sobota, 8 lipca 2017

Odcinek 33

Przypomnijmy: trzy miesiące temu w naszej ulubionej licealnej dramie robiliśmy... eee... a, pomagaliśmy Klementynie, mieszaliśmy podejrzane substancje z Morganem Freemanem i brechtaliśmy się z Priyą z jej wyimaginowanych wad. I chyba wydarzyło się coś jeszcze, ale nie chcę sobie tego przypominać, zwłaszcza jeśli ma związek ze szpitalami i amnezjami z czterech liter. Zapowiedź odcinka 33 obiecuje nam rozwiązanie najgłupszego wątku w historii gier otome oraz ogólnie gier dla dziewcząt obierających sobie za punkt honoru uczenia Prawd Życiowych™, lepiej żeby to się wydarzyło, bo ze wszystkich rzeczy akurat tego sobie nie zaspoilerowałam, dlatego moja radość będzie podwójnie autentyczna.

Ale ad rem: odcinek zaczyna się sceną w sali biologicznej, podczas której nasza prężna młódź niczym w skeczu o otwarciu nowej Biedronki kotłuje się już w boksach startowych, aby rozpocząć przerwę świą... weekend. Lekcja się kończy, ogary wybiegły na wolność, a tam Iris oraz Alexy, których obecne spiskowanie stanowi pewien foreshadowing, am I right or am I right?  ( ͡° ͜ʖ ͡° ) Tak czy inaczej sprawa rozchodzi się o dżamprę, a Alexy szuka głupiego, który udostępni mu salę. Po chwili perswazji wszyscy zainteresowani decydują, że robimy wjazd na chatę Iris i ona nie ma nic do gadania, bo i tak przyjdziemy, z tą różnicą, że albo nawalimy się pod jej drzwiami, albo po przekroczeniu progu. Iris z uśmiechem na twarzy mówi, że jej brat skołuje jakieś dopalacze, a mama wyciągnie korkociąg, po czym przechodzimy do mojej ulubionej części gameplayu - szukaniu ludzi po całej szkole.

W tej chwili bardzo przyjemnie zaskoczyło mnie, że nie dość, że nie muszę szukać WSZYSTKICH, to jeszcze gra mówi mi, gdzie mam ich znaleźć! Oczywiście jest i łyżka dziegciu w tej beczce miodu - Alexy i Iris, te cwaniaki, know what's up i zostawiają mi do obskoczenia Lysandra oraz Katarzynę, tego bożyszcze nastolatek. Jak żyć, ciociu Titi. W ogóle nie rozumiem, dlaczego muszę przypominać Iris o zaproszeniu najlepszej dziewczyny w liceum. Nie wiem, czy Iris wreszcie przeszła swoje własne 28 odcinków Słodkiego Flirtu i odkryła, że ma jajniki i z chłopakami można więcej niż tylko zbierać ilustracje, więc nie chce sobie robić konkurencji, czy po prostu zależy jej, by w przedbiegach zniszczyć tę imprezę. Ho ho, na to będzie jeszcze czas! Zwłaszcza, gdy Suśka wkroczy do akcji!
W szatni znajduję nowy garniak Lysandra oraz dopasowany do niego majestatyczny fular i mówię mu, joł joł joł zioom, szykuje się impreza życia, i w ogóle to musisz przyjść, bo inaczej jesteś obwieś i cham.

Fular Lysandra: Przyjdę. Od czasu do czasu powinienem zachowywać się jak inni uczniowie.
Sucrette: (Lysander nie jest jak inni uczniowie!)

No nie, innych uczniów można opisać więcej niż jednym przymiotnikiem. Jest to pewna unikalność. Może nie taka, jakiej życzyłby sobie Lysander, ale wciąż. No okej, może jeszcze Li nie wykazuje w tej grze czegokolwiek, co od biedy można by nazwać charakterem. ... I teraz to shippuję. W ogóle mam taki lol przy rozmowie z Lysandrem, gdyż gra próbuje mi mnie nieśmiało przekonać, że ALEŻ OCZYWIŚCIE, ta amnezja była taka rozwijająca, rozwój postaci Lysandra wcale nie stoi w miejscu tak jak stał, chłopak tak bardzo się zmienił, rany julek, te wynurzenia, te wyznania, te przemyślenia i morały i on ma hobby, pamiętacie, że śpiewa i pisze piosenki? No właśnie, ja też nie.

Jeden obdżektyw odhaczony, idę zmierzyć się ze smo... nawiązywać kontakty z Kastielem.
Nasza ruda królewna wyczuła, że mamy nowy rok, co oznacza kolejne starcie o coroczną nagrodę dla najbardziej czarującej osoby w liceum. Z właściwym sobie urokiem osobistym zgadza się zaszczycić swoją atencją rzeczone spotkanie grupowe. Z jednym zastrzeżeniem jednakowoż.

Kastiel: Mam nadzieję, że to nie będzie znowu coś tak głupiego jak piknik.
Sucrette: Nie--
Kastiel: Ani dziecinnego jak przedstawienie.
Sucrette: To będzie--
Kastiel: Ani że nie wyjdzie z tego głupia potańcówka.
Sucrette: Wiesz co? Wypchaj się dżemem.

Albo dziesięcioma! Jednak muszę pochwalić - Boże, aż dziwnie się czuję, pisząc to - Sukretę, która chyba od paru odcinków wreszcie wie, jak rozmawiać z tą kupką czerwonego nygusostwa i nie daje się zbić z tropu na dźwięk kolejnych wymówek albo po prostu je ignoruje.

Sucrette: Zostawię cię już. Do jutra.
Kastiel: Do jutra.

Czy już jesteśmy najlepszymi kumplami?
Spotykam Priyę, która jest autentycznie wzruszona na wieść o zaproszeniu na imprezę. Ktoś ją musi uprzedzić, że później też będzie płakać, ale ważą się jeszcze losy czy to ze śmiechu, czy rozpaczy i wstydu z drugiej ręki. Obok stoi Amber i Priya kładzie swą ozdobioną rękę na Sukretowym ramieniu. Obie wstrzymujemy oddech, by za chwilę wypuścić go ze świstem, gdy okazuje się, że nie da się zaprosić najlepszych buforów na imprezę. Co za marnotrawstwo redrawu!

Udaje mi się przeprowadzić pozbawiony jadu dialog z Peggy, po czym udaję się na przystanek autobusowy, gdzie spotykam Klemę i Mikołajka.

Klementyna: Niestety mamy z Samuelem już plany na dzisiejszy wieczór.
Samuel: Tak, idziemy na koncert mojego brata. Gra w zespole jazzowym.

(musiałam użyć innego gifa, ponieważ Photobucket ma jakieś schizy, ale tak samo oddaje moje uczucia w tamtej chwili)
Kupię kody na granie Klementyną. Ewidentnie ma jakieś haxxory. Pewnie odblokowuje wszystkie ciuchy z butików pierwszego dnia za darmo.

Mikołajek: Ale to super miłe, że nam to zaproponowaliście.

Pewnie nie powinnam psioczyć, bo poza okazjonalnymi dziecinnymi akcjami Armin jest spoko - znaczy, taki "na bezrybiu i rak ryba" spoko - aczkolwiek HNNNNNNNNNNNNG Samuel.

Sucrette: (Nigdy bym jej o to nie podejrzewała!)

