśniach jak Śródziemie długie i szerokie.
Sucrette: HMMMMMMMMMMMMMMMMM
Armin: Obiecuję, że już więcej nie wykręcę takiego numeru.
Sucrette: Tak, tak... Bardzo dobrze.

Albo Sukreta straciła zainteresowanie swoim menem i dramą, którą sama nakręciła w przeciągu minuty (nie byłaby to pierwszyzna, więc łatwo mi w to uwierzyć), albo w tej chwili uśmiechnęła się złowieszczo, złożyła ręce w Gendo-pose i odhaczyła w myślach pomyślne zaprogramowanie swojego pierwszego drona. I w to też nie jest mi trudno uwierzyć, więc nie wiem, co sądzić o niezwykłym kunszcie scenarzystów.

Sucrette: I... Jakbyś zareagował, gdybyś to był na moim miejscu?

No, Arminku, powiedz mamie, jak byś zareagował, gdyby to tobie zabrano łopatkę i nie chciano jej oddać? Poza tym - Jezus, Sukra, on już przeprosił, nie jego wina, że masz zwieracze z betonu i żadna ilość Analginu nie jest w stanie cokolwiek na to poradzić.

Armin: ...
Sucrette: Ha ha. Nagle zrobiłeś się mniej wygadany.

No ja sądzę, że Armin właśnie stara uzmysłowić sobie, w którym momencie jego życie przybrało tak beznadziejny obrót, że związał się z typową zołzą. Ale co ja tam wiem, to nie ja od pięciu lat piszę scenariusze do świetnie sprzedającej się gry dla dziewczynek.

Armin: Doskonale wiem, co bym zrobił. Przeanalizowałbym sytuację, postawiłbym się na twoim miejscu i zrozumiałbym, że zgodziłaś się ze względu na grę.

Ach nie, cofam to, co napisałam. Armin próbował po prostu zrozumieć, jak można robić tak kolosalne widły z prawie nieistniejącej igły.
Żeby było jasne - nie, nie chciałabym, żeby mój facet z radością rzucał się obcej dziewusze do ust przy byle okazji. Problem jest taki, że to nie była "byle" okazja, a Sukreta w tamtej chwili ciągle była za ukrywaniem związku, więc sorry, ale what's your problem, horn? Cały ten dialog jest jakiś chory i przepełniony sztucznie nakręconą dramą i jedna Iris zdecydowanie nie wystarczy, by odwrócić uwagę od głupich akcji Suśki. Cała klasa musiałaby, no nie wiem, pojechać po Kastielu albo dostrzec Lysandra, bym zapomniała o jadzie wylewającym mi się z monitora.

Sucrette: Serio...

Serio, Sucrette. Nie wiem, jak to wygląda w Sukrolandzie - znaczy, ja wiem i wcale mnie to nie uszczęśliwia, bo uzmysławia mi, ile czasu spędziłam z twoją cudowną osobą i jak dobrze ją poznałam - ale poza jego granicami ludzie nie mają w zwyczaju strzelać focha o każdą pierdołę ani zmieniać w hobby chorobliwe zainteresowanie innymi ludźmi.

Armin myzia Suśkę pod stołem i dostajemy taki oto klejnot, od którego ja z kolei dostaję apopleksji.

Sucrette: (Po raz pierwszy w pełni doceniłam fakt, że jesteśmy w sekretnym związku.)

OCH DOPRAWDY SUCRETTE, podziel się proszę z klasą, DLACZEGO to sekretny związek jest taki cudowny. Oczywiście poza faktem, że ta menda Amber ma jeden powód mniej, aby obrabiać ci tyłek. No, ZASKOCZ MNIE.

Sucrette: (Ta chwila należała tylko do nas. To było wspaniałe.)

... Ta postać nie istnieje naprawdę, prawda? Ta gra to tylko wymysł mojego przemęczonego niewyspaniem mózgu, tak? To niemożliwe, żeby ktoś pisał takie nielogiczne i krzywdzące smuty i uważał, że to dobre scenopisarstwo, prawda? PRAWDA? Proszę, powiedźcie, że to prawda. W ogóle ja nie wiem, czy Suśka kuma mambo, bo ona właśnie waży na szalach swój związek podczas lekcji historii. W obecności całej klasy. Przed którą niby tenże związek ukrywa. No ale mówimy o osobie, którą kręcą myzianki w otoczeniu gapiów, więc może źle się zabieram do prób zrozumienia meandrów myślenia naszej bohaterki. ... To samo w sobie brzmi jak herkulesowa robota, przepraszam. Nie wiem, co sobie myślałam.

Sucrette: (Podczas całej lekcji zanotowałam może ze trzy zdania.)

i

Sucrette: (...) postanowiliśmy skorzystać z godzinnego okienka (...)

Słodki Amoris pozdrawia tegorocznych maturzystów. Jeśli martwi was wasz wynik, nie lękajcie się - oni nie zdadzą na pewno.

Sucrette: (Ukrywanie się przed całą szkołą jest dosyć ekscytujące...)



Nie wiem, co bardziej mnie frustruje - te idiotyczne dialogi niewynikające WCALE z zachowania Suśki z ostatnich czterech odcinków czy fakt, że czeka mnie jeszcze jakieś 500 PA tej żenady and the cringe will be real.
W jednej z sal wpadam na Najlepsze Bufory Amorisa, Moje Największe Marzenie i Li, w związku z czym wywiązuje się bardzo niepotrzebny nikomu do szczęścia reveal, że nasze ulubione bohaterki dobierają sobie facetów według pięciu kryteriów. Zanim dialog zaczyna robić się ciekawy i dowiaduję się, czy jednym z nich jest rozmiar... buta, Armin tupie nogą i mówi, że ma dość. Oho, chyba ma coś do ukrycia! Szybko, dzwońcie po detektyw Sukrę!

Sucrette: (O, Klementyna...)

O, Klementyna! Najwyższy czas, żeby ten odcinek zrobił się choć trochę dobry. Wywiązuje się słodki dialog z Klemką, który oczywiście Suśka zaraz musi spieprzyć stwierdzeniem, że "wreszcie wyciągnęła wnioski ze swoich błędów".  Jakich? Nawiązywania kontaktów z pustymi dziewuchami? No to śpieszę zaprzeczyć - wszak rozmawia z waćpanną.

Po drodze spotykamy Peggy.