No widzisz, Sucrette, niektórzy nie potrzebują dwudziestu ośmiu odcinków na wyprodukowanie estrogenu, a jak już to robią, to nie odczuwają irracjonalnej potrzeby zepsucia tego w piętnaście minut.

Sucrette: (Może historia z Amber pomogła jej się zmienić. A może to wpływ Samuela? A może ludzie zmieniają się, gdy są zakochani...?)

A może zmieńcie scenarzystę, który pisze takie smuty? Poza tym lol z Sukrety, która sądzi, że skoro Klementyna z nikim nie utrzymuje kontaktu w szkole i nie lubi jej szlachetnej osoby, to nie ma prawa mieć życia poza nią. No dobra, Klema nie należy może do najuprzejmiejszych bohaterek tej gry, aczkolwiek nietrudno mi sobie wyobrazić, że niektórym trudno byłoby zachować pogodę ducha, gdy otacza go banda fascynujących postaci pokroju Kastiela i spółki.
Wracam do domu, aby obwieścić mym rodzicom, iż idę się alkoholizować i wymagam ich błogosławieństwa.

Seksowny taton Sukrety: Co masz na myśli, mówiąc "małą imprezę"?

Och, no wiesz, tato. Mnóstwo dragów, hektolitry alkoholu, dzikie seksy pod stołem z każdym, kto się nawinie, obowiązkowe nagie kąpiele w basenie oraz finał na posterunku. A Lysander - wiesz, ten kolega, którego ostatnio potrącił samochód - zgodził się nawet przyjść jako chippendale! Ach, jak on szybko dochodzi do siebie!

Seksowny taton Sukrety: Będą też chłopcy?
Sucrette: Tato, jestem lesbijką.
Seksowny taton Sukrety: ... Będą też chłopcy?

No przecież powiedziała "impreza", nie "babski wieczór". ... Och. Oooooooch. Że tata Sukrety chciał się wkręcić jako opiekun na imprezie dla nastolatek? Ooooo, to sam sobie nie poradzi, absolutnie musi zaprosić jeszcze tatę Violetty! :D Ale jeśli to jeszcze nie zapowiedź możliwości odblokowania w przyszłości zakazanego route'a z Farazem, to słyszałam, że mama Armina robi konkurencyjną imprezę. I one pewnie z chęcią też by przygarnęły jakiegoś chippendale'a  ( ͡° ͜ʖ ͡° )
... Dostanę zaraz osta, prawda?

Kobieta-kot: Oczywiście, że tak. Jej koleżanka raczej nie mieszka w klasztorze.

Pojazd roku - nasza mama. A 2017 dopiero się rozpoczął!

Sucrette: (Mój ojciec nie wygląda na obrażonego, tylko raczej czuje się niezręcznie... To się nieczęsto zdarza!)

Moja teoria, że tata Sukrety liczył na jakieś propozycje albo inne profity wciąż nie została obalona. Więcej nawet - powiem, że trzyma się mocno!

Seksowny taton Sukrety: Ja też nie zamierzam trzymać córki w klasztorze.
Sucrette: (Podchwy--)
Seksowny taton Sukrety: Nie, od razu wywiozę ją do Tybetu na plantację bawełny, gdzie będzie ją zbierała z krzaka odizolowanego o trzydzieści kilometrów od głównego pola.
Sucrette: W Tybecie chyba nie rośnie bawełna...
Seksowny taton Sukrety: No to zostają lochy.
Sucrette: BAWEŁNO LEPIEJ JUŻ BĄDŹ W TYM TYBECIE

Inwigilacja trwa.
Seksowny taton Sukrety: Będziecie pić alkohol?

A ty to już wszystko byś chciał wiedzieć!

Sucrette: Nie, ale wiesz jakie będą sławy? Przyjedzie pan Tadeusz z Soplicy, teraz wyprowadził się do Finlandii hodować żubry. Będzie też pan Sobieski; ostatnio cierpiał na jakieś żołądkowe rewolucje, ale wyborowy z niego wodzirej, nigdy nas jeszcze nie zawiódł. Mówię ci, tata, luksusowa impreza się szykuje. Nie ma, że mnie nie będzie, muszę być!

Baj de łej, Sukreta na pytanie ojca "czy będziecie pić alkohol" mówi "nie mam pojęcia". Pytanie było co prawda zbiorcze, ale co, Suśka zakłada, że ludzie rzucą ją na stół i będą jej na siłę wlewać czystą do gardła? Ja wiem, że ostatnio ta gra próbuje być bardzo 18+, ale muszą coś zostawić na następne odcinki, nie?

Mama: [uśmiechający się sprite] Czasem jest taki drażliwy.

Ohohoho, widzę, że ktoś jeszcze ma ukryty cel, by pozbyć się córki z do... Już się zamykam.

Mama: Nie martw się. Przejdzie mu.

JUŻ JA TEGO DOPILNUJĘ
... Przepraszam.

Sucrette: (Zawsze byłam zżyta z rodzicami. (...))

Ahahahaha. Ha. Nie.

Suśka wchodzi do góry, by odebrać mission briefing od Iris. Dostaje jej się fucha kupienia napojów, przy czym z ulgą dostrzega, że ma kupić te bez prądu. Myślę, że tego wieczoru związki Iris z Lysandrem przybrały na intensywności, gdy okazało się, iż jego szerokie bary, wzrost oraz dorosły fular istotnie sprawiają bardzo dojrzałe wrażenie. Nie bez znaczenia okazał się drugi atut milczącego poety - posiada on starszego brata. A tenże brat posiada dowód osobisty. Niesamowite, w jakich warunkach może rozkwitnąć przyjaźń.
Sucrette decyduje się zadzwonić do Armina i zapytać o jego obecność na imprezie, ponieważ byłoby to zasadne, skoro panicznie ukrywa swój związek przed innymi, a oboje nie mogą utrzymać przy sobie rąk. Nikt nie mówił, że ta gra jest logiczna.

Sucrette: (Mam nadzieję, że nie jest zaabsorbowany swoją gierką.)
A może Suśka to po prostu ten typ gamer chick, który zawsze ma 0/14/3 i kupuje multum rozebranych skinów, by potem wypraszać od napalonych "znajomych" inne skiny za niespełnione obietnice wysłania zdjęć?

Armin: Cześć, piękna.
Sucrette: Pffffft, przestaniesz wygadywać głupstwa?
Armin: Cześć, irytująca pleciugo, która pustostanem zawstydza nawet wyschniętą studnię.
Sucrette: ... Okej, wróćmy do głupstw.
Armin: Cześć, piękna. :D
Sucrette: ...

Iiiii potem okazuje się, że rzeczywisty dialog wygląda bardzo podobnie i nie wiem, czy mam być z siebie dumna, że znowu zgadłam, co się wydarzyło w Słodkim Flircie, czy ma mi być wstyd, bo moje myśli weszły na ten sam tor, co największych mózgów w Beemoovie.

Słuchajcie, sprawa jest taka: Armin proponuje Suśce spotkanie, ale ona nie chce, bo jej herod-tata na pewno nie pozwoli jej iść na imprezę, więc wybiera jedno wyjście, to grupowe. Armin mówi, że ma plany i w sumie to nie chce iść. Suśka szantażuje go emocjonalnie tekstem "ale ja tam będę". Armin kręci nosem, że to nie będzie to samo. Suśka mówi, że i tak idzie, i on powinien też przyjść, bo wszyscy tam będą, i ona uważa, że będzie fajnie, więc on też powinien tak uważać, czemu on tak nie uważa. Armin na to, że on w takim razie też. A Sukreta "ale nie zmuszaj się, to nie o to chodzi!".
... Droga boziu od związków, jeśli kiedykolwiek odnajdę swoją drugą połówkę, to spraw proszę, aby jajniki nie rzuciły mi się na głowę i żebym nie stała się taką typową lasią z cyklu "domyśl się".

Armin: Muszę czasem wyjść ze swojej strefy komfortu. Poza tym masz racj--

Uuuurgh, nie mogę dalej, witki mi opadły. To jak piszę to, zapytacie? Uderzając czołem w klawiaturę. Chyba scenarzystom wydawało się, że związek z Arminem jest mało inwazyjny, więc co jakiś czas - średnio raz na odcinek - pojawia się ten durny wątek, w którym musimy go "ratować" i "zmieniać", bo on tak strasznie niszczy sobie życie, nawalając w Dooma po nocach i cierpiąc na chroniczne "jeszcze jedna tura" w Hirołsach. Jak już wspominałam bodajże przy okazji poprzedniego odcinka, po pierwsze granie Armina ani razu nie zostało przedstawione jako wykluczające go ze społeczeństwa (poza momentami, gdy gra próbuje być dhramatyczna i wtedy wygląda to po prostu źle), a po drugie - PO TO WZIĘŁAM SE NERDA, BY NA RANDKACH PRZECHODZIĆ Z NIM PORTAL. Słodki Flircie, weź się ogarnij. A jeśli jeszcze na tym idiotycznym wątku oprą nieuniknioną dramę Armina, to ryknę pustym śmiechem głośniej niż przy amnezji Lysandra.

Po tej durnej rozmowie Armin tupie nogą i decyduje, że Avanti, idziemy na zakupy. Jeszcze obowiązkowy tekst Suśki o tym, jak to się zbliżyła do swego faceta (dobrze, że o tym wspomina co odcinek, bo przez te wszystkie akcje z odpychaniem i udawaniem mogłabym nie zauważyć, jaki to zdrowy związek) i czas uderzyć do monopo... bazaru.
Ale zanim to nastąpi... halucynacje! A myślałam, że na imprezę to my dopiero pójdziemy.

***

W poprzednim odcinku skończyliśmy na scenie, w której Sukreta już ma halucynacje spowodowane upojeniem herbatkami z prądem, pomimo nie bycia pod wpływem. Słodki Flirt używa Moralitetów! It's super effective!

Sucrette: (Chyba podświadomie boję się, że coś złego wydarzy się na imprezie u Iris...)

Powiedział Narrator Profetyczny i całe napięcie szlag trafił.

Sucrette: (Mam zbyt wybujałą wyobraźnię, gdy śpię.)

Większa część szkoły już się zdążyła przekonać, że nie tylko wtedy.
Sukreta budzi się na czas, by wysłuchać, jak Kobieta-Kot ma gdzieś jej polskie korzenie, o których dowiedzieliśmy się w poprzednim odcinku i kaleczy nasz rodzimy język, wspominając o jakimś mistycznym "shoppingu".

Sucrette: Zakupy? Niedawno byłam. Nie mam już żadnych oszczędności...

"Twoje dolary: 1593$"
No nie mam, mamo, doszczętnie spłukałam się w ostatnim butiku.

Kobieta-Kot daruje nam 50 dolców, po czym Sukreta uderza na dzielnię, by uwaga, uwaga, "kupić sobie strój na wieczorek". Atmosfera tej imprezy - poza tym, że umacnia mnie w przekonaniu, że naprawdę akcja obecnego odcinka dzieje się podczas przerwy świątecznej i Sylwestra - przybiera na powadze ze sceny na scenę. Nie zdziwię się, jeśli za chwilę nie zacznie wspominać się o raucie albo ekipa nie przeniesie się na Facebooka i nie podepnie pod Sylwestra z prezydentem.

Sucrette: (Od razu idę do Leo. Tam najszybciej znajdę coś ładnego.)

No bo przecież w Amorisowie jest tyle sklepów z ciuchami, w których można sobie coś wybrać, prawda.

Leo: Mam wrażenie, że ostatnio widuję cię tutaj coraz częściej.

A. Może chadzałabym gdzie indziej, gdybyś nie wymordował konkurencji i nie posiadał embargo na sprzedawanie ubrań w tym zasiedmiogórogrodzie.
B. Poza tobą mam jeszcze do wyboru ciuchy Rozalii, a chyba widziałeś ciuchy zrobione przez Rozalię? No właśnie.
C. Leo, moje przychodzenie tutaj sprawia, że twoje istnienie postaci tak pobocznej, że aż nie mieszczącej się w kadrze, ma jakieś dodatkowe znaczenie poza byciem ozdobą dla ramienia Rozalii. W pewnym sensie wyrządzam ci przysługę, pojawiając się tutaj.

Sukreta mówi, że idzie na imprezkę i potrzebuje ubrać się jak najostrzejsza dżaga we wsi, aby wyrywać tyłeczki, co wymusza w Leo zmianę sprite'a na ten jego zwyczajowy poddenerwowany-smutny szmek oraz stwierdzenie "OCH NA TĘ SAMĄ CO ROZALIA". Ktoś tu ma chyba ból odwłoka, że nie został zaproszony! Chyba muszę dać mu numer do mojego taty, żeby sobie urządzili wieczór Zapomnianych Postaci Drugoplanowych albo coś. Chociaż z drugiej strony Leo jest tak oddany swojej pracy, że nie zdziwiłabym się, gdyby jego ulubioną "imprezą" była intymna przygoda z nowymi materiałami oraz macanie igły. Bez skojarzeń.

Leo: A więc jaki styl cię interesuje?
Sucrette: Miło widzieć, że jesteś w formie.

...
I hahahaha, odpowiedź B (Chciałabym coś bardziej klasycznego niż zwykle.). Wiem, że to mało prawdopodobne, ale jeśli ktoś nie widział trailera ani posta o dodaniu odcinka na stronę, to może mieć niemałe zdziwko, gdy okaże się, iż lol, nie ma żadnego klasycznego stroju. Ale zobaczmy, co mi powie na to Leo!

Leo: Dobrze się składa. Dokładnie wiem, czego potrzebujesz.

Klasyczny = marynarka z sukienką.

Sucrette: (Czuję się w tym taka dorosła.)

Ooooo, a więc to sobie myślały te wszystkie koleżanki na studniówce, które przyszły z połową zawartości pudełka podkładu na twarzy i najmocniejszą maskarą, jaką zdołały znaleźć w drogerii. Dla jasności - miałam studniówkę po gimnazjum (nie, to nie był komers - zrobiono to właśnie ze "studniówkowym" rozmachem), więc wyobrażacie sobie, że szesnastki, które na jeden wieczór zamieniły się w ryczące trzydziestki, wyglądały cokolwiek komicznie. I teraz to brzmi, jakby targetem moich wypocin były głównie równolatki, dlatego żeby temu zaradzić mała rada dla młodzieży - nie jestem waszą mamą, żeby zakazywać wam się malować, ale jeśli ktoś wam mówi, że przesadziłyście z tuszem (wersja light) albo wyglądacie jak panna lekkich obyczajów w przygotowaniu na ciężką noc (wersja hard), to najpewniej ma rację. Więc zmyjcie to, nałóżcie po prostu trochę mniej i będzie cacy. No chyba, że celujecie w jakąś subkulturę i pół zawartości tubki od maskary jest jak najbardziej wskazane.