Sucrette: (Peggy przyglądała nam się przez chwilę przenikliwie.)
Sucrette: Eeee... To my już pójdziemy.
Peggy: No to idźcie :D
Sucrette: No... N-no to idziemy!
Armin: Idziemy!
Peggy: Idźcie :D
Sucrette: W-w tamtą stronę. T... Tak. W tamtą!
Peggy: :D
Armin: ...
Sucrette: ...
Peggy: :D
Armin: Ummm...
Sucrette: Idziemy!
Peggy: Ej, Armin.
Armin: T-tak?
Peggy: Tylko jej dobrze migdały przebadaj :D
Sucrette: FFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFF--

To naprawdę tak wyglądało, nic nie zmyślam.
Idziemy dalej, a tam jakaś starsza pani z niezłymi melonami - ani chybi jakaś krewna Amber. ... Nie, chwila, to tylko dyrektorka, która swoją ostatnią wypłatę przepuściła na udział w "Łabędziem Być". Wywiązuje się dialog, że Melania zostawiła na wierzchu jakieś ultra ważne dokumenty. Lol, nie wiem, co bardziej mnie bawi - te WAŻNE dokumenty (pewnie są tam zawarte kryteria oceny chłopaków przez Amber, Charlottę i ich koleżankę) czy nakręcanie dramy-lamy przez Sukretę. Bo Melania nie mogła oczywiście mieć okresu, początku przeziębienia albo na przykład gorszego humoru. Zwłaszcza to ostatnie jest podejrzane, już Iris coś nam na ten temat pokazała.
Armin marudzi, że PA mu się kończą, więc zaciąga mnie do sali biologicznej, w której atakują nas wspomnienia. Mnie też dopada nostalgia, gdy tylko sobie przypomnę, jak to było kiedyś pięknie, wypuszczali tych dobrych scenarzystów z piwnicy i tworzyli odcinki dwudzieste ósme. Po gorącym opisie pocałunku, przy którym mam déjà vu - taki sam brak zainteresowania dopadał mnie przy opisach seksów w pierwszym Greyu - pan Farazowski przybywa zatrzymać tę Sodomię i Gomorię i jego wejście autentycznie mnie rozbawia. Sukreta urządza sobie podśmiechujki, znowu stwarza iluzję rozwoju charakteru, ale przynajmniej ja jedna czegoś się nauczyłam w ciągu tych 34 odcinków i pięciu lat pisania fabułek do tej gry. Zachodzimy na w-f, a tam Borys i propozycja gimnastyki akrobatycznej. Wchodzę do szatni (na szczęście bez Armina, bo Sukrecie chyba przegrzałyby się te dwa ostatnie neurony pulsujące pod czachą), gdzie swoją przenikliwością zaskakuje Suśkę (i nikogo więcej) Violetta, a po niemałym zdziwku Sukrety, że coś nie było fajerwerków oraz napadu drgawek przy wymówieniu słowa "związek" w kontekście jej i Armina,  czeka nas kolejny stały punkt programu.

Sucrette: (Zaraz usłyszałyśmy znajomy, drażliwy głos.)

Pewnie co poniektóre z was myślały, że to Amber. Ja też tak sądziłam. Bynajmniej - gra już na tyle rozkręciła się w oczernianiu Melanii, iż kanonem stało się jej nielubienie. Przypominam - nie chodzę z Natanielem. Pogadałam z nią od serca w centrum handlowym. Nie wybieram wrednych odpowiedzi (czasami się nie da, because fuck you, that's why). Ale nie, gra radośnie zadecydowała, że nie lubię Melanii i już. "Stwórz swoją własną historię" - widzę, że do puli "inspiracji" Beemovu doszło No Man's Sky.
Jako że każda sekunda bez popisania się bucerą stracona, scenariusz raczy nas takim oto crème de la crème dialogów:

Melania: To bardzo ważne, aby mieć w grupie również chłopców. CZĘSTO są od nas silniejsi i łatwiej im utrzymać nas w powietrzu.

Podkreślenie moje. Pomijam oczywiście fakt, że jakoś wątpię, aby Borys kazał im robić podnoszenie na rękach albo jakieś inne skomplikowanie figury (a jeśli tak, to chyba muszą sprawdzić mu kompetencje, zwłaszcza w zakresie testów psychologicznych) . Ogólnie o co mi się rozchodzi - Melania nie mówi tutaj nic specjalnie inwazyjnego, za to z sensem i trudno odmówić jej racji. A jakież to mamy odpowiedzi do wyboru?

A. Masz przestarzałe poglądy. Dziewczyna może być silniejsza od chłopaka.
B. No proszę... Ta historia z podnoszeniem wzbudza w tobie wiele emocji.
C. W takim razie muszę uważnie wybrać grupę.

O. BOŻE. Dwie pierwsze odpowiedzi to jakiś totalny bullshit. Odpowiedź A. to odpowiedź, która zapewniła feministkom na całym świecie status największego pośmiewiska wśród aktywistów ever. Sukra, ty tępa dzido, Melania powiedziała, że chłopcy CZĘSTO (nie ZAWSZE, wracaj na lekcje polskiego, ty niedouczona amebo) są silniejsi i ma RACJĘ, chyba że chcesz dyskutować z biologią, ale to i tak przez swoje godzinne okienka pewnie odpadasz w przedbiegach. Odpowiedź B.... Rany, hipokryzjo, imię twoje Sukreta. To może podzielisz się z koleżanką doświadczeniami, o tych WYJĄTKOWYCH chwilach, gdy Armin położył rękę na twoim kolanie i miał o tobie wysokie mniemanie? Wybieram odpowiedź C., bo w tym kontekście to najmniejsze zło i ściska mi serce, że wszystkie dialogi z Melanią takie są - wybieram po prostu najmniejszy z dostępnych idiotyzmów.

Sucrette: (Chyba byłam zbyt szorstka, ale wydaje mi się, że nabrała zbyt dużo pewności siebie, odkąd prawie pocałowała Armina...)

SKĄD GDZIE KIEDY to wywnioskowałaś?! Z czego?! Co Melania takiego zrobiła poza mieć czelność mieć dobry humor?! I przepraszam, to teraz robimy z Meli jeszcze wyposzczoną dziewicę, która rzuci się na wszystko, co się rusza? Boże mój, Słodki Flircie, "stay classy" to nawet nie wierzchołek góry lodowej.

***

Sukreta przeczytała mój ostatni post i zrobiło jej się głupio, że tak zlała Melanię bez powodu. Niestety the damage is done i nic z tym nie mogę zrobić. Do szatni dziewcząt wbija Borys, który pokazuje, że jest ponad podziały - ewentualnie zaraz rzeczywiście się dowiem, że wydawało mu się, iż w opisie stanowiska ma "szczegółowe kontrole strojów gimnastycznych uczennic". EWENTUALNIE szykuje się następny niesamowity i Kontrowersyjny™ wątek. No ktoś musi uświadamiać nastolaty, a jak widać po ostatnich moralizatorskich wstawkach, Beemov z radością przejmie fuchę Dalajlamy.
Lekcja wychowania fizycznego okazuje się niegodna opisu dłuższego niż kilka marudnych komentarzy Sukrety, która na dodatek jedzie po Borysie, bo to chyba czas, aby wreszcie dodać mu jakiegoś charakteru, a wiadomo, że najlepiej to zrobić poprzez naszą heroinę niezadowolenie okazującą. Czy istnieje cokolwiek, co cieszy tę dziewczynę? Oczywiście poza plotami i publicznym obłapianiem się ze swoim facetem, choć tu też nie jestem pewna. Każdy początek dialogu z Arminem jest okraszony albo jakąś paranoiczną wstawką, albo rozdrażnieniem, albo niechęcią. Z kolei inne postacie Suśkę męczą, gdyż nie chcą wyspowiadać jej się ze swoich grzeszków i/lub mają czelność w ogóle zajmować czas antenowy swoimi głupimi problemami, gdy ona, Sukreta, przeżywa taki burzliwy okres w swoim życiu. O tempora, o mores!