Sucrette: (Całe szczęście, że mama dała mi trochę pieniędzy, bo strój był trochę drogi.)

Sukreta bez oszczędności postawiła pod zastaw chyba całą zawartość swoje komody, żeby zapłacić za tę kieckę.
Suśka wraca do domu po rzeczy (w tym klucze, które "zawsze gdzieś zostawia" i mam w tym momencie nadzieję, że "gdzieś" oznacza "walają się po domu", a nie "hihihihi, raz wsiadłam do autobusu, patrzę przez okno, a tam klucze na krzesełku pod wiatą!") i rusza kupić soczki na bazar, a tam!

Armin: Wow... Wyglądasz naprawdę sexy!

Ooooo, więc na taką reakcję liczyło te parę koleżanek na studniówce, które ubrały się w dziesięciocentymetrowe szpilki i głębokie dekolty, pomimo że nie miały czym ich wypełnić! Słodki Flirt pomógł mi odkryć rozwiązanie tej dziewięcioletniej tajemnicy.

Sucrette: Ha ha, dziękuję. Wyglądasz na zaskoczonego.
Armin: No. Mi nikt nie narysował wyjściowych ciuchów na ten odcinek.

Armin: Nie jestem zaskoczony, że jesteś sexy. Od dawna to wiedziałem.

Awwww.

Armin: Jestem zaskoczony twoim strojem. Wyglądasz inaczej niż zwykle.

Och, założę się jednak, że TAKIEJ reakcji nie oczekiwały koleżanki na studniówce.

Armin: Teraz cię pocałuję.

... A przynajmniej nie wtedy, gdyby skończyły się krzywą miną i unikaniem ich przez całą wieczór. Ach, te koleżanki na studniówce, jednak wiedziały, co robią!

Sucrette: (Szkoda, że nie możemy tego robić na imprezie. Mogłabym całować go godzinami.)

Nie żeby coś, Sukreta, ale Armin proponował ci wyjście we dwoje. Just sayin'.

Random: Moglibyście zarezerwować sobie hotel!


Random okazuje się Rozalią i cały żart (jak i morał, by nie badać sobie namiętnie migdałków w miejscach publicznych, bo to ździebko nie wypada) idzie się grzmocić.

Rozalia: Wiecie, to co robicie, jest zabronione nieletnim...

Ale co, Armin ściągnął koszulkę, żeby... eemm, było im łatwiej? To nie jest karalne. No chyba że Sucrette zdjęła kieckę, to już może podpadać pod ekshibicjonizm. Chociaż... no.

Rozalia: Jak na sekretny związek, to nie jesteście zbyt dyskretni.

Jakbym za każdym razem, gdy idę na zakupy, martwiła się, że zza węgła ruszy na mnie rozjuszony Kastiel, to musiałabym chyba nie wyściubiać nosa z forum.

Rozalia: Ja śnię, czy mały geek jest na ciebie napalony?

No bo przecież wszyscy wiedzą, że każdy geek marzy, żeby wziąć ślub ze swoją waifu wymalowaną na poduszce i brzydzi się realnymi kobietami. Duuuh.

Armin: O czym rozmawiacie?

O twoim... hobby.

Rozalia: Patrz jak chodzisz!

Ej, Rozalia, wyluzuj - to jest gra dla małych dziewczynek! Bez takich!

Sucrette: (Gdy znaleźliśmy się w alejce, wzięłam sok ananasowy, a Armin - pomarańczowy.)

Miałam na sobie koszulkę, stanik i figi. Skarpetek nie.
Przysięgam, jeśli zaraz wyniknie z tego dialog o wyższości soku ananasowego nad pomarańczowym i vice versa, to...

Rozalia: Okej, teraz idziemy do działu z owocami (...).

Uff, zagrożenie śmieciowymi informacjami zażegnane!

Rozalia: A teraz idziemy do Iris.

Wspominam o tej niewinnej kwestii, ponieważ Rozalia ma przy jej wypowiadaniu rumieńce na twarzy. Rany julek, tu chyba wszyscy połknęli bakcyla. Jeśli Sukreta będzie jedyna przez jej anastazjowatą mentalność i coś cudownie liliowego mnie ominie, to chyba napiszę do Beemoovu. A oni tego nie przeczytają, bo nie czytają nic, co nie jest w języku Franków.
Nasze party przedziera się przez mrok, aby dotrzeć do domu Iris i oto jesteśmy. Wita nas jasność w formie pokoju Rudej Roszpunki i hnnnng, ależ ona ma super zasłony.

Sucrette: Jak tu jasno i kolorowo!
Rozalia: Przynajmniej jest przytulnie.

No więc Rozalia ma znowu uśmiech z rumieńcem przy tej kwestii, ale łaskawie mówi, że "przynajmniej" jest przytulnie. Więc co, podoba jej się? Nie podoba? Za bardzo zwracam uwagę na nieważne szczegóły?
Mama Iris wpada, by powitać nas swoim szerokim uśmiechem i rozgrzać moje cyniczne serduszko. Córa z kolei zaprasza nas na oglądanie mieszkania.

Sucrette: (Spojrzałam na Armina. Tym razem muszę uważać, by nie dać nic po sobie poznać.)

No tak, jak się człowiek podnieci przy takim oglądaniu pomieszczeń, to ino sekunda starczy i nieszczęście gotowe. Mam chorą nadzieję, że jak już ten najbardziej tajemniczy ze związków zostanie odkryty, to połowa obsady westchnie "Jezu, nareszcie się przyznaliście, byliśmy już zmęczeni tym ciągłym udawaniem, że nic nie wiemy", a reszta wzruszy ramionami i zapyta "e, no i?".

Rozalia: Macie tutaj naprawdę ładne światło.

Nie podoba jej się ten dom, nie?

Sucrette: (Rozalia wygląda powątpiewająco.)

No to zagadka rozwiązana. Przynajmniej nie jest złośliwa.
CHWILA. Dlaczego Iris ma zdjęcia facetów na ścianie w pokoju? Och, ale nie ma zdjęcia Armina. Okej, w takim razie nie było tematu. Mogę wrócić do zachwycania się jej łóżkiem z gwiazdkami.

Rozalia: Uwielbiam takie wanny!

DZIĘKI BOGU ROZALIA UKONTENTOWANA
Wiesz, Rozalio, jeśli wystarczająco się nawalisz, to możliwe, że spędzisz tu cały wieczór. Win-win situation!

Rozalia: Ech... nie jest trochę brudna.

Jeśli impreza się uda, to zobaczysz, jaka będzie później!
Wchodzimy do pokoju Thomasa, który pokazuje Rozalii, co robią rzeczywiście mądre i rezolutne postacie z takimi tępymi dziuniami jak ona. W wyniku tego Thomas jest aktualnie moim ulubionym bohaterem w Słodkim Flircie. Wspominałam już, że to dobry odcinek?

Thomas: Dalej jesteście parą?
Sucrette: HOHOHOHO THOMAS. N-nie, nie jesteśmy parą.
Thomas: Taaaaaaa, jasne. *wink*
Sucrette: ...

Thomas chce zostać na imprezie, na co Armin pyta, czy nie boi się zostać ze starszymi. Lol, oni naprawdę są w mentalnej gimbazie. Poza tym nie chcę cię martwić, Armin, ale patrząc na ogar życiowy jaki reprezentujesz ty i twoja klasa, trudno nie oczekiwać, że to biedny Thomas będzie pilnował was, a nie wy jego. I wtedy to sam pójdzie do dziadków.

Rozalia: Macie ogród? Albo basen?

No peeeeeeeeewnie, Rozalio. I saunę, i jacuzzi też. I prywatnego masażystę.
Już się cieszyłam, że na tak małym metrażu oszczędzi nam się szukania postaci, ale Priya przybywa rozwiać moje wątpliwości. Violka nie chce przyjść na imprezę, bo Kim w ostatniej chwili coś wypadło (poziom zaczepistości imprezy właśnie spadł o 20%, a nawet nie zaczęliśmy) i musimy poszukać jej na mieście. Sukreta kupiła dla niej maskotkę na piżama party, znalazła jej zaginioną przytulankę, miała z nią inne epizody i co, ani razu nie przeszło jej przez myśl, żeby wymienić się numerami telefonów? Okej.

Violetta: Wiecie, że nie lubię takich spotkań.
Sucrette: Ale byłaś na piżama party u Melanii.
Violetta: Ale to nie to samo.

Bo, bo... BO TAM BĘDĄ CHŁOPCY. A CO JEŚLI COŚ MI ZROBIĄ.

Priya: Masz agorafobię?

Ugh, gro, wiemy już, że Priya jest oczytana i obyta w świecie, ale nie przesadzajcie, bo wychodzą wam później takie kwiatki, jak ten. Założę się, że gdyby Violka rzeczywiście cierpiała na agorafobię, to nie chodziłaby z wami do szkoły. A już na pewno nie latałaby sama po parku. Dziewczyna strzeliła jak ślepy w stodołę, no ale może zmusiło to kogoś do wygooglania tego i zdobycia jakiejś wiedzy.

Priya: Nie będzie tam nikogo, kto mógłby być złośliwy!

Zwłaszcza Kastiel, ten niezwykle dobrze wychowany młody człowiek.
Po udanym rzucie na perswazję zgarniamy Violettę z miasta i prowadzimy na rze... do domu Iris. Metaforycznie nie przechodzimy przez mrok, tylko od razu teleportujemy się na miejsce (może Priya jest magiem na 15 poziomie). Iris oprowadza kolejne ofiary po swoim domu.

Lysander: Też nie mogłaś znaleźć drogi?




A może ten arc z Lysandrem poszedł w złą stronę? Może właśnie ten samochód powinien tak go pizgnąć, walnąć go w jakieś dobre miejsce na głowie i tak mu poprzestawiać wszystko, że przestałby być zapominalski i oderwany od ziemi jak latawiec w wietrzny dzień? Albo lepiej - zamiast bawić się w niemówienie mu prawdy, ponieważ tak właśnie postąpiliby wszyscy przyjaciele, którzy nie pozwoliliby mu zachowywać się jak dupek wobec osób dla niego ważnych, moglibyśmy szepnąć "hej, doktorze, nasz przyjaciel non stop zapomina o notatniku i pewnie zrobiłby to samo z głową, gdyby nie została na stałe przytroczona do szyi", a George Clooney by nam wtedy powiedział, "ha! Tak się składa, że w Ameryce ruszyły właśnie badania nad właśnie takimi rzeczami i wasz przyjaciel może właśnie wziąć w nich udział! Oczywiście za darmo, ponieważ mamy odgórnie przykazany poziom cukru w tej grze i nie wolno nam go zaniżać". I wtedy Lysander pojechałby do Ameryki, a Suśka mogłaby usychać z tęsknoty, a potem Lysander by przyjechał i albo by się spotkali na lotnisku i wziąłby ją w te swoje potężne ramiona i pokazał jej notatnik i powiedział "widzisz, tym razem pamiętałem" i by się uśmiechnął i ona wybuchłaby jednocześnie płaczem i śmiechem i JEZU JAKI TEN ARC LYSANDRA BYŁ ZBĘDNY.

Iris wpada na pomysł, że fajnie byłoby pogotować razem, co łączy się z dwiema moimi reakcjami. Po pierwsze jestem pod wrażeniem, bo Kastiel nie marudzi, że to dziecinada. Jeśli okaże się, że facet lubi gotować i sprawia mu to autentyczną frajdę, to przyklasnę budowaniu postaci jak nigdy w tej grze. Z drugiej strony jest Sukreta i jej niezwykle pozytywne podejście z cyklu "miałaś fajny dom Iris. MIAŁAŚ". Suśka, jeśli ty się tam wepchniesz z zamiarem zostania Masterchefem anno domini 2017, to rzeczywiście może nie być co sprzątać.

Zanim jednak Sukreta będzie miała okazję trochę więcej pomarudzić, idziemy do ogrodu, z którego porywa nas wesoły hormonalny duet Alexy i Rozalia. Jako że chce spać dziś w nocy, to ze strachu na tym kończę dzisiejsze streszczenie. 

***
Rozalia: Jest gorąco, gorąco, GORĄCO!

Stało się - Rozalia do szczętu zwariowała.
Urgh, i dobrze, że nie jechałam dalej z tym dialogiem, bo rzeczywiście czasem mogłam się rzucać na łóżku z frustracji. Alexy i Rozalia zachowują się jak twoje koleżanki w totalnie sfeminizowanej pracy - wszędzie węszą sensację i romanse, coby się jakoś odbić od codziennej nudy w robocie. Tona aluzji i niesmacznych komentarzy, aż Suśka musi uruchomić swoje dawno nieużywane pokłady rozsądku i przywołać towarzystwo do porządku. Na szczęście ratuje mnie Iris i jej umiejętność bilokacji.

Iris: No to chodźcie do kuchni, podzielimy się zadaniami!
Rozalia: ZADANIAMI?

Będziemy wszyscy uważać, żeby jaśnie pani ino paznokietka nie złamała. Kastiel, strzeż się - mamy drugą pretendentkę do tytułu najbardziej czarującej osoby roku.
Na imprezę przybywa spóźniona Melania i Iris mówi, że najlepiej będzie rozdzielić się na dwie grupy, z czego pierwsza będzie gotować, a druga wymyślać zabawy na dzisiejszy wieczór. Wynika z tego grupowy dialog, po którym przestaje mnie dziwić, dlaczego ta banda malkontentów tak rzadko urządza jakiekolwiek spotkania grupowe poza szkołą. Kastiel ma uczulenie na dobrą zabawę, Rozalia jak rasowy gimbazjusz próbuje przeforsować swoją ideę dorosłości (czekam na namowy wysłania Lysandra do monopolowego), Violettę najlepiej byłoby puścić do domu, a na pomysły Iris zaproszeni reagują oburzeniem, bo jakże to tak, że koreczki jeszcze nieprzygotowane, a homar niewyłowiony z akwarium. Poziom zgrania znajduje się gdzieś na głębokości Rowu Mariańskiego, gdyby przeszłe akcje mnie nie przekonały, że nie chcę się widzieć z tymi ludźmi po szkole, to ta "impreza" chyba wybiłaby mi resztkę wątpliwości z głowy.