Armin bierze mnie na stronę i już wiem, że ten odcinek nie będzie dla mnie łaskawy.

Armin: Słyszałem, co się działo w szatni. (...) Byłaś złośliwa wobec Melanii :D
Sucrette: Nieprawda... Rozmawiałyśmy tylko... Jak dorosłe.

Pffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff--
Suśka argumentuje, że chciała odegrać się na Melce za sobotę, a ja się pytam: ale za co, do jasnej anielki? Nic nie zaszło, Melania nawet wargą Armina nie musnęła, zachowuje się normalnie, ot, była podekscytowana, że na lekcji będzie coś, co lubi. Czy według Sukrety posiadanie dobrego humoru to przestępstwo?

Sucrette: Wiem, to głupie i niedojrzałe...

Oprawiłabym sobie to w ramkę, gdybym tylko doskonale nie wiedziała, czym to się skończy - zerowym wyciągnięciem jakichkolwiek konsekwencji i kolejnym zalewem durnych akcji.

Armin: Ja uważam, że to urocze. Cieszę się, że chcesz mnie mieć tylko dla siebie.




There's no going back, Armin. No going back.

Rozalia: Przeszkadzam wam?

Nie, Rozalio, absolutnie nie przeszkadzasz. Jeśli tylko zaczniesz mnie regularnie ratować przed tymi guembokimi dialogami, to może nawet zapomnę o tych czterech stówach, które mi wisisz od dziesięciu odcinków.
Mamy tyle czasu do następnej lekcji, że możemy się spokojnie przejść do mojego domu i z powrotem. Repetytoria to dla tej młodzi rodzaj dipu do nachosów. Sukreta bawiąca się w specjalistę od spraw sercowych tak mnie znieczuliła, że nawet nie krzywię się przy kolejnej gimbazjalnej uwadze Rozalii odnośnie mojego kulawego związku z Arminem.

Rozalia: (...) Niektórzy zaczynają plotkować.
Sucrette: O nie, tego się właśnie obawiałam...



Rozalia może wbiła, by uratować mnie z jednego wkurzającego dialogu, ale tylko po to, by wprowadzić mnie w drugi. Niezwykle ważna wymiana zdań dotyczy tego, ile osób zaczęło mówić o związku-widmo (zatrważająca liczba osób dwóch) i ogólnie robienia halo wokół tego, że ludziom w ogóle chce się o tym gadać (ta Roza, taka pragmatyczna, jeśli chodzi o umiejętność neutralizowania plot!). Poza tym pada wierutne kłamstwo:

Sucrette: (...) Nie jestem pewna, czy to widać, ale zawsze uważnie cię słucham. Cieszę się, że mam przyjaciółkę, która udziela mi dobrych rad.

Nie mylić oczywiście z "cieszy mnie twoje towarzystwo".
Idę do domu, a po drodze natykam się na Iris i to chyba pierwszy miły akcent tego odcinka. Możemy subtelnie zasugerować Rudej Roszpunce, że jesteśmy obok w razie, gdyby tego potrzebowała, a Sukreta nawet stwierdza, że to nie jej sprawa i nie powinna się wtrącać! Och, ja wiem, że za dwa-trzy odcinki dostaniemy wewnętrzny monolog o tym, jak to właśnie dobrze wtrącać się w życie ludzi, bo potem można im wsadzić ojca za kratki, a oni w ramach pocieszenia dostają własne mieszkania, no ale chwytajmy karpia.
Sucrette bierze prysznic.

Sucrette: (Nie jestem głupia.)

Ekhem!

Po kolejnym wewnętrznym monologu, z którego nic nie wynika - znaczy, jest to zwyczajowe pieprzenie o tym, jak to Sukreta ma tyyyyyle na głowie, a Iris ma swoje sprawy, którymi o dziwo nie chce się dzielić z NIĄ, JEJ NAJLEPSZĄ PSIAPSIÓŁĄ (a przyjaźń ta objawia się jechaniem po niej w myślach przy każdej okazji) - schodzę na śniadanie. Śniadania co prawda nie ma, tym bardziej królewskiego, za to jest Kobieta-Kot.

Kobieta-Kot: Jestem twoją mamą i widzę, że coś się zmienia w twoim zachowaniu. I to chyba na dobre.

Chcę zagrać w ten odcinek, w który gra moja matka, bo to chyba nie jest ten sam, który ja akurat męczę.
Mama daje nam do zjedzenia brownie - ponieważ jesteśmy w Polsce i jemy polskie ciasta o polskich nazwach - a potem wyruszam do szkoły na kolejne okienka. Przed szkołą natykam się na moje ulubione bohaterki, ich koleżankę oraz nietęgie dylematy.

Charlotta: Li, "miły" nie znajduje się na liście kryteriów.

Widzicie? Uważam, że Suśka i Szarla idealnie by się zrozumiały, gdyby tylko dać tej znajomości szansę. Nasza heroina również w swoich osobistych kryteriach nie znajduje miejsca dla statystyki "miła".

Li: Wiem, próbuję tylko zrozumieć.
Amber: To ona musi zrozumieć, nie na odwrót.

Słowo daję, one powinny założyć kabaret. Albo to mnie już tak spaczyła Sukreta i jej urok osobisty, że nawet ważkie problemy Amber i spółki niepomiernie mnie bawią. Ale WTEM - ubiega się o nas fabuła. Charlotte zauważa moją skromną osobę podsłuchującą rozmowy innych - Suśka ma w tym max level, bo jej klasa Pleciuga w tym się specjalizuje - i nie mogę się powstrzymać przed rozruszaniem trochę tego odcinka.

C. Zgadza się. Wasza strata, co?



Amber: Coś się w tobie zmieniło. Tylko co?