Nie wiem, czy wybór grupy zależy od posiadanego WS-a (Nataniel wybrał gotowanie), ale w każdym razie Sukreta wybiera wymyślanie zabaw. Idziemy na patio.

A. Zagramy w planszówkę?
B. Zagramy w jakąś zgadywankę?
C. Możemy po prostu razem dyskutować.

Boję się wybrać cokolwiek, bo patrząc, w jakim kierunku to wszystko idzie, to pewnie każda odpowiedź zostanie pożarta, przeżuta i wypluta na środek ogrodu, bo to dziecinne, nudne, głupie, wstaw tu każdą inną odpowiedź, którą podaliby twoi koledzy z klasy silący się na bycie cool i ponad to. Gdzie jest odpowiedź D - poślijmy Lysandra po napoje wyskokowe? To na pewno spotkałoby się z generalnym konsensusem.

Priya: To dobry pomysł!

Wyjdź za mnie.
Rozalia pyta co to "zgadywanka" i ponownie mam wrażenie, że farba do włosów wyżarła jej mózg. Inna sprawa, że Sukreta jej tłumaczy, o jaką zgadywankę chodzi i wygląda na to, że we Francji jak ktoś mówi "zgadywanka", to ma na myśli zabawę w "Jaka to melodia?". Ach, te różnice kulturowe.

Rozalia: To nie jest czasem trochę przestarzałe?

Tak jak i ty, Rozalio. W końcu przed chwilą mówiłaś, że jesteś taaaaaka dorosła. I szkoda, że jesteśmy na parterze, poprosiłabym o możliwość wyrzucenia Rozalii przez okno.

Priya: Wszystko zależy od tego, jaką wybierzesz piosenkę.
Nie, serio, wyjdź za mnie.

Rozalia: Nie jestem przekonana.
Wiesz co, Rozalia? Idź ty może do domu, usiądź naprzeciwko Leo i poprowadź z nim burzliwą dyskusję na temat tego, że ty jesteś w szkole i uczestniczysz w słodko-flirtowych fabułkach, a on siedzi jako NPC w tym swoim jedynym odzieżowym w Amorisowie i bogactwem osobowości dorównuje schnącej ścianie. TO, myślę, będzie odpowiadało twojemu wysublimowanemu gustowi młodej-starej.

Rozalia: A może zagramy w prawdę lub wyzwanie?
Sucrette: Rozo... (Nie wierzę, ma pomysły jak Laeti!)

Pffff. Biorąc pod uwagę poprzednie komentarze Rozalii, to już od dawna można się było spodziewać, w którą stronę pójdzie. Pewnie za chwilę zaproponuje "5 minut w niebie", to są zabawy, które interesują Rozalię. Zresztą jestem pewna, że zaraz Alexy jej przyklaśnie.

Alexy: Mi się podoba!


Priya: Mi to nie przeszkadza, ale nie wiem, czy Kastiel albo Lysander chcieliby w to zagrać.

Lysander i tak nie ma charakteru, więc wystarczy go do tego zmusić albo powiedzieć, że Imperatyw Narracyjny tak każe. A jeśli mielibyśmy słuchać się Kastiela, to już dawno wszyscy poszlibyśmy do domu. I wtedy mogłabym iść na konkurencyjną dwuosobową imprezę z Arminem i spełnić dzikie sny Sukrety o całowaniu go godzinami. ... W sumie możesz dołączyć, Priyo. The more the merrier, sharing is caring i takie tam. Nie jestem wybredna.

Rozalia: (...) Nigdy nie lubiłam grać w ganianego. Za bardzo mnie to stresowało. (...).


Alexy: Znalazłem kompromis. Pobawmy się w chowanego.
Rozalia: Na jedno wychodzi!
Alexy: Przegapiłaś swoje dzieciństwo czy co? (...)

Alexy knows what's up.

Alexy: (...) Miałem się już zastanawiać, czy zamierzacie się w ogóle dzisiaj bawić.

No, w towarzystwie takich DOROSŁYCH jak Rozalia bycie nastolatkiem potrafi być cokolwiek trudne.

Rozalia: Nie wierzę... Ile macie lat?

Tak o sto mniej od ciebie. No, może osiemdziesiąt.

Armin: Za bardzo zawracacie sobie głowę.

Ja mówię, że cała ta impreza to zawracanie głowy. Kastiel na pewno się ze mną zgodzi.
Po licznych smutach Rozalii przechodzimy na drugi koniec domu oraz spektrum tego, co wypada a co nie i w kuchni wita nas kolejna oburzona niewiasta. Melania jest absolutnie zniesmaczona wizją podawania ponczu na imprezie. O ile trochę ją rozumiem, bo sama zaczęłam pić baaaaardzo późno i koledzy dziwili się, jak to jest możliwe, że bez alkoholu jestem w stanie bawić się nie gorzej od nich - no normalnie czary - to idiotycznie jest ta scena zrobiona. Czuję się jakbym oglądała czwarty sezon Winx, którego powstanie poprzedził chyba multum listów od zaniepokojonych matek, więc bohaterki prześcigały się w moralitetach, które i tak zapominały w pół odcinka. Tutaj każdy ma coś do dodania, trzydzieści morałów na sekundę, wymuszone to jak nie wiem. No ale lećmy dalej. Kentin zniknął (on najpierwszy wiedział, że bawimy się w chowanego i wyprzedził nas wszystkich) i...

Kastiel: Pewnie robi coś wstydliwego.

Jaki dorosły ten odci... och. OCH. NO TAK. Przecież mógł iść do klopa. NO TAK. Też o tym pomyślałam, tak, właśnie o tym myślałam!

Iris: O czym ty mówisz?

No widzicie, żeby nie było - Iris też nie od razu zajarzyła!
No więc słuchajcie, idziemy szukać Kentina - który najpewniej jest w toalecie - aby mu powiedzieć, że bawimy się w chowanego. Takie rzeczy robimy w Słodkim Flircie.

Sucrette: *w łazience* Ach, tutaj jesteś...
Kentin: o.O

TAKIE. RZECZY.

W międzyczasie Melania ma znowu rozkminy na temat ponczu, w które możemy się wtrącić, ale serio - nie warto. Nic z tego nie wynika. Za chwilę natykamy się na Priyę, która w uroczy sposób jara się zabawą w chowanego.

Sucrette: (Rozalia jest taka śmieszna, gdy jest podirytowana.)

Och, a więc totalnie wkurzająca Rozalia i jej durne komentarze są to wprowadzone na zasadzie zabiegu komediowego? OJEJ, no dobrze, że napisaliście, bo nigdy bym na to nie wpadła! I teraz, skoro scenarzyści uważają to za TAKIE ZABAWNE, to będziemy tym karmieni jak żartami o rozmiarze miseczki Sukrety. Wybornie.

Kentin: Chyba nie wszyscy chcą się bawić w chowanego.
Sucrette: Powiedzmy, że to nie w stylu Rozalii.

Tak samo jak dobra zabawa. To też nie jest w stylu Rozalii.