Wystrój strony. ... Ech, ten żart byłby zabawniejszy, gdybym mogła tu napisać "zaliczyłam redraw". A tak to pozostaje mi tylko spoglądanie tęsknym okiem w dekolt Amber.
Kilka pociśnięć roku później - oczywiście w skali Sucrette, więc są to pociśnięcia godne francuskich piesków, ale że jaki antagonista, taka kosmiczna retrybucja, to naturalnie przechodzi bez mydła - Suśka stwierdza, że poszuka sobie lepszego towarzystwa. Mianowicie idzie szukać Aleksego. No rzeczywiście, "lepsze" w cholerę. Do pełni szczęścia potrzeba nam jeszcze tylko Niny, tej parodii postaci. Nie wspominam o Rozalii tylko dlatego, że dostałam już ciucha w tym odcinku, więc jej główna rola najgorszego gustu w grze została odklepana i chyba dam radę zdzierżyć widok jej za małej sukienki.
Po drodze spotykam Kim, w związku z czym gra pozwala sobie na mały meta-joke:

Sucrette: (...) Mam wrażenie, że nie widziałam cię całe wieki!
Kim: To prawda. Scenarzyści zapomnieli o mnie na jakieś dwa-trzy odcinki, zamiast tego woląc skupić się na nierozwijaniu Lysandra. Jak im poszło?
Sucrette: Papierowy jak zawsze.
Kim: And all is well in the universe.

Kim pyta mnie o imprezę u Iris i nie mam litości ani wspominać o głupich wyskokach Su, ani kłamać, że to nie była zbieranina największych malkontentów w Amorisowie.

Kim: Nie wyglądasz na zachwyconą.

Też byś nie była, gdyby przyszło ci spędzić cały wieczór na wysłuchiwaniu rozaliowych tez o dorosłości. A w ogóle to wal się, gro: pomimo że wybieram odpowiedź neutralną, to i tak zostaję zmuszona do wspominania o głupich wyskokach Su. Scenarzyści, jak już musicie dorzucać gry Telltale to puli tytułów, z których zżyna... eee, znaczy, którymi się inspirujecie, to przynajmniej wybierajcie te z najmniejszą iluzją wyborów.
Kim na wieść o grze w butelkę uśmiecha się nostalgicznie, przypominając mi tym dobitnie, że jest o wiele ciekawsza niż ta tabula rasa Su, a lista kodów postaci, którymi chcę zagrać, ponownie magicznie się wydłuża, tym razem uwzględniwszy Kim ze trzeci raz (Priya ma tam już z piętnaście miejsc). Rewelacje Suśki nie wywołują w koleżanki pożądanej reakcji ("ale co się stało, NAPRAWDĘ, jak on mógł!" i/lub "to jesteście razem, nic nie zauważyłam, OJEJ, teraz będę myśleć o tym przez miesiąc!"), więc urywa wątek i odchodzi jak niepyszna. W jednym z pomieszczeń natykam się na Melanię i OTWIERAJCIE SZAMPANA, mogę być dla niej miła! ... A nie, chowajcie kieliszki - to tylko próba zręcznego wciągnięcia mnie w kolejną tyradę o tym, jak to Melka odważyła się zakłócić status quo i ona musi to wiedzieć. Nie ze mną te numery, Słodki Flircie - w odróżnieniu od ciebie, ja wiem jak działają stosunki międzyludzkie i elegancko wymykam się szponom gimbusiarskiej dwulicowości.
W końcu znajduję to osławione "lepsze towarzystwo". W pewnym sensie Suśka nie kłamała - jest tam też Violka. Wywiązuje się dialog, w którym pada nie tylko kolejne wierutne kłamstwo, ale i nieznajomość podstaw pisarstwa:

Alexy: Bo emanujesz spokojem i większą pewnością siebie. (...)

Drodzy scenarzyści, zdradzę wam pewną tajemnicę. Istnieje coś takiego, co po angielsku nosi ujmującą nazwę "show, don't tell". Jest to jeden z podstawowych błędów klecenia fabuły, mianowicie zamiast pokazać np. że bohaterka jest utalentowaną taktyczką, cała obsada co dialog chwali jej umiejętności, ale panna na polu bitwy pojawia się może raz, a to i tak tylko jako dama w opałach, co czyni ją postać nieprzekonującą i papierową. W przypadku Sukrety z kolei Alexy mówi o jej lśniących niczym słońce na nieboskłonie przymiotach, na czego poparcie mamy trzy gimbusiarskie teksty i zero rozwoju charakteru. Po 34 odcinkach. Tam jest ławeczka, usiądźcie i przemyślcie to sobie. Problem niekonsekwencji w budowaniu postaci z litości przemilczę.

Sucrette: Okej... Znasz mnie. Moja prawdziwa natura nie może całkiem zniknąć, ha ha.

"Hi hi hi, spodziewajcie się kolejnych wątków, w których wściubam nos w nie swoje sprawy i uważam się za centrum wszechświata, hi hi hi!"
Gra dalej udowadnia, że nie ma pojęcia, kim jest jej target (serio, ja ciągle czekam na powrót pośladków Kastiela), a Alexy z kolei - że ma pamięć złotej rybki (ty zacząłeś, ty pacanie).

Sucrette: Priya!
 




Alexy próbuje wybrnąć z tematu i udawać, że wcale nie obliczali z Su prawdopodobieństwa ściągnięcia Arminowi spodni. W odpowiedzi Priya również próbuje swoich sił w streszczaniu odcinków Słodkiego Flirtu.

Priya: Ha ha, to brzmi bardzo wiarygodnie.

Zuch dziewczyna.

Sucrette: Priya sama się wszystkiego domyśliła.
Alexy: Ale bystra!


Lekcja plastyki jest tak fascynująca jak lekcja z Borysem, więc bardziej angażująca okazuje się wyprawa do stołówki. Po drodze spotykamy Rozalię, wywiązuje się jakiś dziwny dialog o koszykówce...

Alexy: Pomyślcie, wszyscy chłopcy w strojach emanujących testosteronem, to byłoby zrozumiałe...

Co i czy koniecznie chcę wiedzieć? Nic dziwnego, że tu wszyscy chodzą na shoppingi i wpierdzielają brownie, polska język to trudna język.
... No i Alexy namawia Rozalię do zdrady, ewentualnie ten i poprzedni odcinek próbują subtelnie wprowadzić nowy wątek odkrywania, że Alexy jest jednak bi. Jako że mam gdzieś obie te postacie, to czym prędzej przeklikuję dialog, by odkryć, czy zjem królewski lunch.

Rozalia: Mam nadzieję, że dziś podają coś jadalnego!
 
:(

Sucrette: (Stołówka jest przeludniona...)

A może to rzeczywiście szkoła dla olbrzymów, tylko jeszcze ani razu nie zostało to w tej grze wspomniane? Bo jakoś nie mogę sobie wyobrazić, by te piętnaście osób z jednej klasy robiło aż taki tłum. No chyba, że to Lysander tak rozpycha się fularem.
Słuchajcie, jest taka sprawa - w stołówce Amber knuje intrygę, która przyprawiłaby markizę de Merteuil o spąsowienie policzka. Mianowicie podkłada nam nogę, Suśka frunie na podłogę, upierdziela się sosem i to jest tak niesłychanie śmieszne, że cała stołówka wybucha śmiechem, Sukreta płaczem, a Priya zostaje naszym księciem w białej zbroi. To nie jest coś, co jestem w jakikolwiek sposób skomentować, więc przejdę do cudownej rozmowy z Priyą, która przywraca mi nadzieję na dobre postacie w Słodkim Flircie, zanim..

Sucrette: (...) ale przecież to typ chłopaka, o którym marzy większość dziewczyn!)

Podejrzewam, że ten tekst pojawia się w każdej ścieżce, ale nie - Armin to nie jest chłopak, o którym marzy większość dziewczyn. Powiedziałabym nawet, że gamer stoi gdzieś na szarym końcu pożądanych partii. Oczywiście wtedy, gdy mówimy o tym typie dziewczyn, których życie w pewnym momencie zaczyna krążyć wyłącznie wokół wychowania dziecka, plotek w pracy, kupowania nowej sukienki i sprzątania. Jeśli jesteście młode, to może nie wiecie, o czym mówię, ale starsze graczki pewnie rozpoznają życiorys którejś znajomej - ogólnie rozchodzi się o to, że jeżeli nie masz dziecka i męża, to raczej nie masz czego szukać w rozmowie. W szkole to przeważnie te laski, z którymi jedyne tematy kulturalne, w jakich mają szanse się udzielić, to ostatni odcinek Tańca z Gwiazdami oraz najnowsze popularne romansidło, które wszyscy namiętnie oglądają po piracie w internecie - one naturalnie ewoluują w ten typ. Takie dziewczyny nie szukają gamera, a z tego co zdążyłam zauważyć, te przedstawicielki żeńskiego rodu stanowią większość w naszym społeczeństwie. A może to tylko mój rejon, who knows.

Aha, i Priya okazuje się bi. Znaczy, spodziewałam się, że będzie "tylko" lesbijką, no ale wow, co za zaskoczenie.
... Said no one ever. Za to nadal jestem pod wrażeniem tego, ile dobrego rozwoju charakteru zostało włożone w tę postać. Z drugiej strony są tu postacie istniejące od zarania dziejów i... no. No właśnie.

Wracamy do szkoły, w której okazuje się, że Iris zgubiła telefon i Sukreta nie może powstrzymać zewu plotkary, aby jej nie   pomóc w poszukiwaniu zguby. Ohohoho, mu już wiemy, co to za pomoc! Suśka walczy ze sobą jak narkoman w pierwszym tygodniu zmagań z odstawieniem towaru, ale nie ma co się oszukiwać - wiadomo, jak to się skończy. Niestety dowiemy się tego za jakiś czas - muszę jakoś opanować targające mną emocje, gdyż Salomon z psutego nie naleje, a Su bez PA swej szanownej osoby nie ruszy.

***


Violetta: Widziałam, jak wszyscy śmieją się w stołówce, ale zajęło mi trochę czasu, zanim zrozumiałam z czego. Jestem niska, więc niczego nie widziałam...
Sucrette: (Jest taka urocza!)

Racja, nie każdy potrafiłby tak subtelnie powiedzieć "miałam lepsze rzeczy do roboty, niż oglądanie twojego ryja w makaronie".

Sucrette: Nie martw się... Priya mnie stamtąd wyciągnęła.

Oh, my hero!

Violetta: Jaka straszna...!
Sucrette: (Jej cienki głosik urwał się w momencie, gdy chciała nazwać Amber słowem, które nie powinno paść w tej grze. Co jest dziwne, ponieważ Beemoov dalej nie wie, kto jest targetem ich dzieła, więc jeden rzut mięsa w tę czy we wte nie zrobiłby nikomu różnicy.)

Gdyby popularność Słodkiego Flirtu wyszła poza dziwne teorie z Tumblra i Wikipedii, to pewnie Youtube zalałoby tsunami memów, które uzupełniałyby wypowiedź Violki. A tak to Bemof musi obejść się smakiem.
W międzyczasie pada wierutne kłamstwo (strasznie zakłamany ten odcinek, ciasto pewnie też nigdy nie istniało):

Sucrette: (...) Jest głupia i tyle. Mam ją gdzieś.

Hohohohoho, dobrze, że o tym wspomniałaś, bo zmyliłaś mnie przez chwilę tym pokazem stoickiego spokoju, gdy twoja twarz pogłębiała znajomość z wnętrzem stołówkowego talerza.

Po drodze spotykam Delanay, która ponownie popisuje się niezwykłą przenikliwością, jeśli chodzi o poznawanie słabych i mocnych stron swoich uczniów (wspaniała z niej pedagożka!). Mianowicie pyta Suśkę, gdzie jest dyrektorka. Niestety dla niej to ten odcinek, w którym nasza heroina totalnie rozkręca się w byciu licealistką tylko z nazwy - tj. rzuca "asertywnymi" i "stanowczymi" komentarzami - i nie oferuje swoich PA w poszukiwaniu tych chirurgicznie podniesionych melonów. Znajduję też Li, ale jest to tak fascynujące jak którakolwiek rozmowa z Lysandrem. W końcu natykam się na komórkę Iris, a tam ważkie decyzje.

A: Nie, nie, nie. Zaniosę go jej i zapytam, czy to ten. (+ 2 Paragon)
B: Tylko zerknę. Nawet się nie dowie... (+ 10 Renegade)

Paragon all the way.


Sucrette: (Przestraszyłam się, że pomyśli, że grzebię w jej telefonie i zrobiłam coś najgłupszego na świecie...)

To musisz sprecyzować, skarbie, bo lista jest długa i trudno będzie przebić twoje poprzednie osiągnięcia. Also - Suśka odczuwająca obawę przed byciem posądzoną o wścibstwo. Ha, you almost got me there, Beemoov!

Sucrette: (Pobiegłam na drugi koniec i schowałam się pod stołem.)

... No dobrze, jestem zaskoczona. Nie wiedziałam, czy to jeszcze możliwe przy tej grze i czy to dobrze, czy źle, ale jestem zaskoczona.
Suśka kryje się pod stołem, a do stołówki wchodzą Iris i Armin, który totalnie sobie grabi, bo chyba nie zrozumiał, że po jego ostatnim wybryku nie wolno mu się zbliżać do jakichkolwiek innych jajników poza Suśką na odległość mniejszą niż dziesięć metrów. Ruda Roszpunka rozpacza nad zaginionym telefonem, po czym Sukreta dzieli się z nami swoimi myślami, co boli jak zwykle. Oczywiście to mega podejrzane, że Iris chce odzyskać swój telefon, no bo to nie tak, że dla większości nastolatków w jej wieku komórka to sens istnienia, absolutnie musi za tym stać jakaś intryga. Poza tym Beemoov próbuje mnie przekonać, że pojęcie "foreshadowing" nie jest dla nich jedynie nowym smakiem musztardy, ale lepiej by im to wyszło, gdyby nie próbowali wsadzić tej rewelacji w usta paranoiczki Sukrety. Iris wychodzi, co oznacza, że w pomieszczeniu znajdują się tylko Armin i Suśka, co prowadzi do wiadomo czego.

Sucrette: (Nie ma po co kłamać. Przecież nie zrobiłam nic złego.)