Armin: Rozo, od teraz zły humor jest zakazany.

MÓJ CI ON

Kastiel: Co ty tutaj robisz?
Sucrette: A jak myślisz, cwaniaku?
Kastiel: Dziewczynko, to MOJE terytorium. Znajdź sobie własne.
Sucrette: Bardzo chętnie.

... Co się właśnie wydarzyło? Czym jest to uczucie spełnienia i błogości, które właśnie rozpływa się po moim ciele?
Zgodnie z naturą obecnego odcinka chowam się w krzakach, a tam czeka na mnie Armin i urocze dialogi. Melania i Iris są coraz bliżej naszej kryjówki, ale na szczęście dla nas tego podglądającego zboczucha Alexego dopada kosmiczna retrybucja i zmykamy szukać czegoś innego, bo zrobiło się gorąco.

Zadanie: Nieładnie oszukiwać... Znajdź nową kryjówkę!

Pffff, I'm in it to win it!
No cóż, odcinek byłby stracony, gdyby Suśka nie popisała się słomą w butach. Chowamy się w pokoju Iris mimo jej zakazu. Na jej miejscu chyba bym ich rozniosła, gdybym się dowiedziała. Poza tym Iris dostaje jakieś wiadomość na Skypie i zaraz otrzymujemy wybór, by spojrzeć na ekran. Jako że w odróżnieniu od Suśki id nie zmiażdżyło totalnie mojego superego, nie patrzę na cudze wiadomości. Smuci mnie za to, że Armin niestety nie będzie dobrym wpływem na swoją flamę, bo aż go ręce świerzbiły, by zobaczyć, co się dzieje na pulpicie. Na to wszystko wchodzi wkurzona Iris (niedziwne), ale zaraz jej przechodzi, w końcu nie będzie musiała po nas sprzątać (mega dziwne). Czuję się, jakbym znowu oglądała Doki Doki Pretty Cure, w którym jednej bohaterce rozwaliło całe królestwo, a ona po jakiejś minucie obiekcji obdarza zaufaniem podejrzaną lasencję, która najpewniej przyłożyła do tego rękę i bohaterki dobrze o tym wiedzą. Oj tam, oj tam, zdarzyło się.

Sucrette: (Iris coś dziwnie się dziś zachowuje...)

No bo kto to widział obrażać się, że ktoś obcy chce przeczytać jej prywatne odpowiedzi! Głupia jakaś czy co?

Sucrette: To pierwszy raz, gdy widziałam Iris taką obrażoną.

Nic dziwnego, że Suśka ma takie odpały. Jej rodzice musieli popełnić jakiś błąd wychowawczy, bo nie widzę innego wyjaśnienia dla jej tyłów społecznych oraz niewiedzy na temat podstawowych kontaktów międzyludzkich.

Armin: Coś ukrywa.
Sucrette: Tak sądzisz? (Nie wiem, co o tym myśleć.)

Ja za to wiem. "Nie mój interes".

Rozalio: W końcu jednak całkiem nieźle się bawiłam! I nawet prawie wygrałam!

No popatrz no tylko jak to działa, gdy tylko przestaniesz rysować czubkiem nosa po suficie i zluzujesz zwieracze.

Rozalia: Dopóki nie kichnęłam...
Sucrette: (Ach, ta Roza...)

ACH TA ROZA

Sucrette: (Pomimo humorów Iris i dąsów Melanii, wieczór jest naprawdę sympatyczny.)

Bawi mnie na zasadzie śmiechu przez łzy, że Rozalia i jej arcymądre komentarze nie doczekały się nawet wzmianki. To takie zabawne, gdy ma problem ze wszystkim, nic jej się nie podoba i ogólnie to czemu nikt nie skonsultował z nią wystroju wnętrz w domu Iris. No ale ACH TA ROZA.

Rozmawiam z Natanielem.
A. Jestem zaskoczona, że jesteś taki wyluzowany.
B. Jestem zaskoczona, że przyszedłeś.
C. Jestem zaskoczona, że wcześniej nie wpadliśmy na to, by to zorganizować.

Wybór z kategorii "co to za wybór, jak nie ma wyboru". Pierwsze dwie opcje są durne, bo Nataniel już dawno wyjął kij z odwłoka i socjalizuje się z kolegami o wiele bardziej - nawet Kaśka mu nieszczególnie przeszkadza. Odpowiedź C z kolei... początek tej imprezy dobrze pokazuje, dlaczego się nie spotkali, na miłość boską.
Iris mówi, że czas coś wszamać, więc Suśka, pomna nauk Rysia z Klanu, idzie umyć ręce. Po drodze mamy kolejną okazję, by poczuć w sobie nasz plotkarski zew, ale nie ze mną takie numery, Słodki Flircie, nie pleciesz wystarczająco interesujących fabułek, bym ryzykowała zachowanie największej pleciugi we wsi. Po powrocie do salonu okazuje się, że Priya chyba zaraziła się od Rozalii Dorosłością™ i zaproponowała grę w butelkę. Ogólnie nie mam nic do pomysłu, w dobrym towarzystwie można wiele, aczkolwiek co to za durna zasada, żeby ograniczyć grę do całusów i - no właśnie - w dobrym towarzystwie.
No dobra, gramy w butelkę. Melania prawie dostaje apopleksji na widok Kentina wciągającego kieliszek ponczu, po czym Alexy odpowiada na pytanie o ewentualną dziewczynę, gdyby nie był gejem. Odpowiedź w ogóle mnie nie zaskakuje.

Alexy: Wybieram Rozalię! (...) Masz silny charakter i więcej doświadczenia, niż inne dziewczyny (...).

Bad taste confirmed.

Priya: Ja też mam dużo doświadczenia...

Ten moment, gdy postacie w grze są tak niepełnosprytne, że najlepsza dziewczyna musi żebrać o atencję.

Sucrette: A ja? Jestem twoją najlepszą przyjaciółką...
Alexy: No właśnie! Jesteś dla mnie jak siostra, nigdy nie mógłbym cię wybrać!
Sucrette: Nie wiem, jak powinnam to odebrać...

Nie rozumiem, dlaczego nagle wszystkim dziewczynom zależy na komplementach od geja. Zwłaszcza tej jednej, która ma chłopaka.

Kastiel: No dobra, gdy dziewczyny w końcu przestaną bić się o chłopaka, które i tak nie będą mogły nigdy mieć, będziemy mogli kontynuować?

Widzicie, nawet Kastiel to zauważył! Polać mu ponczu!
Po tej zadziwiająco trafnej uwadze Nataniel czuje, że zostaje w tyle i postanawia zadowolić panie poprzez zdjęcie swetra. No teraz to ja rozumiem!

Sucrette: (Jak tak dalej pójdzie, to Melania zacznie się ślinić.)

Przestań niszczyć jej fantazje, panno Mogłabym-Godzinami-Sprawdzać-Migdałki-Mojego-Faceta-W-Ciemnej-Alejce!
Kolejne pytanie dotyczy innych mrocznych pokus, a mianowicie chowania zwłok. Iris wybiera do tej brudnej roboty Kastiela.

Iris: Jesteś silny i ci ufam.