Ale ułamek sekundy dłużej i...! Panie władzo, to nie ja, to ta butelka mnie sprowokowała, by ją wypić! Baj de łej, o ile zakład, że gra chciała wpieprzyć mnie w oglądanie zawartości telefonu niezależnie od podjętej decyzji? Czuję to w kościach.

Armin: Otrzymuje dużo wiadomości...
Sucrette: Tak. Coś tu nie gra.
Armin: Mówiłem o tym w jej pokoju. Pamiętasz?
Sucrette: Tak. Brawo Sherlocku.

Sucrette byłaby dobra w stresz... Nie, nie przejdzie mi to przez palce. Musiałabym przyznać, że Suśka byłaby dobra w czymś semi-pozytywnym, a Słodki Flirt nie spaczył mnie jeszcze dostatecznie, by to ze mnie wyciągnąć.
Oczywiście fakt, że Iris dostaje multum SMS-ów to nie oznaka jej bogatego życia towarzyskiego, tylko fabuły nowego odcinka Trudnych Spraw. ... Właściwie to nie wiem, czemu jestem taka zdziwiona. Sukreta nikogo nie lubi, a poza Rozalią (której przyjaźń z nami, jak wiemy, polega głównie na jej własnym interesie) wszystkie nasze koleżanki wolą zadawać się z każdą inną osobą, tylko nie nami (mój headcanon jest taki, że Violka rozmawia z nami tylko dlatego, że jest miła dla wszystkich. Nie wróżę jej nic dobrego - Melania też była miła i widać, jak to się skończyło). Nic dziwnego, że kontaktów do komórki musimy szukać wśród ludzi spoza szkoły. Albo w Kastielu. Okazuje się, że Najlepszy Rudzielec Gry dostaje pogróżki.

Sucrette: Jak ktoś mógłby mieć cokolwiek za złe Iris? Przecież jest taka miła! Nie skrzywdziłaby nawet muchy!

I tak dobrze odciąga ode mnie uwagę swoją sztucznie napompowaną przez scenarzystów głupotą! Miód dziewczyna!
Armin znowu udaje, że tak naprawdę zna się na technologii - mówi, że spróbuje się włamać do telefonu, na co Suśka prawie się zapowietrza, taki wspaniały i utalentowany jest jej mężczyzna. Ja z kolei nie wiem na co się zdecydować: załamanie rąk, przewracanie oczami czy pusty śmiech, gdy Armin tłumaczy, że ma trzy próby na wpisanie kodu dostępu, a to nie powinno być trudne, jeśli zna się dobrze właścicielkę telefonu. Drogie panie, mili panowie - hakowanie 101. Nie próbujcie tego w domu. Sukreta należy do tych lasek, które moment rozbrajania bomby przez ich facetów uważają za idealną chwilę do poprawienia im krawatu, więc naturalnie przechodzimy do myzianek, lecz WTEM!

Melania: Cześć Sucrette, coooooo robicie?

Armin mówi Melanii, że znaleźliśmy telefon Iris, na co dziewczyna proponuje, że odniesiemy go razem. Chyba nie muszę wspominać, że Sukretę przechodzą dreszcze na myśl, że musi stać z Melką w jednym kadrze? Oh, the pain! Na szczęście jej cierpienie ukraca dyrektorka, która chce koniecznie z najbardziej wyrolowaną postacią tej gry porozmawiać. Nie zdziwię się, jeśli to preludium do jakiegoś wątku Melanii, no bo te ultra ważne dokumenty, rozmowy z dyrektorką, czy czujecie ten suspens? No ja też nie. Suśka opierdziela Armina, że prawie przepuścił idealną chwilę na wtrącenie się w czyjeś życie - zniknęły już zahamowania, tak trudno zerwać z nałogiem! - i idziemy szukać spokojniejszego miejsca, co samo w sobie brzmi jak nietęgie zadanie. Po utracie wszystkich PA i trzech dniach ich zbierania odnajdujemy cichy zakątek - ktoś normalny mógłby pomyśleć, że wybór padnie na piwnicę, klub ogrodników albo bibliotekę, wszak postacie w tej grze często i gęsto telegrafują nam, że nie po drodze im zdobywanie wiedzy, ale nie, ciche miejsce to jedna z klas. Sama fabuła pokazuje mi, że Armin i Sucrette mają wspólną szarą komórkę, i nim udaje nam się cokolwiek zrobić, do klasy wpada Iris. No, ciche w cholerę.

Iris: *wybucha płaczem*
Sucrette: (Bez zastanowienia objęłam ją ramieniem.)

Mogłabym wspomnieć tutaj, że Suśka jest antypatyczna i nie wierzę w jej przypływ czułości i w pewien sposób to twierdzę, ale chciałabym tylko zaznaczyć, jaki wyczuwam tu ostry przypadek OOC. Gra rzuca tym opisem tego, co się dzieje, a moja jedyna reakcja to "no chyba nie".
Armin wpada na przemyślny gambit wbicia do domu Iris i otrzymujemy prześliczny sprite Rudej Roszpunki z pojedynczą łzą w oku. Dawwww. Sukreta udaje, że nadąża za niecnym planem Armina - serio, ze trzy razy go pogrąża; jak na postać mającą wprawę w wymyślaniu kosmicznych wybiegów, aby się o kimś czegoś dowiedzieć, to coś jej słabo idzie - w wyniku czego Armin uważa za stosowne podrzeć z niej łacha.

Armin: I liczę na twoją legendarną kreatywność (...)!

To bardzo miły sposób powiedzenia "ha ha ha, ale ta akcja z koszulką Lysandra była głuuuuupia!".

Sucrette: (Czuję się trochę niezręcznie. Po raz kolejny zostanę wciągnięta w historię, która mnie nie dotyczy.)

Suśka, skarbie, nie kłam. Na słowo "drama" reagujesz szybciej niż własne imię.

Sucrette: (Ale coś mi mówi, że Iris nie jest wystarczająco silna, aby poradzić sobie ze swoimi problemami.)

I dlatego właśnie potrzebuje pomocy pannicy, której z łatwością da się zabrać kasę na obiad w stołówce albo dostającej histerii po zaliczeniu bliskiego spotkania ze spaghetti. Gdybym była Iris, to bez zastanowienia złożyłabym los w te pewne ręce!
Ale uwaga! Sucrette uses Rozsądek!

Sucrette: Armin, a może zamiast bawić się w jakieś hocki-klocki, to jej po prostu powiemy i nie będziesz starał się mnie prześcignąć w wymyślaniu niepotrzebnie złożonych planów w celu wyciągnięcia czyichś brudów z życia na światło dzienne? To takie... nieetyczne.
Armin: Pfff, Suśka, chcieliśmy być praworządni dobrzy i widziałaś, jak to się skończyło!

It's not very effective. I tak po prawdzie nie staraliście się jakoś za bardzo. Daliście się zaszczuć rozpłakanej Roszpunce jak dziewczynki, którym inne dziewczyny zabierają kieszonkowe na obiad w stołówce. ... Wait.