Nie wiem, czy kiedykolwiek o tym wspominałam, ale lubię tę dziwną nieprawdopodobną przyjaźń między Kaśką a Iris. Jest taka słodka i normalna jednocześnie.
A potem następuje w tej grze moment, który mógłby być sam jeden w całym odcinku i ten odcinek od razu byłby materiałem 10/10. Mianowicie okazuje się, że Beemoov nareszcie wymyślił jak ożywić tę grę i wprowadził trochę hot yuri action w formie butelkowego buziaka między dwoma laskami jakimi są Priya i Iris.

Priya: Podejmuję to wyzwanie.
Iris: Nie lubię tchórzyć, więc... Wchodzę w to.



Sucrette: (Priya pocałowała Iris bardzo namiętnie i zmysłowo.)



And now I ship it so hard. I jakoś w ogóle mnie nie dziwi, że Lysandra nie jarają lesbijskie pocałunki. Rozwinęłabym tę myśl, no ale nie przeforsowano światłej idei wydzielenia na forum działu 18+, więc muszę zaczerpnąć wody w usta.
Iiiii niestety zaraz zlatujemy do nizin fabularnych, ponieważ Suśka stwierdziła, że to absolutnie niewybaczalne, by ta gra dawała więcej niż pięć sekund jakiejś postaci, która nie jest nią, więc czas strzelić irracjonalnego focha, gdyż zgodnie z zasadami gry w butelkę Armin ma cmoknąć Melanię.
Ech. Tyle rzeczy jest tu złych, że nie wiem, od czego zacząć. No więc teraz to już nawet pewnie Lysander zaczaił, że Suśka ma ciągoty do Armina. Sukreta przyklaskuje grze w butelkę, ale w momencie, gdy jej luby ma cmoknąć Melanię (a i sam Armin mówi, że nie nie poleciałby hardkorem), to już nie jest tak różowo. Ogólnie jeszcze ZANIM następuje cała akcja z butelką, Suśka dostaje zadanie podzielenia się najmilszym wspomnieniem szkolnym.

Sucrette: (Nie do końca miałam na myśli przedstawienie szkolne... Ale nie zamierzam zwierzać się ze swoich osobistych spraw.)

Po pierwsze nobody cares. Po drugie - gdyby jednak cares, to wtedy mamy idealny moment na zgranie się, pokazanie, że rzeczywiście ci jakoś na tych ludziach zależy, a nie są to tylko figury interesujące cię dopiero w momencie, gdy czegoś ci nie mówią. Suśka, zdradzę ci pewną tajemnicę - nie zawrzesz żadnych poważniejszych i mniej interesownych znajomości niż twoja przyjaźń z Rozalią, jeśli wiecznie będziesz się przed wszystkimi kryć, nie ufać i strzec bram do swej, ekhem, "prywatności". Nikt nie każe ci od razu mówić, że jak zauważyłaś Armina na tej scenie, to poczułaś pilną potrzebę zmiany kostiumu.
Sukreta robi scenę, bo było zdecydowanie za dobrze, i wybiega do ogrodu. Armin wybiega za nią i następuje łzawy tekst o tym, jak to zranił jej uczucia i w ogóle to źle zrobił i rany, wybacz skarbie. Suśka odwzajemnia się wewnętrznym monologiem o różnych ograniczeniach i o kurczę, drama wisi w powietrzu. Ile Sukreta chodzi z tym swoim amantem? Z tydzień? Dwa? A już zdążyli przejść chyba przez wszystkie etapy wypalającego się związku. A przynajmniej przez połowę.
Impreza kończy się, co Suśka kwituje enigmatycznym stwierdzeniem o tym, co może wydarzyć się w poniedziałek po tym wybuchu zazdrości. No mam nadzieję, że to naprawdę koniec tego durnego wątku i w przyszłym odcinku Kastiel powie Sukrecie, że od początku wiedział i dalej ma to gdzieś, to mu nawet przyklasnę i specjalnie wybiorę odpowiedź, żeby mógł nazwać tę mameję głupolem. Taki Kastiel na coś się czasami przydaje.

Gra: Przypominamy, że spożycie alkoholu, bla bla bla bla...

To po co wprowadzacie takie wątki, skoro później musicie okrasić to festiwalem moralitetów? Ech, Słodki Flircie, jak zwykle w tyłku, jeśli chodzi o znajomość PEGI.

No i to już koniec odcinka. Nie było najgorzej - zabawa w chowanego była fajna, gra w butelkę do momentu, gdy Sukreta nie poczuła potrzeby tego zniszczyć - też. Thomas cisnący Rozalię oraz Priya wygrali odcinek. Beznadziejna była za to sama Rozalia z kijem w odwłoku oraz Suśka, która ponownie udowadnia, że jest wcieleniem większości grzechów głównych (a wścibstwo zostaje dopisane jako dodatek), czyli dwie postacie, które są absolutnie siebie warte. Poza tymi zgrzytami przyjemny odcinek - zawsze to miło zobaczyć inne postacie w akcji, a jeśli jest to Priya, to tym bardziej. Do zobaczenia w 34 - oby to był koniec tego durnego wątku ze związkiem widmo.

1 komentarz:

  1. "Sukreta mówi, że idzie na imprezkę i potrzebuje ubrać się jak najostrzejsza dżaga we wsi, aby wyrywać tyłeczki, co wymusza w Leo zmianę sprite'a na ten jego zwyczajowy poddenerwowany-smutny szmek oraz stwierdzenie "OCH NA TĘ SAMĄ CO ROZALIA"." - w sumie to trochę smutne, że Roza nie mogła zabrać swojego +1; nie, żeby Leo miał się tam dobrze bawić - on chyba nie do końca wie, co to znaczy - ale mógłby ostatecznie robić za kamerdynera.

    " I wtedy Lysander pojechałby do Ameryki, a Suśka mogłaby usychać z tęsknoty, a potem Lysander by przyjechał i albo by się spotkali na lotnisku i wziąłby ją w te swoje potężne ramiona i pokazał jej notatnik i powiedział "widzisz, tym razem pamiętałem" i by się uśmiechnął i ona wybuchłaby jednocześnie płaczem i śmiechem" - chyba najbardziej w tym opisie rozwala mnie fakt, że w minutę wymyśliłaś Lysiowi lepszy arc (tak, poprzeczka leży na ziemi, ale mniejsza o to) niż scenarzyści przez czterdzieści odcinków. BTW, nadal jestem rozczarowana, że ta strzelba Czechowa nigdy nie wypaliła, po co w ogóle był ten nieszczęsny notatnik?

    "(czekam na namowy wysłania Lysandra do monopolowego)" - no, ale to przynajmniej byłby wątek, który śledziłabym z pewną chorą fascynacją.

    "Rozalia: A może zagramy w prawdę lub wyzwanie?(...) Alexy: Mi się podoba!" - jako pierwsze pytanie proponuję: "Jak odreagowałbyś kryzys w życiu osobistym?"

    Eeej, ale nadal jestem pod wrażeniem, że rudy zgodził się zabawić w chowanego, ten poncz musiał być chrzczony czymś naprawdę niezłym.

    "Nie rozumiem, dlaczego nagle wszystkim dziewczynom zależy na komplementach od geja." - no weŚ, zgodnie z regułami komedii romantycznych, każda Mary Sue musi mieć swojego kumpla - stereotypowego geja, który będzie ją utwierdzał w przekonaniu, że jest najpiękniejsza i najcudowniejsza.

    OdpowiedzUsuń