Sucrette: (W końcu się poddałam.)

"Odetchnęłam głęboko z ulgą. Wytworzyłam wystarczająco dużo pozorów, że jest jeszcze we mnie trochę samozaparcia, mogę już przestać udawać i ponurzać się w życiu obcej osoby z czystym sumieniem."
Idziemy do Iris pod pretekstem udzielania jej korków z historii (geografii). Armin w dogodnej chwili ma wyruszyć na zwiady do pokoju Iris i przeczytać zawartość jej Skype'a, podczas gdy Suśka będzie odwracać jej uwagę.

Sucrette: W taki sposób nie zrozumiesz różnic między krajami Unii Europejskiej...

Regulamin napisał

“WRAŻLIWE” tematy, których nie należy poruszać na forum:

✔Polityka
Jest to temat wrażliwy. Każdy ma swoją własną opinię, która nie ma nic wspólnego z grą Słodki Flirt. W związku z tym ten temat nie jest tolerowany na forum.
 

To totalny zbieg okoliczności, że przechodzę ten odcinek teraz, gdy dzieje się Same Wiecie Co, ale wciąż - A-HA!
Armin zbiera inteligencję i udaje mu się nawet mądrze wybrnąć z opresji - nie wiem, czy Sukreta z przekory stara się być totalnie bezużyteczną, bo to nie był jej plan i zazdrości, czy to ten odcinek, w którym próbuje przebić ostatni ustanowiony rekord niemoctwa, ale fakt faktem mój mężczyzna musi sam udźwignąć ten jazz. Po odbębnionym obdżektiwie wykonujemy taktyczny odwrót pod szkołę, aby dokonać wymiany informacji.

Armin: Tutaj jest bezpiecznie.
Sucrette: Jesteś pewny? Pod szkołą?
Armin: O tej godzinie nikogo tutaj nie ma.

Zaryzykuję stwierdzenie, że nawet chwilę po ósmej nikogo tutaj nie ma.

Armin: (...) Skopiowałem wszystko na mojego pendrive.

Drodzy tłumacze, wiecie oczywiście, że to słowo można spokojnie odmienić? ... Nie? Oh well.

Armin: (...) Może na przykład spędzić trochę czasu bez rozwiązywania problemów innych?
Sucrette: Zabawny pomysł! A co moglibyśmy robić, gdybyśmy nie pomagali innym?

Nie wiem, czy gra pozwala tu sobie znowu na meta-joke - ostatnio ich tutaj sporo i mam wątpliwości, czy to zamierzone, bo Beemoov tym samym musiałby przyznać, że nietęgo kleci te swoje fabułki, a to mogłoby nie przejść przez palce ChiNoMiko - czy znów obuchem po głowie próbuje dać mi do zrozumienia, że Suśka to Matka Teresa Amorisowa. Przejmę na chwilę rolę CKM-u (czyli Ciężko Kapującego Młotka), zignoruję retoryczność tego pytania i odpowiem: mogłabyś się zająć swoim rozwojem postaci, ty ciemna maso, bo na gwałt ci go potrzeba.

Sucrette: (Zdałam sobie sprawę, że brakowało mi już jego pocałunków...)




Sucrette: Chcesz, żebyśmy poszli do mnie?
Armin: o.O
Sucrette: (Powiedziałam to bez większego namysłu.)


Armin: To niemoralna propozycja?

We'll bang, okay?

Sucrette: N-nie... PO PROSTU RODZICÓW JESZCZE NIE MA W DOMU (...)

Ta postać nie istnieje naprawdę, prawda? ... A moment, już to pisałam.
Aż musiałam iść pozmywać, żeby zszedł ze mnie ten napływ frustracji, który jak nic innego potrafi mi dostarczyć Słodki Flirt (no dobra, jeszcze Katarzyna Michalak i Pisiont Twarzy Greya umieją podobnie wzbudzić we mnie to poczucie bezsilności). Zanim napiszę coś, co podpadnie pod temat zakazany na forum (bo jak już zdążyłyśmy zauważyć - co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie), czym prędzej wyruszam na ratunek postaciom tak pobocznym, że aż granicznym, aby nie zostały doszczętnie zapomniane.

Leo: Przyznaję, że jest dosyć droga, ale jest wykonana z wysokiej jakości materiałów.

No raczej. Skoro już kupuję torebkę za dwie stówy, to oczekuję, że to nie będzie szajs, który spartoli się po dwóch wyjściach do pracy.

Sucrette: (To prawda, że jest droga... Ale rzadko kupuję sobie torby dla przyjemności...)

Czy to kolejny meta-joke - tym razem z serii bardzo delikatnych - bo przez jakieś trzydzieści odcinków paradować można było co najwyżej z torebką Amber albo dziecinną Pretty Spring (zabijcie mnie, ale podoba mi się ona. Wiem, nie mam gustu)?

Leo: Będziesz dzisiaj moją ostatnią klientką.

Chciałabym powiedzieć "jedyną" klientką, ale to jedyny sklep odzieżowy w tej zabitej dechami dziurze, a w drodze do centrum handlowego trzeba pokonać trzy ciemne plansze imitujące jazdę autobusem, więc właściwie to jestem w stanie uwierzyć, że ktoś tu jeszcze bywa poza mną. I Rozalią.

Sucrette: (Torba kosztuje 130$...)

Suśka zrobiła taki wstęp, że rzeczywiście spodziewałam się jakichś dwóch setek z kawałkiem i znaczka (braku) jakości Rozalii, ale nie. W odróżnieniu od realu, 130 dolców w tej grze to nie fortuna, więc jestem bogatsza o jedną torbę. A że jest ładna, to przynajmniej mam jedną miłą rzecz w tym odcinku.

Armin: Po co ci to? Masz już jedną torbę, prawda?
Sucrette: Tak, ale nie o to chodzi...

Alexy ci wytłumaczy. Poza tym - Słodki Flirt. Uczy relacji męsko-damskich od 2012 roku. Z różnym wynikiem.

Armin: To jak z Aleksym. Nigdy tego nie zrozumiem.

No to jednak mu nie wytłumaczy. Podejrzewam, że sposób podejścia brata na analogię ("bo to jest tak jak z tymi twoimi grami, jak wyjdzie nowa i interesująca, to musisz ją mieć") jest zbyt skomplikowany, żeby postał w tlenionej głowie Aleksego.
Idziemy do domu Sukrety - po tym, jak potężnie się wzbraniała przed najazdem na swoją czystość - a tam odkrywamy jedną z tajemnic naszej heroiny.

Sukreta: (Palnęłam to bez zastanowienia.)

Boże mój, to już drugi raz dzisiaj. Znaczy, nie posądzam Suśki o jakikolwiek pomyślunek w ogóle, ale cóż za zastraszający poziom spostrzegawczości i umiejętność krytycznego myślenia o samej sobie. Czyżbyśmy wreszcie nieśmiało zahaczali o rozwój postaci?!

Sucrette: (...) Wolę to zostawić i nie tracić na nią więcej czasu.

A nie, fałszywy alarm.
Może wychodzić, że się czepiam - w sumie całe te streszczenia polegają na tym, że czepiam się na potęgę - ale cały ten odcinek, jak i kilka poprzednich... Duh, właściwie za każdym razem, gdy wychodzi jakaś akcja z Amber, Sukreta zapewnia, że och tak, jest teraz taka dojrzała, wcale się nie przejmuje, tak jej szkoda tej złośliwej, smutnej Amber, której nikt nie lubi poza jej dronami, och ach, a po chwili wychodzą takie "tragedie" typu incydenty ze spaghetti albo obgadywaniem związków, z czego wynika, że owszem, Sukreta się przejmuje, a przejmuje się tak bardzo, że to praktycznie sens jej istnienia. Zauważcie, że tak naprawdę główną osią fabuły tego odcinka nie jest ani odkrywanie dramy Iris, ani tym bardziej myślenie o naszym związku, bo obie te rzeczy zajmują parę dialogów (z czego na związek mamy trochę więcej, ale to też tylko jakieś dyrdymały, które urodziły się naprędce w wypełnionym powietrzem mózgu Sukrety). Za to Amber i jej zagrywki przewijające się co rusz w odcinku i jeszcze nachalniej w monologach wewnętrznych Sukrety - o tak, jak najbardziej! Problem jest taki, że z punktu widzenia scenariusza Suśka nie może ewoluować pod względem pewności siebie, ponieważ na razie nie ma żadnego innego pomysłu na postać Amber i spółki poza ich ultra sztampową i jednowymiarową rolą szkolnych zołz. Drama Klementyny skończyła się, zanim się zaczęła, rozwój Amber przy wątku Nataniela został zamieciony pod dywan (czego do dziś nie mogę zdzierżyć, bo to się pisało samo, ale Beemoov potrafi i gotowy pomysł skopać po całości), Li nie istnieje, a Charlotta to nadzieja, której życie kwitnie wyłącznie w fandomie, bo w grze to już niekoniecznie. Tak więc sorry, ale każde zapewnienie ze strony Suśki o tym, jak to ona teraz inaczej patrzy na świat i jest ponad szkolne złośliwości to pic na wodę, fotomontaż, show-don't tell i ogólnie kłamstwo ze strony scenarzystów, bo alternatywą jest przyznanie się, że dla Amber nie ma już miejsca w statusie quo i trzeba by ją wywalić lub, nie daj Boże, zmienić charakter. A jak widać Suśka nawet w przypadku Klementyny ma dalej problem z przyznaniem, że ludzie się zmieniają, więc nie widzę tego w najbliższych czterdziestu odcinkach.

Armin: Nie wiem, jak udało ci się zachować taki spokój. Ale uważam to za bardzo seksowne.
Sucrette: (Usiadłam mu na kolanach i objęłam jego kark.)


Armin: Coraz bardziej seksowne...
Sucrette: (Pochyliłam się, aby namiętnie go pocałować.)




Regulamin napisał


“WRAŻLIWE” tematy, których nie należy poruszać na forum:

✔Seksualność

Ek-hem!

Sucrette: (Zostaliśmy tak wtuleni w siebie przez co najmniej godzinę.)



Sucrette: (Kimkolwiek jest ten szantażysta, nie wygra z taką ekipą jak nasza!)

Nie wiem, kogo mi bardziej żal: Iris, szantażysty czy siebie, bo będę musiała ponownie czytać o wywijasach detektyw Sukrety.

Gra: ZAKOŃCZ ODCINEK.

Co? A gdzie moralizatorska wstawka o jasnym określaniu granic i że nie znaczy nie?! Oj, Słodki Flircie, mój wewnętrzny konserwatyzm i moralny kompas oparty na światopoglądzie z poprzedniego stulecia właśnie wystawiły ci żółtą kartkę! Lepiej, żeby moi growi rodzice otworzyli przyszły odcinek jakimś moralitetem o wpuszczaniu chłopców do pokoju i zbieraniu z nimi dwuznacznych ilustracji!

Bywały gorsze odcinki, co nie zmienia faktu, że za każdym razem, gdy Sukreta dzieli się swoimi wizjami i teoriami na temat "zdrowego" związku, wszyscy powinni ostentacyjnie wychodzić z gry. Drama Iris jest sklecona na szybcika, bo komuś się przypomniało, że istnieje taka postać, a po ostatniej wpadce z Lysandrem nikt nie ma ochoty wymyślać jakiejś historii z czterech liter dla Armina i Aleksego (obstawiam, że będą szukali swoich biologicznych rodziców, to chyba brzmi wystarczająco żenująco, co w slangu tej gry oznacza tyle co "idealnie, oscarowy scenariusz"). Z drugiej strony widać te nieudolne starania, by rozwinąć tę płaską jak ściana Suśkę, wmówić nam, że zaliczyła moralny level up, no ale jaki jest koń - każdy widzi. No i najważniejsze - nadal ukrywamy związek. Dobra połowa odcinka męczy jak diabli, Priya znowu musi to wszystko ratować, a dziewczyny, które mają za WS-a chłopaka innego niż Armin (czyli prawie wszystkie), nie mają tu zanadto czego szukać. Widzimy się za dwa miesiące i spodziewam się siermięgi najwyższej klasy. Co prawda nic nie przebije dramy Lysandra, bo to było już dno dna, ale jeśli utrzyma się tendencja uduchowionej Suśki-Afrodyty, Matki Wszelkich Związków, wbijaniu nam młotkiem do głowy, że nasza postać dorosła, podczas gdy wszystko inne temu przeczy oraz ratowania Iris przez osoby, które absolutnie nie powinny się za to zabierać... Ech. Mam nadzieję, że przynajmniej ubrania będą ładne.

1 komentarz:

  1. Rany koguta, za co, no za co ta gra tak nie lubi Melki? Jeszcze rozumiem route Nataniela, tam mamy przynajmniej casus rywalki, ale my się wyżywamy na tej biednej dziewczynie na każdej ścieżce i nie możemy się od niej odczepić jeszcze na etapie Uniwerku (serio, Melanio, zabieraj sobie Zaidiego w cholerę, niewielka strata).

    " Suśka frunie na podłogę, upierdziela się sosem i to jest tak niesłychanie śmieszne, że cała stołówka wybucha śmiechem" - nigdy nie rozumiałam tego motywu we wszelakich filmach dla nastolatków - chodziłam do cokolwiek patologicznego gimnazjum, a nawet tam (nie mówiąc już o znacznie normalniejszym liceum) większość uczniów nie uważałaby tego za dobry powód do śmiechu, zwłaszcza gdyby ofiara była ewidentnie zmartwiona wypadkiem.

    OdpowiedzUsuń